Czy AI jest w stanie pisać jak Tokarczuk? vol. 3 E.E. (analiza)

E.E. przynosi dwa szczególnie interesujące kandydaty na nowe mechanizmy. Pierwszym jest gwałtowna zmiana rejestru, kiedy narracja przechodzi w pseudo dokument naukowy i równocześnie zmienia rytm, słownictwo, dystans oraz sposób traktowania bohaterki. Drugim jest polifonia epistemiczna, czyli konstrukcja, w której kilka systemów wiedzy konkuruje o wyjaśnienie tego samego zdarzenia, a tekst konsekwentnie odmawia wskazania zwycięzcy.
.get_the_title().

E.E. ukazała się w 1995 roku jako druga powieść Olgi Tokarczuk. Akcja rozgrywa się na początku XX wieku we Wrocławiu, a jej centrum stanowi piętnastoletnia Erna Eltzner, która zaczyna zdradzać zdolności mediumiczne. Wydawnictwo Literackie określa książkę jako powieść inicjacyjną i przypomina, że należała do utworów, które przyniosły młodej pisarce uznanie czytelników i krytyki. Ciekawy kontekst daje sama Tokarczuk. W wywiadzie z 1996 roku mówiła o postaciach E.E. jako o figurach posiadających w trakcie pisania pewną autonomię. Walter Frommer i Teresa pojawiali się jej nawet w snach, a bohaterów traktowała jako części własnego doświadczenia psychicznego. Łączyła to również z wyborem narratora zdolnego swobodnie przenosić się między świadomościami postaci. Na tym kończymy zewnętrzny kontekst. Nasz eksperyment interesuje coś innego.

Czy w E.E. odnajdujemy te same mechanizmy, które wykryliśmy w Podróży ludzi Księgi, mimo że zmieniło się niemal wszystko inne?

Pierwsza odpowiedź brzmi: tak, ale nie tam, gdzie najłatwiej byłoby jej szukać. E.E. nie przypomina debiutu powierzchnią. Nie ma wyprawy po tajemniczą Księgę ani konstrukcji drogi organizującej całą opowieść. Jest mieszczański Wrocław, seanse spirytystyczne, lekarze, psychoanaliza, dojrzewająca dziewczyna i rodząca się fascynacja naukowym badaniem psychiki. A jednak pod spodem działa kilka zadziwiająco podobnych mechanizmów. Najmocniejszym z nich okazuje się przejście od konkretu do abstrakcji. Tokarczuk bardzo rzadko rozpoczyna rozważanie od gotowej idei filozoficznej. Najpierw pojawia się ciało, przedmiot, gest, światło, pokój, zapach, fizyczne doświadczenie. Dopiero z tego konkretu narracja zaczyna się rozszerzać. W Podróży ludzi Księgi obserwowaliśmy ten ruch wielokrotnie. W E.E. powraca jeszcze wyraźniej. Omdlenie może prowadzić do pytania o świadomość. Trans do pytania o granice ja. Miesiączka staje się doświadczeniem własnej biologiczności i relacji ze światem. Choroba doktora Löwego uruchamia w finale refleksję o nieistnieniu, czasie, śmierci i w końcu o samym Bogu.

To zaczyna wyglądać nie jak przypadkowa właściwość jednej książki, lecz jak jeden z fundamentów mechaniki narracyjnej Tokarczuk.

E.E. dodaje do naszego modelu jeszcze jeden bardzo silny mechanizm. Erna na początku niemal znika w rodzinie. Jest środkową córką, kimś niedookreślonym, istniejącym pomiędzy bardziej wyrazistymi osobami. Dopiero kiedy mdleje i zaczyna doświadczać zjawisk uznawanych za paranormalne, staje się widzialna. Ale od tego momentu każdy zaczyna tworzyć własną Ernę. Dla matki jest wyjątkową córką i możliwością wyrwania się z monotonii. Dla Frommera staje się dowodem na istnienie innego porządku rzeczywistości. Dla Artura Schatzmanna przypadkiem badawczym. Dla lekarza problemem poznawczym. Dla publiczności medium. Najbardziej radykalny moment przychodzi wtedy, gdy w quasi medycznych raportach znika nawet jej pełne nazwisko i zostaje E.E. Postać nie jest więc budowana poprzez klasyczny psychologiczny opis mówiący czytelnikowi, kim naprawdę jest. Powstaje z nakładających się na siebie interpretacji. Im więcej inni próbują ją wyjaśnić, tym mniej pewne staje się, kim właściwie jest. To prowadzi do najważniejszego nowego odkrycia BOOK DNA 02. Nazwaliśmy je roboczo polifonią epistemiczną.

Te same zdarzenia są w E.E. oglądane przez kilka konkurencyjnych systemów poznawczych.

Spirytyzm widzi kontakt z inną rzeczywistością. Medycyna szuka fizjologii. Psychologia próbuje stworzyć model psychiki. Statystyka chce mierzyć. Zdrowy rozsądek podejrzewa oszustwo. Sama Erna doświadcza czegoś, czego żaden z tych języków nie potrafi w pełni przejąć. Najważniejsze jest jednak to, że narrator nie ustanawia sędziego. Nawet kiedy podczas jednego z seansów pojawia się element mistyfikacji, książka nie cofa się i nie mówi czytelnikowi, że wszystko wcześniejsze było oszustwem. Każdy bohater interpretuje odkrycie zgodnie ze swoim wcześniejszym modelem świata. To bardzo istotne dla naszego eksperymentu. Niepewność nie jest tutaj brakiem odpowiedzi. Niepewność jest konstrukcją narracyjną. I właśnie ten mechanizm odnajdowaliśmy już, choć w słabszej postaci, w Podróży ludzi Księgi.

Porównanie liczb ze STYLE STATS daje jeszcze ciekawszy wynik.

Podróż ludzi Księgi miała w naszym korpusie 43 452 słowa i 3767 zdań. Średnia długość zdania wynosiła 11,53 słowa, a mediana 10. E.E. ma 49 525 słów i 4532 zdania. Średnia spada do 10,93 słowa, ale mediana pozostaje dokładnie taka sama, wynosi 10. Ciekawa jest też zmienność. W pierwszej książce 18,40 procent zdań miało maksymalnie pięć słów. W E.E. jest ich już 24,45 procent. Jednocześnie udział zdań długich, liczących przynajmniej 25 słów, praktycznie się nie zmienia. Wynosi odpowiednio 5,12 i 5,19 procent. Tokarczuk nie zaczęła więc po prostu pisać krócej. Zwiększyła kontrast. E.E. częściej gwałtownie skraca frazę, ale zachowuje możliwość budowania rozbudowanych zdań. Odchylenie standardowe długości zdań nawet rośnie, z 6,96 do 7,28 słowa. Jeszcze lepiej widać to w rozdziałach stylizowanych na dokumentację przypadku E.E. Tam średnia długość zdania spada do zaledwie 7,98 słowa, podczas gdy w pozostałej narracji wynosi 11,30. Aż 44,86 procent zdań w tych fragmentach liczy maksymalnie pięć słów, wobec 21,88 procent w narracji zasadniczej. To jest bardzo mocny wynik naszego STYLE STATS. Rytm Tokarczuk zmienia się wraz z funkcją tekstu. Kiedy zmienia się sposób poznawania świata, zmienia się składnia. Metafora nie ozdabia rzeczywistości. Ona ją modeluje Drugi element wyraźnie potwierdzony przez obie książki to sposób używania metafory.

Tokarczuk potrafi przeskakiwać pomiędzy bardzo odległymi polami znaczeniowymi.

Cisza może zachowywać się jak organizm. Zegar może fizycznie dzielić ciszę. Myśl staje się ruchem. Rzeka przestaje być elementem pejzażu i zaczyna funkcjonować niemal jak żywa istota. Nie chodzi jednak przede wszystkim o efektowność języka. Metafora pozwala powiedzieć coś, czego narracja nie potrafi udowodnić wprost. Zamiast wyjaśniać, czym jest świadomość, granica ja albo relacja pomiędzy człowiekiem a przestrzenią, tekst buduje model doświadczenia. To także bardzo wyraźnie potwierdza hipotezę z BOOK DNA 01. Ciało okazuje się jednym z głównych narzędzi poznania. W pierwszej książce podejrzewaliśmy, że ciało może być czymś znacznie ważniejszym niż powracającym motywem. E.E. mocno tę hipotezę wzmacnia. Omdlenie, sen, trans, dojrzewanie, menstruacja, seksualność, choroba i śmierć nie są wyłącznie wydarzeniami dotyczącymi bohaterów. Za każdym razem zmieniają sposób, w jaki można doświadczać świata. Szczególnie wyraźne jest to w scenach Erny poza salonem i laboratorium. W parku uwalnia się na chwilę od spojrzeń ludzi, którzy chcą ją sklasyfikować. Kontakt z rzeką, roślinnością i własnym dojrzewającym ciałem staje się innym rodzajem wiedzy niż ta produkowana przez lekarzy i badaczy.

Ciało zaczyna więc zasługiwać w naszym MASTER DNA na status potencjalnej cechy CORE.

Bardzo ważny jest również finał. E.E. nie kończy się rozwiązaniem zagadki Erny. Centrum narracji przechodzi do umierającego doktora Löwego. Najpierw istnieje konkret fizyczny, chorujące ciało. Potem pojawia się lęk przed śmiercią i nieistnieniem. Następnie perspektywa rozszerza się jeszcze dalej, ku czasowi, kosmosowi i wyobrażeniu Boga podlegającego rozpadowi. Zagadka jednej dziewczyny zostaje zastąpiona pytaniem o naturę rzeczywistości. To bardzo przypomina ruch wykonany w finale Podróży ludzi Księgi. Nie identyczną treścią, lecz konstrukcją. Być może mamy więc kolejny element przyszłego CORE: zakończenie nie jako rozwiązanie fabuły, lecz jako zmiana skali pytania. Co po dwóch książkach trafia do MASTER DNA?

Po E.E. po raz pierwszy możemy mówić o rzeczywistym zalążku MASTER DNA Tokarczuk.

Najmocniej wzmacniają się: przechodzenie od konkretu do abstrakcji, metafora jako narzędzie poznania, ciało jako instrument epistemiczny, płynna zmiana dystansu narracyjnego, rytm podporządkowany funkcji fragmentu, konstruowanie niepewności zamiast jej usuwania oraz finał rozszerzający lokalną historię do większego problemu filozoficznego. Musieliśmy natomiast skorygować kilka wcześniejszych hipotez. Po pierwszej książce można było podejrzewać, że szczególną rolę poznawczą pełni u Tokarczuk natura. E.E. sugeruje szerszą zasadę. Nie musi chodzić o naturę jako taką. Ważniejsze wydaje się materialne otoczenie uruchamiające proces myślenia. Podobnie konflikt różnych wizji świata nie odbywa się wyłącznie w dialogach. W E.E. zostaje wpisany również w samą konstrukcję książki, zmianę narratora, język dokumentu medycznego i zestawienie różnych sposobów opisywania Erny. Nie obalamy więc tych wcześniejszych hipotez. Poszerzamy je.

Czy można już stworzyć STYLE DNA v1.1? Jeszcze nie.

E.E. przynosi dwa szczególnie interesujące kandydaty na nowe mechanizmy. Pierwszym jest gwałtowna zmiana rejestru, kiedy narracja przechodzi w pseudo dokument naukowy i równocześnie zmienia rytm, słownictwo, dystans oraz sposób traktowania bohaterki. Drugim jest polifonia epistemiczna, czyli konstrukcja, w której kilka systemów wiedzy konkuruje o wyjaśnienie tego samego zdarzenia, a tekst konsekwentnie odmawia wskazania zwycięzcy. Oba otrzymują na razie status NEW DEVICE CANDIDATE. Dopiero trzecia książka pokaże, czy patrzymy na lokalny wynalazek E.E., czy właśnie odkryliśmy kolejne części literackiego DNA Tokarczuk. Po dwóch książkach staje się jednak coraz wyraźniejsze, że ewentualne nauczenie AI pisania w sposób przypominający Tokarczuk nie może polegać na podsuwaniu mu lasów, snów, dziwnych bohaterów i metafizycznych pytań. Nie wystarczy nawet nauczyć model określonej średniej długości zdania. Trzeba byłoby nauczyć go kiedy skracać zdanie, kiedy zmieniać dystans narratora, kiedy przechodzić od przedmiotu do idei, jak pozwalać kilku interpretacjom istnieć jednocześnie i jak doprowadzić historię do miejsca, w którym odpowiedź nie zamyka pytania, lecz otwiera większe. I właśnie to zaczyna być po dwóch książkach najciekawszym wynikiem naszego eksperymentu.

FUTOPIA