Czy zmiana technologii napędów odbywa się w motoryzacji kosztem bezpieczeństwa? Renault pokazuje, że tak
Kiedy poprzednia generacja Renault Clio zdobywała pięć gwiazdek w testach Euro NCAP, była symbolem tego, że w segmencie aut miejskich bezpieczeństwo przestało być kompromisem. Mały samochód mógł oferować wysoki poziom ochrony, solidną strukturę nadwozia i dobre wyniki w zderzeniach czołowych oraz bocznych. Dziś najnowsza odsłona modelu spada do czterech gwiazdek.
To nie jest drobna korekta w tabeli. To sygnał, że coś w równowadze priorytetów zaczyna się chwiać.
Oczywiście metodologia Euro NCAP z roku na rok staje się bardziej wymagająca. Trudniej dziś o maksymalną notę niż dekadę temu. Jednak informacje o przełamującym się słupku A w zderzeniu czołowym czy o poważnym naruszeniu kabiny podczas uderzenia bocznego nie są wyłącznie efektem zmiany kryteriów. Słupek A odpowiada za integralność struktury w kluczowym momencie kolizji. Jeśli ulega nadmiernej deformacji, oznacza to, że energia zderzenia nie jest optymalnie rozpraszana. W zderzeniu bocznym nawet rozbudowany zestaw poduszek powietrznych nie zastąpi solidnej konstrukcji nośnej.
W tle tej sytuacji pojawia się szerszy problem. Motoryzacja przechodzi kosztowną transformację napędową. Elektryfikacja, hybrydyzacja, spełnianie norm emisji, rozwój nowych platform i systemów zarządzania energią pochłaniają miliardy. Producenci działają pod presją regulacyjną i cenową. Segment B jest szczególnie wrażliwy na koszty. Każdy kilogram i każde euro mają znaczenie. W takich warunkach łatwo przesunąć akcenty. Więcej środków trafia na rozwój napędów, elektroniki, systemów multimedialnych i asystentów jazdy, które dobrze wyglądają w katalogu i są widoczne dla klienta. Wzmocnienia strukturalne nadwozia, droższe stale o wysokiej wytrzymałości czy dodatkowe elementy usztywniające są mniej efektowne marketingowo, a podnoszą masę i koszt produkcji. Jeśli w imię optymalizacji masy i ceny konstrukcja staje się mniej odporna, to mamy do czynienia z niebezpiecznym kompromisem.
Postęp technologiczny w motoryzacji przez dekady oznaczał wzrost ochrony pasażerów.
Jeśli dziś uznany model w swoim segmencie notuje spadek, nawet relatywny, to warto zadać pytanie, czy transformacja napędowa nie odbywa się kosztem fundamentów. Napęd elektryczny czy hybrydowy nie może być usprawiedliwieniem dla osłabionej struktury kabiny. Bezpieczeństwo nie jest dodatkiem ani funkcją premium. Jest podstawową cechą produktu. Jeżeli branża motoryzacyjna chce przekonać klientów do największej zmiany technologicznej od dekad, musi udowodnić, że potrafi łączyć nowe źródła napędu z nieustannym wzrostem poziomu ochrony. Inaczej elektryfikacja stanie się wymówką dla regresu, na który nie powinniśmy się godzić.