Kto dostanie twoją pensję, kiedy pracę wykona AI?
Najbardziej radykalna wizja przyszłości sztucznej inteligencji jest zapisana właściwie wprost w dokumentach OpenAI. Firma definiuje AGI jako wysoce autonomiczne systemy, które będą przewyższały człowieka w większości ekonomicznie wartościowej pracy. Nie we wszystkich zawodach i niekoniecznie w każdym możliwym zadaniu, ale właśnie w większości pracy, za którą dzisiaj ktoś komuś płaci. Jednocześnie w tym samym dokumencie OpenAI deklaruje, że korzyści z takiej technologii powinny przypaść całej ludzkości, a rozwój AGI nie powinien prowadzić do nadmiernej koncentracji władzy. I właśnie pomiędzy tymi dwoma zdaniami znajduje się prawdopodobnie jeden z największych problemów ekonomicznych ery AI. Dzisiejsza gospodarka działa w uproszczeniu tak. Firma sprzedaje produkt lub usługę, a część uzyskanych pieniędzy przekazuje ludziom, którzy byli potrzebni do ich wytworzenia. Programista otrzymuje pensję za pisanie kodu, księgowa za prowadzenie rachunków, grafik za przygotowanie projektu, prawnik za analizę umowy, konsultant za raport. Pieniądze przepływają od przedsiębiorstwa do milionów gospodarstw domowych właśnie dlatego, że firmy potrzebują pracy ludzi. Wyobraźmy sobie teraz tę samą firmę za kilka lub kilkanaście lat. Nadal sprzedaje tyle samo albo znacznie więcej, ale raport przygotowuje agent AI, kampanię projektuje agent AI, kod tworzy agent AI, dokumenty analizuje agent AI, a obsługą klienta zajmuje się kolejny agent. Firma nie musi już przekazywać tej samej części przychodów pracownikom. Kupuje dostęp do modeli, mocy obliczeniowej i infrastruktury, a reszta oszczędności może pozostać w przedsiębiorstwie i trafić do jego właścicieli.
To subtelna, ale fundamentalna zmiana. Produktywność przestaje być związana z pracą, a zaczyna być związana z własnością kapitału.
Nie oznacza to oczywiście, że pensja zwolnionego pracownika zostanie wprost przelana na konto OpenAI czy Anthropic. Mechanizm jest bardziej złożony. Część wartości pozostanie jako wyższa marża firmy, która wdrożyła automatyzację. Część otrzyma dostawca modelu. Część operator centrum danych. Część producent chipów. Część przypadnie akcjonariuszom wszystkich tych przedsiębiorstw. Ale kierunek przepływu się zmieni. Zamiast milionów ludzi otrzymujących wynagrodzenia za swoją pracę coraz większa część dochodu gospodarki może trafiać do właścicieli systemów, które tę pracę zastępują. Ekonomiści mają na to bardzo prostą kategorię. To przesunięcie dochodu od pracy do kapitału.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy zwraca uwagę, że AI może zwiększać zwrot z kapitału, a przez to powiększać nierówności majątkowe, ponieważ aktywa finansowe są znacznie bardziej skoncentrowane niż praca.
W analizie opublikowanej w 2026 roku IMF pokazuje również scenariusz, w którym upowszechnienie AI przesuwa część dochodu narodowego w stronę kapitału, premiując gospodarstwa posiadające aktywa kosztem tych, które utrzymują się przede wszystkim z pracy. Skala zaczyna być zauważalna jeszcze zanim doszliśmy do AGI. Inne badanie IMF, oparte na danych Anthropic Economic Index, oszacowało wartość kosztu pracy odpowiadającego czasowi już dziś oszczędzanemu dzięki AI na około 2,7 biliona dolarów rocznie, czyli równowartość około 3,4 procent światowego PKB. Nie są to pieniądze, które zostały odebrane pracownikom. To szacunek wartości czasu zaoszczędzonego przez technologię. Pokazuje jednak, jak ogromna wartość ekonomiczna zaczyna przechodzić przez systemy AI.
Pytanie brzmi więc nie tylko, jak bardzo AI zwiększy produktywność. Znacznie ważniejsze może być pytanie, kto będzie właścicielem tej produktywności.
Tym bardziej że infrastruktura potrzebna do jej wytworzenia już dzisiaj jest niezwykle skoncentrowana. W drugim kwartale 2026 roku Amazon, Microsoft i Google kontrolowały razem około 63 procent światowego rynku infrastruktury chmurowej. Federalna Komisja Handlu USA już wcześniej zwracała uwagę na sieć kapitałowych i technologicznych powiązań pomiędzy największymi dostawcami chmury a twórcami modeli, między innymi Microsoftem i OpenAI oraz Amazonem, Google i Anthropic. Dostęp do mocy obliczeniowej, kapitału, danych i najlepszych specjalistów może więc sam w sobie stać się barierą chroniącą niewielką grupę firm przed konkurencją. Powstaje mechanizm dodatniego sprzężenia zwrotnego. Firma posiadająca najlepszy model zdobywa więcej klientów. Więcej klientów oznacza większe przychody. Większe przychody pozwalają kupować więcej chipów i budować większe centra danych. Większa infrastruktura pozwala trenować lepsze modele. Lepsze modele zdobywają kolejnych klientów. W świecie, w którym AI jest jedynie narzędziem wspomagającym ludzi, taki mechanizm oznacza bardzo potężne firmy technologiczne. W świecie, w którym AI staje się substytutem znacznej części pracy, oznacza coś więcej.
Kilka przedsiębiorstw może zacząć kontrolować jeden z najważniejszych czynników produkcji w gospodarce.
Zwracają na to uwagę nawet ludzie stojący po stronie największych beneficjentów tej rewolucji. Dario Amodei, szef Anthropic, ostrzegał już w 2025 roku, że AI może w stosunkowo krótkim czasie wyeliminować nawet połowę początkowych stanowisk pracy umysłowej i w pesymistycznym scenariuszu podnieść bezrobocie w USA do 10 lub 20 procent. Rok później sama firma poszła jeszcze dalej. W opublikowanych przez Anthropic propozycjach polityki gospodarczej pojawia się wprost scenariusz, w którym AI staje się ogólnym substytutem ludzkiej pracy. Anthropic pisze, że w takim świecie centralnym problemem ekonomicznym przestaje być wytwarzanie wzrostu, a staje się nim sposób podziału powstałej obfitości. Firma wymienia nawet dochód podstawowy, państwowe fundusze majątkowe i mechanizmy współwłasności kapitału jako rozwiązania, które należałoby wtedy rozważyć. Jeszcze ciekawiej mówi o tym Alex Karp, miliarder i szef Palantira, czyli człowiek, którego firma sama należy do największych beneficjentów boomu AI. Latem 2026 roku Karp przewidywał, że sztuczna inteligencja może podnieść poziom życia przeciętnego człowieka, ale jednocześnie ludzie znajdujący się w centrum tej rewolucji mogą stać się dziesiątki razy bogatsi niż dzisiaj. Sam przyznał, że jego majątek może wzrosnąć wielokrotnie szybciej niż dochody klasy średniej i nazwał taki rozdźwięk problemem dla społeczeństwa.
To ważne, bo pokazuje, że zagrożenie nie musi wyglądać jak prosta dystopia, w której wszyscy tracą pracę i biednieją. Możliwy jest scenariusz znacznie dziwniejszy.
Gospodarka może być fantastycznie produktywna. PKB może rosnąć. Towary i usługi mogą tanieć. AI może projektować leki, pisać programy, prowadzić przedsiębiorstwa i rozwiązywać problemy, których dzisiaj nie potrafimy rozwiązać. Przeciętny człowiek może nawet żyć materialnie lepiej niż dzisiaj. A jednocześnie różnica pomiędzy nim a właścicielami infrastruktury produkującej tę obfitość może stać się większa niż kiedykolwiek wcześniej. To zasadnicza różnica pomiędzy nierównością dochodową a nierównością władzy. Jeżeli ktoś zarabia sto razy więcej od nas, jest bardzo bogaty. Jeżeli kontroluje technologię wykonującą znaczną część pracy społeczeństwa, kontroluje również infrastrukturę, od której gospodarka zaczyna być zależna. Kapitał ekonomiczny zaczyna przekładać się na wpływ polityczny, dostęp do danych, możliwość kształtowania rynku, badań naukowych, informacji i w końcu samych reguł funkcjonowania państwa.
Problem AI może więc nie polegać tylko na tym, że maszyny zabiorą nam pracę, ale wywrócą obecny mechanizm dystrybucji pieniędzy.
Przez ostatnie dwa stulecia jednym z podstawowych sposobów dzielenia owoców wzrostu gospodarczego była pensja. Człowiek posiadał coś, czego potrzebowała gospodarka, własną pracę, więc część wytworzonej wartości musiała do niego wrócić. Jeśli ludzka praca stanie się znacznie mniej potrzebna, ten mechanizm przestaje działać automatycznie.