AImatyzacja nie odbierze pracy wszystkim. Najpierw odbierze prestiż dyplomom

Alex Karp, CEO Pantir odwraca hierarchię zawodowego prestiżu
.get_the_title().

Najbardziej zagrożonym symbolem epoki sztucznej inteligencji nie jest według Alexa Karpa fabryczna taśma, lecz biurko absolwenta elitarnej uczelni. CEO Palantira przewiduje, że AI znacznie szybciej poradzi sobie z częścią pracy wykonywanej przez prawników, analityków, konsultantów i absolwentów kierunków humanistycznych niż z zadaniami technika utrzymującego skomplikowaną maszynę, elektryka, operatora produkcji czy pracownika posiadającego rzadką wiedzę o konkretnym procesie.

Nie chodzi więc o prosty koniec pracy. Chodzi o koniec dotychczasowej hierarchii zawodów.

W centrum myślenia Karpa znajduje się rozróżnienie między wiedzą ogólną a wiedzą osadzoną w rzeczywistości. Przez dziesięciolecia zachodni rynek pracy premiował dyplom, umiejętność sprawnego operowania językiem, analizowania dokumentów i uczestniczenia w procesach administracyjnych. AI potrafi jednak przejąć znaczną część takich czynności. Może przygotować podsumowanie, porównać dokumenty, napisać raport, stworzyć prezentację albo zaproponować kod. Znacznie trudniej zastąpić człowieka, który wie, dlaczego konkretna maszyna przestaje działać, jak ustawić linię produkcyjną albo jak przełożyć dane na decyzję mającą fizyczne konsekwencje.

Dlatego Karp przewiduje wzrost wartości techników i pracowników z wykształceniem zawodowym.

Podczas Światowego Forum Ekonomicznego wskazywał na pracowników amerykańskiej fabryki baterii, którzy po szkole średniej wykonują zadania porównywalne z pracą japońskich inżynierów. Dzięki oprogramowaniu i szybkiemu szkoleniu mogą przejmować coraz bardziej złożone obowiązki, stając się dla firmy trudni do zastąpienia. W innym wywiadzie podawał przykład byłego policjanta po dwuletniej szkole wyższej, zarządzającego zaawansowanym systemem wspierającym globalne operacje wojskowe. Dla Karpa jest to dowód, że tradycyjny system edukacji nie potrafi właściwie rozpoznawać talentu. AI ma więc nie tyle zlikwidować klasę pracującą, ile zachwiać pozycją klasy profesjonalnej. Człowiek posiadający dyplom prestiżowej uczelni, ale pozbawiony konkretnej specjalizacji, może znaleźć się w gorszej sytuacji niż osoba znająca określoną technologię, branżę albo proces przemysłowy. Karp mówi o konieczności stworzenia nowych metod sprawdzania predyspozycji. Liczyć ma się nie instytucja, która wystawiła dokument, lecz zdolność rozwiązania rzeczywistego problemu.

Jego prowokacyjne uproszczenie mówi, że przyszłość mają przede wszystkim dwie grupy. Ludzie posiadający praktyczne wykształcenie zawodowe oraz osoby myślące w sposób niestandardowy.

Karp szczególnie podkreśla znaczenie neuroróżnorodności, między innymi dlatego, że sam ma dysleksję. W jego interpretacji przewagę zyskują ludzie potrafiący spojrzeć na problem z nietypowej strony, łamać schematy i budować coś, czego nie da się łatwo wygenerować na podstawie istniejących wzorców. AI obniża wartość poprawnego odtwarzania wiedzy, ale może podnosić wartość oryginalności, intuicji i głębokiej znajomości konkretnej dziedziny. To ważne, ponieważ Karp nie przedstawia AI wyłącznie jako maszyny zastępującej ludzi. Oficjalna filozofia Palantira zakłada, że systemy powinny wspierać ludzkie działanie i podejmowanie decyzji, a nie usuwać człowieka z procesu. Platforma firmy pozostawia operatorowi możliwość zatwierdzania działań proponowanych przez algorytm. W takim modelu AI nie eliminuje dobrego pracownika, lecz zwielokrotnia jego możliwości. Technik może szybciej diagnozować awarie, operator lepiej planować produkcję, a lekarz otrzymać pełniejszy obraz sytuacji pacjenta.

Problem polega na tym, że korzyści nie rozłożą się równomiernie.

Karp uważa, że AI może podnieść ogólny poziom życia, zwiększyć produktywność i pozwolić części pracowników zarabiać więcej. Jednocześnie ludzie posiadający firmy, modele i infrastrukturę mogą wzbogacić się nieporównywalnie szybciej. W lipcu 2026 roku przewidywał, że przeciętny człowiek może odczuć umiarkowaną poprawę sytuacji, podczas gdy przedstawiciele technologicznej elity staną się dziesięć, a nawet sto razy bogatsi. Nazywał to całkowitym rozdzieleniem zwyczajnego bogactwa od majątków osiągających niewyobrażalną skalę. W tym miejscu optymizm Karpa staje się znacznie bardziej warunkowy. Technologia może jego zdaniem przynieść gospodarce dodatni bilans, ale tylko wtedy, gdy społeczeństwo świadomie zadba o udział zwykłych pracowników w nowych zyskach. Jeżeli AI będzie kojarzyła się przede wszystkim z likwidacją stanowisk i gwałtownym bogaceniem się wąskiej grupy właścicieli, pojawią się polityczny bunt, przemoc oraz żądania radykalnej kontroli sektora technologicznego.

Karp ostrzega, że firmy technologiczne nie mogą jednocześnie zapowiadać masowego odbierania ludziom pracy, gromadzić ogromnych majątków i oczekiwać społecznej akceptacji.

Jego wizja jest przy tym silnie polityczna. Karp nie traktuje AI jako kolejnej aplikacji zwiększającej wygodę konsumentów. Widzi ją jako podstawową infrastrukturę przemysłu, państwa, ochrony zdrowia, wywiadu i wojska. W książce The Technological Republic przekonuje, że zachodni sektor technologiczny zbyt długo skupiał się na reklamie, mediach społecznościowych i usługach konsumenckich, rezygnując z wielkich projektów publicznych. Rozwój sztucznej inteligencji ma być elementem odbudowy produkcji, sprawności instytucji i przewagi Zachodu w rywalizacji z Chinami. Czy w tej wizji ludzie będą mieli więcej wolnego czasu? Karp nie przedstawia rozwiniętej koncepcji społeczeństwa, w którym automatyzacja prowadzi do krótszego tygodnia pracy, bezwarunkowego dochodu i masowego wycofania się z zatrudnienia. W analizowanych publicznych wypowiedziach przewiduje raczej, że pracy pozostanie wystarczająco dużo, ale zmienią się jej charakter, geografia i hierarchia. Część stanowisk biurowych zniknie, podczas gdy produkcja, infrastruktura, energetyka, obronność i zawody techniczne zaczną potrzebować ludzi potrafiących współpracować z inteligentnymi systemami.

PO PRACY