Najbogatsi ludzie świata przestali mieć ojczyzny
Po świecie przemieszcza się rekordowa liczba milionerów. Nie chodzi o ludzi szukających pracy ani o cyfrowych nomadów z laptopem w plecaku. Chodzi o właścicieli firm, inwestorów, przedsiębiorców i osoby dysponujące znacznym majątkiem. Ludzi, którzy jeszcze kilkanaście lat temu byli silnie związani z konkretnym państwem, a dziś coraz częściej traktują granice jak niedogodność administracyjną.
Liczba milionerów zmieniających kraj zamieszkania osiąga rekordowe poziomy. W 2025 roku było to ponad 140 tysięcy osób, a trend nadal przyspiesza.
Najciekawsze jest jednak to, że migracja najbogatszych nie przypomina dawnej emigracji. To nie jest historia o wyjeździe z punktu A do punktu B. To historia życia rozproszonego. Firma może znajdować się w Londynie. Fundusz rodzinny w Singapurze. Rezydencja podatkowa w Dubaju. Dom wakacyjny nad Jeziorem Como. Dzieci w szkole w Szwajcarii. Lekarz w Nowym Jorku. Prawnik w Monako. Powstaje nowa klasa ludzi funkcjonujących ponad granicami. Dla nich państwo coraz częściej staje się usługą, a nie trwałym elementem tożsamości. W ślad za tym zjawiskiem wyrasta nowa gałąź gospodarki. Coraz większe pieniądze zarabiają nie tylko sami milionerzy, ale również ludzie, którzy pomagają im się przemieszczać. Doradcy podatkowi, kancelarie prawne, eksperci od obywatelstw inwestycyjnych, prywatni bankierzy i konsultanci od relokacji tworzą dziś globalny przemysł zarządzania mobilnością bogactwa. To również znak czasów. Jeszcze niedawno firmy pomagały klientom inwestować pieniądze. Dziś pomagają im projektować całe życie. Powszechnie uważa się, że za tym trendem stoją wyłącznie podatki. To wygodne wyjaśnienie, ale rzeczywistość okazuje się bardziej złożona.
Oczywiście stawki podatkowe mają znaczenie, jednak najbogatsi coraz częściej szukają czegoś więcej. Stabilności politycznej. Bezpieczeństwa. Przewidywalnych regulacji. Dobrej edukacji. Dostępu do międzynarodowych rynków. Wysokiej jakości życia.
Państwa zaczynają więc przypominać luksusowe marki konkurujące o najbardziej wymagających klientów. Jedne oferują bezpieczeństwo. Inne niższe podatki. Jeszcze inne dostęp do światowych centrów finansowych albo wysoki standard usług publicznych. Na tej zmianie szczególnie korzystają kraje, które zrozumiały, że kapitał nie jest już przywiązany do miejsca. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Szwajcaria, Portugalia, Grecja czy Włochy aktywnie budują ofertę skierowaną do globalnych elit. Nie czekają, aż bogaci przyjadą. Projektują warunki, które mają ich przyciągnąć. To prowadzi do znacznie ciekawszego pytania.
Co właściwie oznacza obywatelstwo w świecie, w którym najbardziej wpływowi ludzie mogą w dowolnym momencie przenieść się gdzie indziej?
Przez stulecia państwo było strukturą, której trudno było uniknąć. Dziś dla części najbogatszych staje się jedną z wielu opcji. Być może właśnie obserwujemy narodziny nowej formy globalizacji. Nie globalizacji towarów. Nie globalizacji kapitału. Te procesy znamy od dawna. Tym razem globalizują się sami ludzie. Oczywiście tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na taki styl życia. Ale historia pokazuje, że przyszłość często najpierw pojawia się wśród elit. Dopiero później staje się doświadczeniem szerszych grup społecznych. Dlatego migracja milionerów jest czymś więcej niż ekonomiczną ciekawostką. To sygnał, że związek między człowiekiem a miejscem zaczyna się rozluźniać. W świecie zdominowanym przez wiedzę, technologie i aktywa cyfrowe coraz mniej rzeczy wymaga fizycznej obecności w konkretnym punkcie na mapie.