Bronco jest dla tych, którzy wolą odkrywać niż udowadniać
Większość współczesnych samochodów powstaje po to, żeby dowieźć nas z punktu A do punktu B. Ford Bronco wydaje się mieć zupełnie inne zadanie. To samochód, który nie pyta, jak szybko dotrzeć do celu. Pyta raczej, co znajduje się za następnym zakrętem. Co kryje się za linią drzew. Dokąd prowadzi ta niepozorna droga odbijająca od asfaltu gdzieś pomiędzy polami, lasem i horyzontem. Już po kilku kilometrach za kierownicą można odnieść wrażenie, że w DNA tego auta wpisano pewien szczególny komponent. To potrzeba eksploracji. Potrzeba sprawdzenia, co znajduje się poza głównym szlakiem. Bronco nie próbuje niczego udowadniać. Nie jest zainteresowany wyścigiem na prestiż, nie zabiega o uwagę za pomocą chromowanych dodatków ani ekranów rozciągniętych od słupka do słupka.
Zamiast tego proponuje coś znacznie bardziej wartościowego. Możliwość zgubienia się i doświadczania TU I TERAZ.
Brzmi to paradoksalnie, bo trudno nazwać Bronco samochodem dyskretnym. Masywne nadkola, pionowa sylwetka, charakterystyczny grill, okrągłe reflektory i proporcje przypominające klasyczne terenówki sprawiają, że trudno pomylić go z czymkolwiek innym na drodze. A jednak jest w nim coś, co zachęca do odwrócenia uwagi od samego samochodu i skierowania jej na świat wokół. To jedna z najrzadszych cech współczesnej motoryzacji. Większość aut próbuje być głównym bohaterem podróży. Bronco przypomina, że prawdziwym bohaterem jest droga.
Bronco nie tyle zachęca do zjechania z asfaltu, ile przywraca pewien pierwotny odruch odkrywcy.
To samochód, który sprawia, że człowiek zaczyna inaczej patrzeć na mapę. Nagle nie interesują go już wyłącznie oznaczone trasy, główne drogi i nawigacyjne sugestie. Znacznie ciekawsze stają się cienkie linie prowadzące przez las, polne trakty ginące gdzieś pomiędzy wzgórzami, niepozorne skręty, które większość kierowców mija bez zastanowienia. Bronco nie tyle zachęca do zjechania z asfaltu, ile przywraca pewien pierwotny odruch odkrywcy. Ten sam, który przez tysiące lat kazał ludziom sprawdzać, co znajduje się za kolejnym horyzontem.
Właśnie dlatego trudno mówić o tym samochodzie wyłącznie przez pryzmat parametrów technicznych. Oczywiście są one imponujące. W testowanej wersji pracuje pod maską podwójnie doładowany silnik V6 o pojemności 2,7 litra, rozwijający około 350 koni mechanicznych. Jednostka, która brzmi i reaguje w sposób coraz rzadziej spotykany we współczesnej motoryzacji. Jest natychmiastowa, elastyczna i dysponuje potężnym zapasem momentu obrotowego już od niskich obrotów.
Bronco nie przytłacza opresyjną technologią, ale serwuje ją w absolutnie kontrolowany sposób.
Patrząc na Bronco, widzimy wysoką terenówkę z terenowymi oponami, zdejmowanym dachem i aerodynamiką przypominającą bardziej ścianę budynku niż sportowe coupe. Intuicja podpowiadałaby, że to samochód, który najlepiej czuje się w tempie spacerowym. Tymczasem wystarczy mocniej nacisnąć pedał gazu, by przekonać się, jak bardzo pozory potrafią mylić. V6 z łatwością rozpędza ten samochód, a spod świateł Bronco potrafi zostawić za sobą wiele aut, które na pierwszy rzut oka wydają się znacznie bardziej dynamiczne. To jedna z tych przyjemnych niespodzianek, które sprawiają, że jazda nim nie ogranicza się wyłącznie do terenowych przygód.
I właśnie tutaj ujawnia się jedna z największych zalet tego samochodu. Bronco nie wymaga od właściciela poświęceń. Nie mówi, że skoro wybrałeś terenówkę, musisz zaakceptować kompromisy na asfalcie. Owszem, nadal czuć, że jedziemy samochodem o ramowej konstrukcji, dużym prześwicie i oponach zaprojektowanych z myślą o błocie, piachu i kamieniach. Ale jednocześnie trudno nie docenić pracy inżynierów Forda. Auto pozostaje stabilne, przewidywalne i zaskakująco komfortowe nawet podczas dłuższych podróży autostradą.
Bronco należy do coraz rzadziej spotykanej szkoły projektowania. Tutaj człowiek nadal pozostaje najważniejszym elementem układu.
Jeszcze większe wrażenie robi świadomość możliwości, jakie kryją się pod tym nadwoziem. Bronco wyposażono w arsenał rozwiązań terenowych, który jeszcze kilkanaście lat temu można było znaleźć wyłącznie w wyspecjalizowanych samochodach przygotowywanych do ekstremalnych wypraw. Kierowca ma do dyspozycji reduktor, blokadę tylnego mostu, blokadę przedniego mostu, możliwość odłączenia przedniego stabilizatora oraz kilka konfiguracji napędu. Samochód może pracować jako klasyczny tylnonapędowiec, może korzystać z automatycznie dołączanego napędu na cztery koła lub z pełnego napędu przekazywanego stale na obie osie.
W centrum kokpitu znajduje się system GOAT Modes. Nazwa może brzmieć żartobliwie, ale w praktyce jest jednym z najlepszych przykładów technologii zaprojektowanej dla człowieka. Kilka ruchów pokrętłem pozwala przygotować samochód do jazdy po piachu, błocie, skałach czy śliskiej nawierzchni. Elektronika pomaga, ale nie odbiera sprawczości. To bardzo istotna różnica. Coraz więcej nowoczesnych samochodów sprawia wrażenie, jakby nie ufały swoim kierowcom. Bronco należy do innej szkoły projektowania. Tutaj człowiek nadal pozostaje najważniejszym elementem układu. Elektronika nie zastępuje doświadczenia. Wspiera je. W rezultacie pojawia się niezwykle rzadkie dziś poczucie kontroli. Nie tej wynikającej z dominacji nad maszyną, ale z harmonii między człowiekiem a narzędziem. Samochód nie próbuje podejmować wszystkich decyzji za kierowcę. Pozwala mu uczestniczyć w procesie prowadzenia.
Być może właśnie dlatego podróżowanie Bronco tak skutecznie odcina od codziennego szumu informacyjnego. W świecie, w którym nasza uwaga jest nieustannie rozszarpywana przez powiadomienia, wiadomości i algorytmy walczące o każdą sekundę skupienia, jazda tym samochodem przypomina doświadczenie niemal terapeutyczne. Nagle znaczenie odzyskują rzeczy proste. Kształt drogi. Zapach lasu po deszczu. Widok jeziora pojawiającego się pomiędzy drzewami. Światło zachodzącego słońca odbijające się od mokrego piachu.
Bronco nie przewozi kierowcy przez krajobraz. Pozwala mu go doświadczać.
W tę filozofię wpisuje się również design samochodu. To jeden z najlepszych przykładów współczesnego retro designu w całej branży motoryzacyjnej. Projektanci Forda wykonali zadanie niezwykle trudne. Stworzyli samochód natychmiast rozpoznawalny i odwołujący się do dziedzictwa pierwszego Bronco, ale jednocześnie pozbawiony nostalgicznej sztuczności. Jakby model z lat 60. przetrwał kolejne dekady rozwoju bez utraty własnego charakteru. Podobnie jest ze zdejmowanymi panelami dachowymi. Można byłoby wyposażyć je w skomplikowany mechanizm elektryczny. Można byłoby dodać kolejne silniki, siłowniki i sterowniki. Ford poszedł inną drogą. Dach zdejmuje się ręcznie.
Być może właśnie dlatego Bronco tak mocno wyróżnia się na tle współczesnej motoryzacji. Nie próbuje być komputerem, który przypadkiem dostał koła. Nadal pozostaje samochodem.
Samochodem dla ludzi, którzy nie potrzebują udowadniać przypadkowym przechodniom swojej pozycji, sukcesu czy znaczenia. Dla ludzi, którzy bardziej niż status cenią doświadczenia. Dla tych, którzy wolą wrócić z podróży z historią niż z kolejnym zdjęciem zegarka wrzuconym do mediów społecznościowych.