Figurki, które stały się ikonami. PRL-owska ceramika wraca do Królikarni

Ceramiczne pingwiny, ryby, gazele z czasów PRL-u przez dekady stały na meblościankach w tysiącach polskich mieszkań, trochę pomiędzy dekoracją, rzeźbą a domowym talizmanem nowoczesności. Wystawa „Rzeźba na meblościankę” potrwa do 25 października.
.get_the_title().

Są przedmioty, które trudno oddzielić od zbiorowej pamięci. Nie dlatego, że były luksusowe albo szczególnie rzadkie, ale dlatego, że stały się częścią codzienności całego pokolenia. Ceramiczne pingwiny, ryby, gazele z czasów PRL-u przez dekady stały na meblościankach w tysiącach polskich mieszkań, trochę pomiędzy dekoracją, rzeźbą a domowym talizmanem nowoczesności.

Dziś te niewielkie porcelanowe figurki wracają jako pełnoprawne ikony polskiego designu. W Muzeum Rzeźby w Królikarni otworzyła się wystawa „Rzeźba na meblościankę”, prezentująca aż 152 obiekty z kolekcji prototypów Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. To pierwsza tak szeroka odsłona jednego z najciekawszych zjawisk powojennego polskiego wzornictwa.

zdjęcie Bartosz Bajerski, Muzeum Narodowe w Warszawie

I być może właśnie dziś te figurki wydają się bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Bo choć przez lata funkcjonowały głównie jako element nostalgii, współczesne spojrzenie pozwala zobaczyć w nich coś znacznie więcej: niezwykle świadomy projekt modernistyczny. Powstające od połowy lat 50. w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego obiekty miały demokratyzować dobry design i wprowadzać nowoczesną estetykę do codziennego życia.

Za ich projektami stali między innymi Lubomir Tomaszewski, Henryk Jędrasiak, Mieczysław Naruszewicz i Hanna Orthwein — artyści, którzy bardzo świadomie eksperymentowali z formą, próbując przełożyć język nowoczesnej rzeźby na obiekt produkowany seryjnie.

To właśnie ten moment okazuje się dziś najbardziej fascynujący. Pingwiny Orthwein, smukłe ryby Jędrasiaka czy dynamiczne zwierzęta Naruszewicza nie były przecież „figurkami” w potocznym sensie. Były próbą oswojenia modernizmu. Ich formy inspirowały się organiczną abstrakcją, rzeźbą Henry’ego Moore’a, miękką linią modernizmu lat 50. i nową estetyką Zachodu, która zaczęła przenikać do Polski po politycznej odwilży.

Sexbomby Henryk Jędrasiak 1959, Pingwiny, Hanna Orthwein 1958, Gil,Mieczysław Naruszewicz, 1959, Muzeum Narodowe w Warszawie, IWP

Projektanci upraszczali sylwetki zwierząt niemal do poziomu znaku graficznego. Operowali syntezą, rytmem bryły, światłem odbijającym się od szkliwa. Charakterystyczne wygięcie szyi czapli, uproszczona geometria antylop czy niemal futurystyczne „siłacze” Tomaszewskiego przypominają dziś bardziej małe modernistyczne rzeźby niż dekoracje z PRL-owskiej półki.

To właśnie ich masowa obecność w mieszkaniach była częścią sukcesu całego projektu.

Nowoczesny design po raz pierwszy trafiał do codzienności na meblościanki, komody i telewizory. Produkowane między innymi w Ćmielowie, Włocławku czy Pruszkowie figurki szybko stały się symbolem aspiracyjnej nowoczesności i nowego stylu życia. Były niedrogie, dostępne i niezwykle charakterystyczne wizualnie.

Dziś ich status całkowicie się zmienił. Z obiektów codziennych stały się kolekcjonerskimi ikonami polskiego designu, obecnymi zarówno w muzeach, jak i na rynku vintage. Współczesny powrót zainteresowania ceramiką, rzemiosłem i powojennym modernizmem sprawił, że te niepozorne figurki zaczęły funkcjonować niemal jak popkulturowe symbole polskiego wzornictwa. Dlatego wystawa w Królikarni działa tak mocno, bo nie opowiada wyłącznie o porcelanie. To raczej historia o tym, jak design potrafi przenikać codzienność i zostawać w pamięci na dekady. Nawet jeśli ma formę małego ceramicznego pingwina stojącego kiedyś na meblościance.

zdjęcie główne: Siłacze / Atleci, Lubomir Tomaszewski, 1959–1960, Muzeum Narodowe w Warszawie, IWP

SPOŁECZEŃSTWO