Pojęcie charakteru nie ma sensu, więc nie musimy być jego zakładnikiem

To, jacy jesteśmy, to wynik złożonych procesów chemicznych, biologicznych, społecznych, a nie wynik wolnej woli albo takiego bądź innego charakteru.
.get_the_title().

Coraz więcej danych z neurobiologii i psychologii pokazuje, że ludzkie zachowanie jest wypadkową procesów chemicznych, aktywności neuronalnej, genetyki oraz wpływu środowiska społecznego. Decyzje zapadają w mózgu jako efekt pracy określonych obwodów, poziomu neuroprzekaźników, wcześniejszych doświadczeń i aktualnego kontekstu.

To, co robimy, jest rezultatem złożonego łańcucha przyczyn, a nie autonomicznego aktu czystej woli. W tym świetle pojęcie charakteru zaczyna się rozpadać.

Mówienie, że ktoś ma silny albo słaby charakter, sugeruje istnienie trwałej, wewnętrznej esencji, która odpowiada za jego działania. Tymczasem badania pokazują, że zachowanie jest wrażliwe na stres, wychowanie, traumę, poziom hormonów, sytuację ekonomiczną czy presję społeczną. Zmienią się warunki, zmieni się reakcja. Nie dlatego, że zmienił się charakter, lecz dlatego, że zmienił się układ czynników wpływających na mózg. Robert Sapolsky, amerykański neurobiolog, etolog i profesor Uniwersytetu Stanforda, argumentuje wprost, że skoro każde działanie ma swoje biologiczne i środowiskowe przyczyny, nie ma miejsca na klasyczną wolną wolę. A jeśli nie ma wolnej woli w metafizycznym sensie, to trudno mówić o charakterze jako o moralnym rdzeniu człowieka.

To, co nazywamy charakterem, jest raczej skrótem myślowym dla powtarzalnych wzorców zachowań, które wynikają z określonych uwarunkowań.

Ocena charakteru przez innych często pełniła funkcję etykiety. Mówiono: on ma silny charakter, więc zasługuje na uznanie. Albo: on ma słaby charakter, więc jest winny swojej porażki. Takie kategorie działały jak mechanizm stygmatyzacji albo premiowania. Upraszczały złożone historie życiowe do moralnego osądu. Zamiast analizować kontekst, traumę, nierówności czy biologiczne predyspozycje, łatwiej było przypisać komuś wadę charakteru. Problem polega na tym, że pojęcie charakteru jest nieprecyzyjne i wprowadzające w błąd. Nie mówi nic konkretnego o mechanizmach zachowania. Nie pozwala przewidzieć, jak ktoś zachowa się w nowych warunkach. Sprowadza złożoność człowieka do moralnej etykiety.

W efekcie ludzie stają się zakładnikami narracji o własnym charakterze. Ktoś, kto usłyszał, że jest słaby, zaczyna funkcjonować w cieniu tej etykiety. Ktoś nazwany silnym może czuć presję, by zawsze taki pozostać, nawet kosztem własnego zdrowia.

Jeśli przyjmiemy, że zachowanie jest wynikiem procesów biologicznych i społecznych, przestajemy traktować charakter jako esencję, a zaczynamy widzieć człowieka jako dynamiczny system. To nie oznacza braku odpowiedzialności. Oznacza zmianę języka i perspektywy. Zamiast pytać, jaki ktoś ma charakter, sensowniej pytać, jakie czynniki wpływają na jego decyzje i jak można je modyfikować. Pojęcie charakteru nie ma solidnych podstaw naukowych jako wyjaśnienie ludzkiego działania. Jest wygodną figurą publicystyczną, ale nie narzędziem analizy. Skoro tak, nie musimy być jego zakładnikami. Możemy odejść od moralnych etykiet i skupić się na realnych przyczynach zachowań. To pozwala mniej potępiać, a więcej rozumieć. Mniej szufladkować, a bardziej analizować. I przede wszystkim przestać wierzyć, że w człowieku istnieje jakaś niezmienna, moralna substancja zwana charakterem, która odpowiada za wszystko.

NAUKA