Kim był ten człowiek, którego grób na Père-Lachaise jest popularniejszy od Morrisona?
Victor Noir naprawdę nazywał się Yvan Salmon i był początkującym dziennikarzem w burzliwych czasach II Cesarstwa Francuskiego. W 1870 roku, mając zaledwie 22 lata, został zastrzelony przez księcia Pierre’a Bonapartego podczas politycznego sporu, który miał zakończyć się pojedynkiem, a skończył tragedią. Jego pogrzeb zgromadził dziesiątki tysięcy ludzi i stał się symbolem sprzeciwu wobec władzy Napoleona III . Gdyby historia skończyła się na tym, Noir byłby dziś jedną z wielu postaci przypisów w podręcznikach. Ale kilkanaście lat później powstał jego nagrobek autorstwa rzeźbiarza Jules’a Dalou. Przedstawia młodego mężczyznę leżącego tuż po śmierci, z rozpiętą koszulą, kapeluszem przy nodze i zaskakująco realistycznie oddanym ciałem. Na tyle realistycznie, że pewien detal w spodniach przyciąga uwagę bardziej niż cała historia polityczna.
I tu zaczyna się drugi rozdział tej opowieści.
Od lat 70. XX wieku wokół grobu zaczęła krążyć legenda, że dotknięcie posągu przynosi szczęście w miłości, poprawia życie erotyczne albo pomaga zajść w ciążę . Z czasem rytuał przybrał bardzo konkretną formę. Kobiety siadają na pomniku, dotykają wypukłości w spodniach, całują usta rzeźby albo zostawiają kwiat w kapeluszu. Brzmi jak miejska legenda, ale wystarczy jedno popołudnie na Père-Lachaise, żeby zobaczyć, że to wciąż się dzieje. Efekt jest widoczny gołym okiem. Fragmenty rzeźby są wypolerowane niemal na złoto, podczas gdy reszta pokryta jest ciemną patyną. To nie zabieg artystyczny, tylko ślad tysięcy dłoni i nie tylko oraz zdjęć robionych na pamiątkę. Administracja cmentarza próbowała kiedyś walczyć z tym zwyczajem i nawet ogrodziła pomnik, ale protesty odwiedzających były na tyle duże, że barierki szybko zniknęły . Dziś grób funkcjonuje trochę jak nieoficjalny amulet, trochę jak turystyczna atrakcja i trochę jak instagramowy rytuał.