Olga Tokarczuk i jej relacja z AI
Olga Tokarczuk otwarcie przyznaje, że korzysta z AI podczas pracy twórczej, a jej wypowiedzi bardzo dobrze pokazują rosnące napięcie pomiędzy klasycznym modelem literatury a światem generatywnych technologii. Co ciekawe, Tokarczuk nie podchodzi do sztucznej inteligencji wyłącznie z lękiem czy technologicznym sceptycyzmem.
Jej relacja z AI wydaje się znacznie bardziej ambiwalentna i intelektualnie ciekawa.
Podczas ostatnich wystąpień publicznych pisarka opowiadała, że zdarza jej się traktować AI jako rodzaj partnera do rozmowy albo narzędzia rozwijającego idee. W jednym z cytowanych fragmentów przyznała, że czasem zwraca się do maszyny słowami: ’kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?’. Ten pozornie lekki komentarz wywołał ogromne emocje w internecie. Dla części odbiorców był symbolem otwarcia literatury na nowe narzędzia. Dla innych stał się dowodem, że nawet najwybitniejsi współcześni autorzy zaczynają włączać AI do procesu twórczego. Jednocześnie Tokarczuk bardzo wyraźnie zaznacza granice możliwości sztucznej inteligencji. Podczas kongresu Impact w Poznaniu mówiła, że nie wierzy w powstanie systemu, który będzie potrafił pisać jak Nabokov. Według niej literatura tworzona przez pojedynczego autora, będąca efektem wieloletnich doświadczeń, emocji i niepowtarzalnej wrażliwości, pozostaje czymś więcej niż tylko składaniem słów według statystycznych wzorców.
Pisarka zauważa jednak, że epoka samotnego pisania wielkich powieści prawdopodobnie zaczyna się kończyć. Sama mówi wręcz, że literatura w dotychczasowym rozumieniu powoli odchodzi do lamusa.
To bardzo charakterystyczne dla szerszej zmiany zachodzącej dziś w kulturze. AI coraz częściej przestaje być postrzegana wyłącznie jako techniczne narzędzie. Zaczyna funkcjonować jako współuczestnik procesu kreatywnego. Tokarczuk wydaje się doskonale rozumieć zarówno potencjał tej technologii, jak i zagrożenia z nią związane. Z jednej strony dostrzega, że sztuczna inteligencja może pomagać w analizowaniu pomysłów, generowaniu skojarzeń czy budowaniu nowych perspektyw narracyjnych. Z drugiej podkreśla, że już dziś potrafimy intuicyjnie rozpoznawać teksty lub obrazy generowane przez AI, podobnie jak rozpoznajemy sztuczność wygenerowanych fotografii.
W pewnym sensie wypowiedzi Tokarczuk dobrze pokazują paradoks współczesnej kultury.
Najbardziej zaawansowane modele językowe powstają właśnie po to, by imitować ludzką kreatywność, ale jednocześnie im lepiej imitują człowieka, tym mocniej zaczynamy doceniać autentyczność, niedoskonałość i indywidualny głos prawdziwego autora. To dlatego Tokarczuk nie traktuje AI ani jako końca literatury, ani jako jej wybawienia. Raczej jako kolejny etap ewolucji samego procesu twórczego.