Dlaczego od 200 lat boimy się końca pracy i dlaczego zwykle się mylimy?
Najnowsze wydanie The Economist koncentruje się wokół pytania, które jeszcze niedawno należało głównie do świata science fiction: co stanie się ze społeczeństwem, gdy praca przestanie być centralnym elementem życia milionów ludzi. Redakcja poświęca wiele miejsca konsekwencjom gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji, automatyzacji i robotyzacji, analizując scenariusze, w których coraz większa część zadań wykonywanych dziś przez ludzi zostanie przejęta przez maszyny. Punktem wyjścia nie jest już pytanie, czy AI wpłynie na rynek pracy, ale jak głęboka okaże się ta transformacja i czy gospodarki będą w stanie tworzyć nowe zajęcia wystarczająco szybko, aby zastąpić te, które znikną.
W centrum debaty znajduje się wizja świata po pracy, świata, w którym zatrudnienie nie będzie już oczywistym źródłem dochodu, statusu społecznego i poczucia sensu.
W materiale The jobs apocalypse: a very short history redakcja The Economist przypomina, że podobne lęki towarzyszą niemal każdej wielkiej zmianie technologicznej od ponad 200 lat – od mechanizacji przemysłu po komputeryzację. Jednocześnie zauważa, że sztuczna inteligencja po raz pierwszy na dużą skalę zaczyna konkurować nie z siłą ludzkich mięśni, lecz z pracą umysłową. Historia zaczyna się od luddystów, brytyjskich tkaczy i rzemieślników, którzy na początku XIX wieku niszczyli maszyny tekstylne. Byli przekonani, że nowe technologie odbiorą im źródło utrzymania. Ich obawy wydawały się racjonalne. Maszyny rzeczywiście wykonywały część pracy szybciej i taniej niż człowiek. Mimo to masowe bezrobocie nigdy nie nadeszło. W kolejnych dekadach gospodarka stworzyła więcej miejsc pracy niż wcześniej istniało. The Economist zwraca uwagę, że podobny scenariusz powtarzał się wielokrotnie. Mechanizacja rolnictwa wyeliminowała miliony miejsc pracy na farmach, ale uwolnieni pracownicy trafili do fabryk. Automatyzacja przemysłu zmniejszyła zapotrzebowanie na robotników produkcyjnych, ale jednocześnie stworzyła ogromny sektor usług. Komputery zlikwidowały wiele rutynowych zajęć biurowych, lecz równocześnie doprowadziły do powstania całych branż, które wcześniej nie istniały.
Szczególnie ciekawy jest przykład rewolucji przemysłowej. Przez lata wielu historyków uważało, że maszyny doprowadziły do pogorszenia warunków życia brytyjskich robotników.
The Economist przypomina jednak, że rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Płace rzeczywiście długo rosły wolniej niż gospodarka, ale głównym problemem nie była sama technologia. Znacznie większą rolę odegrały wojny, wysokie ceny żywności oraz polityczne decyzje ograniczające import zboża. Innymi słowy, winowajcami nie były maszyny, lecz często politycy i warunki gospodarcze. Analiza podkreśla również coś, o czym często zapominamy podczas dyskusji o AI. Technologie zwykle rozprzestrzeniają się znacznie wolniej, niż wydaje się to w momencie ich narodzin. Z dzisiejszej perspektywy elektryfikacja, samochód czy komputer wydają się rewolucjami, które zmieniły świat natychmiast. W rzeczywistości proces wdrażania nowych technologii trwał dekady. Firmy musiały przebudować organizację pracy, pracownicy zdobyć nowe kompetencje, a całe społeczeństwa dostosować się do nowych realiów. Właśnie tutaj pojawia się najważniejsza różnica między historycznymi rewolucjami a sztuczną inteligencją.
AI rozwija się szybciej niż większość wcześniejszych technologii i po raz pierwszy na dużą skalę wkracza do zawodów umysłowych.
W przeszłości automatyzacja dotykała głównie pracy fizycznej. Dziś algorytmy potrafią pisać teksty, analizować dokumenty, programować, tłumaczyć i wykonywać wiele zadań, które jeszcze niedawno uznawano za domenę wykwalifikowanych specjalistów. To właśnie dlatego obecne obawy są tak silne. Jednocześnie autorzy zauważają, że jak dotąd dane nie potwierdzają wizji nadchodzącej katastrofy. Zatrudnienie w krajach OECD pozostaje rekordowo wysokie, bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie, a branże najbardziej narażone na wpływ AI nadal zatrudniają ogromne liczby pracowników.
Nawet w zawodach, które wydają się szczególnie podatne na automatyzację, nie widać jeszcze masowych zwolnień.
Najważniejsza teza artykułu jest więc przewrotna. Jeśli sztuczna inteligencja rzeczywiście doprowadzi do trwałego, wielomilionowego bezrobocia, będzie to wydarzenie bez precedensu w historii gospodarczej ludzkości. Każda wcześniejsza rewolucja technologiczna wywoływała lęk przed końcem pracy. Każda niszczyła konkretne zawody. I każda ostatecznie prowadziła do powstania nowych form zatrudnienia. Pytanie nie brzmi więc, czy AI zmieni rynek pracy. To jest niemal pewne. Pytanie brzmi, czy tym razem historia rzeczywiście przestanie się powtarzać.