Dario Amodei, prezes Anthropica rysuje świat, w którym człowiek przestaje być potrzebny gospodarce

Prezes Anthropica twierdzi, że sztuczna inteligencja wspina się po drabinie kompetencji od dołu.
.get_the_title().

Najbardziej niepokojący scenariusz Daria Amodeya nie przypomina klasycznej katastrofy technologicznej. Nie ma w nim zbuntowanych robotów, upadku cywilizacji ani gospodarki pogrążonej w ruinie. Jest za to świat, w którym udaje się wyleczyć raka, tempo wzrostu gospodarczego sięga 10 procent rocznie, finanse państwa są w doskonałej kondycji, a jedna piąta społeczeństwa nie ma pracy. Technologia działa więc znakomicie. Problem polega na tym, że ludzie przestają być potrzebni do wytwarzania dobrobytu. Amodei interesuje przede wszystkim okres przejściowy, znacznie bliższy, chaotyczny i społecznie brutalny. Jego zdaniem pierwsze uderzenie może nastąpić w ciągu najbliższych kilku lat i objąć przede wszystkim początkujących pracowników biurowych.  W 2025 roku przewidywał, że AI może wyeliminować nawet połowę takich stanowisk w okresie od roku do pięciu lat, podnosząc bezrobocie w Stanach Zjednoczonych do poziomu od 10 do 20 procent. Szczególnie narażone mają być technologia, finanse, prawo, konsulting i administracja. Nie jest to jednak wyłącznie medialna przepowiednia. W opublikowanym w styczniu 2026 roku eseju The Adolescence of Technology Amodei rozwinął swoją diagnozę i wyjaśnił, dlaczego tym razem zmiana technologiczna może przebiegać inaczej niż wcześniejsze rewolucje przemysłowe.

Jego zdaniem ludzkość weszła w okres technologicznego dojrzewania, w którym otrzymuje potężne narzędzia, zanim jej instytucje polityczne, gospodarcze i społeczne nauczyły się nimi odpowiedzialnie posługiwać.

Amodei nie twierdzi, że jego prognozy muszą się spełnić. Podkreśla niepewność tempa rozwoju modeli, ale uważa, że ryzyko jest wystarczająco duże, aby przygotowywać się na nie już teraz. Pierwszą grupą wystawioną na działanie AI mają być juniorzy, ponieważ sztuczna inteligencja wspina się po drabinie kompetencji od dołu. Najpierw przejmuje zadania wykonywane przez przeciętnego programistę, analityka albo asystenta. Później osiąga poziom dobrego specjalisty, a następnie zaczyna dorównywać najlepszym. W przypadku kodowania tę ewolucję widać już bardzo wyraźnie. Modele, które jeszcze niedawno miały problem z przygotowaniem pojedynczego fragmentu programu, są dziś wykorzystywane do tworzenia znacznych części kodu, także przez inżynierów samego Anthropica. To oznacza, że firma nie musi od razu zwolnić swoich najbardziej doświadczonych pracowników. Wystarczy, że przestanie zatrudniać ludzi, którzy mieli wykonywać zadania przygotowawcze. Senior wspierany przez AI może analizować więcej dokumentów, obsługiwać większą liczbę klientów i nadzorować więcej projektów. Znika więc nie tyle cały zawód, ile jego pierwszy szczebel.

Redukcja zatrudnienia zaczyna się poza firmą, wśród osób, które nie otrzymały pierwszej pracy i nigdy nie pojawiły się w statystykach zwolnień.

Amodei uważa jednak, że zagrożenie nie zatrzyma się na pierwszych stanowiskach. Dotychczasowe technologie automatyzowały określone rodzaje pracy. Maszyny rolnicze zmniejszyły zapotrzebowanie na rolników, ale ludzie mogli przenieść się do fabryk. Komputery zlikwidowały część zajęć administracyjnych, ale stworzyły nowe zawody w usługach, technologii i komunikacji. Sztuczna inteligencja różni się tym, że nie zastępuje jednej konkretnej umiejętności. Coraz lepiej radzi sobie z całym zakresem pracy poznawczej, od programowania i analizy finansowej po pisanie, prawo, marketing i obsługę klienta. Człowiek wypchnięty z konsultingu może więc odkryć, że AI równie szybko rozwija się w finansach, administracji i technologii.

W tej wizji AI staje się nie tyle substytutem określonego zawodu, ile ogólnym substytutem ludzkiej pracy.

To kluczowa teza Amodeya. Gdy automatyzacja dotyczy jednej branży, rynek może tworzyć nowe specjalizacje. Gdy ta sama technologia potrafi wykonywać również te nowe zadania, przestrzeń, do której ludzie mogą uciec, zaczyna się kurczyć. Nawet przeniesienie pracy do świata fizycznego może jedynie odsunąć problem. Rozwój AI przyspiesza bowiem także projektowanie robotów, systemów autonomicznych i urządzeń zdolnych do działania poza ekranem komputera. Drugą różnicą jest tempo. Ludzie mogą zmienić kwalifikacje, ale potrzebują na to lat. Szkoły i uczelnie zmieniają programy jeszcze wolniej, podobnie jak prawo, system świadczeń i instytucje rynku pracy. Modele mogą natomiast poprawiać swoje możliwości w cyklach liczonych w miesiącach. Amodei przewiduje, że część tradycyjnych przedsiębiorstw będzie wdrażać AI stopniowo, jednak nie musi to uratować zatrudnienia. Pojawią się nowe firmy, które od początku zbudują działalność wokół automatyzacji i będą potrzebowały znacznie mniej pracowników. Zamiast powolnej modernizacji korporacji możemy zobaczyć ich zastępowanie przez znacznie mniejsze i bardziej wydajne organizacje. Największym problemem nie będzie jednak, zdaniem Amodeya, samo znalezienie ludziom zajęcia.

W eseju Machines of Loving Grace przekonywał, że sens życia nie musi wynikać z bycia najlepszym ani z wykonywania pracy, za którą ktoś płaci.

Ludzie od dawna znajdują znaczenie w relacjach, ambicjach, sporcie, sztuce, nauce, zabawie i projektach pozbawionych ekonomicznej wartości. Fakt, że AI potrafiłaby wykonać jakąś czynność lepiej, nie musi pozbawiać jej znaczenia dla człowieka. Znacznie trudniejszym pytaniem jest to, z czego ludzie będą żyli, gdy ich udział w gospodarce przestanie być potrzebny. Amodei dostrzega więc konieczność zerwania związku między wytwarzaniem wartości ekonomicznej a poczuciem własnej wartości. To jednak wymaga czegoś więcej niż wypłacania świadczenia. Praca organizuje czas, zapewnia status, tworzy relacje społeczne i daje poczucie uczestnictwa w zbiorowym projekcie. Jeżeli miliony ludzi zostaną z niej wypchnięte, społeczeństwo będzie musiało stworzyć inne źródła uznania, przynależności i sprawczości. Sam dochód podstawowy może zapobiec ubóstwu, ale nie odpowie automatycznie na pytanie, po co wstawać rano i jak budować pozycję w świecie, w którym inteligentniejsze systemy potrafią zrobić niemal wszystko lepiej.

Za tym problemem kryje się jeszcze większe zagrożenie, koncentracja bogactwa i władzy.

Amodei obawia się gospodarki, w której ogromna część wartości trafia do właścicieli modeli, centrów danych, infrastruktury obliczeniowej i firm kontrolujących automatyzację. Jeżeli większość obywateli przestanie być niezbędna do funkcjonowania gospodarki, może utracić także swoją polityczną siłę. Demokracja opiera się bowiem nie tylko na prawach zapisanych w konstytucji, lecz także na przekonaniu, że społeczeństwo jest potrzebne do produkcji, konsumpcji i utrzymywania państwa. Gdy ta zależność znika, może rozpaść się nieformalna umowa społeczna, która zmusza elity do liczenia się z resztą obywateli. Amodei nie ogranicza się do ostrzegania. Anthropic publikuje Economic Index, oparty na rzeczywistych sposobach wykorzystywania Claude, aby obserwować, które zadania są automatyzowane, a przy których AI nadal jedynie wspiera człowieka. Firma utworzyła także radę doradców ekonomicznych i rozwija badania mające możliwie szybko wychwycić zmiany w zatrudnieniu. To istotne, ponieważ tradycyjne statystyki rynku pracy pojawiają się z opóźnieniem i mogą nie zauważyć momentu, w którym przedsiębiorstwa zaczynają po prostu ograniczać rekrutację. Anthropic proponuje przygotowanie różnych wariantów polityki gospodarczej. Przy umiarkowanym wzroście bezrobocia miałyby pomagać szkolenia, ubezpieczenia płacowe, łatwiejsze przechodzenie między zawodami oraz zachęty dla firm, które przenoszą pracowników na inne stanowiska zamiast ich zwalniać. Przy bezrobociu sięgającym 10 procent potrzebne byłyby rozszerzone świadczenia, pomoc dla szczególnie dotkniętych sektorów i działania spowalniające tempo redukcji zatrudnienia.

Jeżeli AI doprowadziłaby do bezprecedensowego spadku zapotrzebowania na ludzką pracę, konieczne mogłyby stać się dochód podstawowy, państwowe fundusze majątkowe, udział obywateli we własności kapitału oraz nowe podatki pozwalające podzielić korzyści z automatyzacji.

Firma zapowiedziała także przeznaczenie 350 milionów dolarów na badania nad polityką gospodarczą i program dla osób rozpoczynających karierę.

PO PRACY