Koronawirus COVID-19 został zaklasyfikowany jako pandemia
Światowa Organizacja Zdrowia zaklasyfikowała rozprzestrzenianie się wirusa COVID-19 jako pandemię, czyli stan, w którym nowe ogniska przenoszącej się z człowieka na człowieka choroby samoistnie pojawiają się w kolejnych miejscach świata finalnie już bez związku z jej pierwotnym źródłem.
Ten element globalnej transmisji i lawinowego wzrostu zachorowań jest tu nadrzędny wobec ostrości objawów.
Dotychczas koronawirus szczególnie szybko zaraża w Chinach, a także w Korei Południowej, Japonii, Włoszech, Iranie i Singapurze, a niestety wydaje się, że to dopiero początek. Dokładne statystyki możecie śledzić tutaj.
Pandemią była między innymi grypa hiszpanka (1918 rok) oraz HIV (od 1981), zaś z ostatnich przypadków w 2009 roku uznano za nią H1N1, czyli świńską grypę.
Z jednej strony taki status dla COVID-19 ma oczywiście pomóc w bardziej restrykcyjnej, zorganizowanej i dobrze dofinansowanej walce z wirusem, z drugiej jednak wciąż brany jest pod uwagę czynnik, by nie wzbudzać w społeczeństwie paniki.
– Nie jest wskazane rozbudzanie w społeczeństwie paniki skutkującej masowym zaopatrywaniem się przez ludzi w żywność czy zapasy benzyny, gdy dla 95 proc. populacji wirus przybierze jedynie co najwyżej postać łagodnego przeziębienia – mówi profesor Instytutu w Menzies Nigel McMillan. Obok będących osobną sprawą kwestii organizacyjnych w placówkach medycznych, zdaniem McMillana wymaga to też wysłania jasnego komunikatu o konieczności pozostawania w domu w przypadku jakichkolwiek chorobowych objawów, a także zalecanie społecznej izolacji i unikania większych zgromadzeń.
Doradzająca niegdyś WHO profesor Mary-Louise McLaws zwraca uwagę, że nie istnieją uniwersalne liczby i kryteria, na bazie których Światowa Organizacja Zdrowia podjęła taką decyzje. Głównym czynnikiem jest troska o to, by dane zagrożenie zostało potraktowane odpowiedzialnie i poważnie oraz żeby rządy nie bagatelizowały go zwłaszcza pod kątem finansowym, jasno stosując się do dyrektyw specjalistów.
Mimo obecności w aż 26 krajach, miana pandemii nie doczekał się w 2003 roku SARS, natomiast wspomniana świńska grypa 6 lat później już tak, co wywołało w wielu miejscach panikę oraz mocno dało po kieszeni budżetom gwałtownie inwestujących w medykamenty państw.
Warto mieć też świadomość tego, o czym mówi profesor Peter Collignon, ekspert w dziedzinie chorób zakaźnych. Jego zdaniem wiele wskazuje na to, że przy transmisji koronawirusa istotną rolę odgrywają drogi fekalna i oralna. Tym samym w krajach z rozwiniętym systemem kanalizacji oraz wiarygodnymi i bezpiecznymi źródłami dostępu do wody wpływ COVID-19 powinien być znacznie mniej odczuwalny niż w tych bez takiego zaplecza. Eksperci przewidują, że dostępnej do użytku szczepionki na koronawirusa doczekamy się za około 18 miesięcy. Waszym zdaniem WHO podjęło dobrą decyzję?
Tekst: WM