– Pustynia nie wybacza braku przygotowania – mówi fotograf Marcin Kin
Marcin Kin, fotograf od lat związany z Red Bullem, świadek rekordowych wypraw i momentów na granicy ludzkich możliwości, tym razem zatrzymuje się na chwilę. Na wydarzeniu 16 czerwca w A1 Karting w Warszawie zostanie zaprezentowana wystawa jego prac, która pokazuje kulisy życia na krawędzi i przybliża legendę Dakaru na wyjątkowym wydarzeniu „Dakar Legend & Future”, które Marcin współorganizuje z przyjaciółmi z DUUST Rally Team, polskim zespołem rajdowym z ponad 20-letnim doświadczeniem na Dakarze, z którym Marcin zaczynał swoją przygodę. Współorganizatorem jest Polski Związek Motorowy, a Partnerem głównym FORD. Wśród partnerów wydarzenia jest też Diverse Extreme Team z kultowym merchem dakarowym oraz Exe-dia, Red Bull, Druk24h, A1 Karting, F5, Rally Training Center oraz Falko i Korona Sadu.
Już 16 czerwca podczas wydarzenia „Dakar Legend & Future” spotkają się legendy Dakaru, przedstawiciele władz sportowych oraz goście z międzynarodowego środowiska rajdowego, by wspólnie spojrzeć zarówno na bogatą przeszłość, jak i przyszłość tej wyjątkowej dyscypliny. Wśród gości wydarzenia znajdą się m.in. David Castera, dyrektor Rajdu Dakar, Jej Ekscelencja Enass Alshahwan, Ambasadorka Królestwa Arabii Saudyjskiej w Polsce, oraz Michał Sikora, Prezes Polskiego Związku Motorowego. To znacznie więcej niż spotkanie środowiska motorsportowego.
Już w sierpniu wystawa zostanie przeniesiona do Studio Jaskółka powered by F5 na ul. Kubusia Puchatka.
www.instagram.com/kinmarcinphoto/
Wystawa "Dakar Legend & Future już w sierpniu zostanie przeniesiona do Studio Jaskółka powered by F5 na ul. Kubusia Puchatka.
Marta Jerin-Dąbrowska: Na zrobienie zdjęcia masz zazwyczaj ułamki sekund, towarzyszy Ci presja i zmęczenie. Jak Ci się to udaje?
Marcin Kin: Wielu fotografów potrafi zrobić dobre zdjęcie samochodu w przewidywalnych warunkach studyjnych, ale niewielu potrafi odnaleźć się na środku pustyni. Moja praca to połączenie logistyki, odporności na stres i instynktu. Presja jest elementem stałym mojego naturalnego środowiska. Kluczem nie jest samo robienie zdjęć, ale umiejętność dostarczenia efektu bez względu na okoliczności. Na tym polega fotografia sportów ekstremalnych.
Twój pierwszy wyjazd fotograficzny na rajd pustynny?
Pustynny debiut zaliczyłem w 2014 roku w Maroku. Dostałem telefon z polskiego Red Bulla z lakonicznym ‚za dwa dni zdjęcia w Zagorze’. To był rzut na głęboką wodę. 500 km trasy przez noc, arabski chaos na drogach i logistyka, której dopiero się uczyłem. Najtrudniejsze, ale też fascynujące było odnalezienie się w tym nowym świecie. Wyszło tak dobrze, że Jacek Czachor, Marek Dąbrowski i Kuba Przygoński zaprosili mnie na Dakar. Miałem okazję fotografować legendarny duet Czachor-Dąbrowski na motocyklach, zanim przesiedli się do aut.
Najfajniejsze i najtrudniejsze wspomnienie z rajdów?
Te najpiękniejsze chwile bez wątpienia wiążą się z Ameryką Południową. Ten klimat jest nie do podrobienia! Wychodzisz na odcinek w Argentynie, a tam na każdym kroku święto – ludzie grillują, piją wino, bawią się. To niesamowita energia, poczuję ją znowu już za chwilę podczas Desafío Ruta 40.
Ten sport to też ogromne ryzyko. Po tylu latach jesteśmy jak jedna wielka rodzina, więc wspólnie świętujemy sukcesy i wspólnie przeżywamy wypadki. To są te najtrudniejsze momenty, kiedy pasja, której zawodnicy poświęcają całe życie, zderza się z brutalną rzeczywistością trasy.
Od jakich sportów się zaczęło? Jak wyglądała Twoja podróż jako fotografa?
Wychowałem się w Kościelisku, u stóp Tatr, więc w DNA mam sporty górskie. Jestem instruktorem snowboardu, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że choć kocham ten sport nie zostanę profesjonalistą. Postanowiłem fotografować tych, którzy byli ode mnie lepsi. Chciałem czuć adrenalinę i to aparat stał się moją przepustką do tego świata. Chciałem być blisko ludzi, którzy przesuwają granice.
Przez obiektyw wypatruję absolutnego skupienia i pasji, która czyni sportowców mistrzami. Mój zespół - All Terrain, to świetni fotografowie, filmowcy, którzy potrafią pokazać sportowców w ich naturalnym środowisku, nawet najtrudniej dostępnym, ale też oddać ducha sportu w komercyjnych projektach.
Jakie legendy sportu fotografowałeś?
Praca dla Red Bulla otwiera niesamowite drzwi. Wspólny lot helikopterem z Felixem Baumgartnerem, człowiekiem-legendą, który skoczył ze stratosfery, to przeżycie, którego nie da się zapomnieć. Moje 'rajdowe podwórko’ to równie potężne nazwiska. Miałem zaszczyt fotografować absolutnych gigantów: Carlosa Sainza, Sebastiana Loeba, Stéphane’a Peterhansela, Nassera Al-Attiyaha czy Naniego Romę. To ludzie, którzy tworzyli historię tego sportu, a ja miałem przywilej dokumentować ich walkę z pustynią.
Moja droga zaczęła się jednak od Polaków i legendarnych motocyklistów Marka Dąbrowskiego i Jacka Czachora. To oni wprowadzili mnie w ten świat. Przez lata towarzyszyłem w rozwoju Kubie Przygońskiemu, a ukoronowaniem tej listy jest praca z Robertem Kubicą. Praca z nimi wszystkimi to nie tylko fotografia, to bycie częścią historii motosportu. Każdy z nich ma inny charakter, inną energię, ale łączy ich nieprawdopodobny profesjonalizm, który staram się oddać na zdjęciach.
Niedawno dostałem wyjątkowe, prestiżowe zlecenie. Fotografowałem Prezydenta FIA, Mohammeda Ben Sulayema, podczas testów Forda Raptora na pustyni w Abu Dhabi. W tej branży liczy się nie tylko oko, ale i dyskrecja oraz profesjonalizm.
Aparat pozwala mi wchodzić w światy wielkich mistrzów. Miałem zaszczyt fotografować ludzi, którzy na nowo definiują granice ludzkich możliwości. Od Igi Świątek, przez mistrza olimpijskiego w skoku wzwyż Mutaza Barshima, po braci Godziek wyczyniających cuda na rowerach. Szczególnie bliskie są mi kadry z Andrzejem Bargielem, Mateuszem Waligórą czy innymi wspinaczami wysokogórskimi. Tam, w ścianie, wracam do swoich korzeni w Kościelisku.
AI tworzy obrazy, ja rejestruję autentyczne zdumienie światem.
Z której fotografii jesteś najbardziej dumny?
Mam kilka zdjęć, które mają dla mnie wymiar historyczny. Jednym z nich jest portret kończącego karierę skoczka Adama Małysza w Zakopanem i dzielące je zaledwie pół roku zdjęcie, które wykonałem mu na pustyni w Maroku już jako kierowcy rajdowemu. To zapis przemiany legendy. Jestem dumny z dokumentowania wypraw Andrzeja Bargiela – tam, w wysokich górach, każda klatka jest okupiona ogromnym wysiłkiem.
Cenię zdjęcie wykonane niedawno, a które wydawało się niemożliwe do zrealizowania: spotkanie amerykańskiego Trophy Trucka i dakarowego Forda Raptora. Te auta żyją na różnych kontynentach i nigdy się nie mijają. Dzięki współpracy z Red Bullem poleciałem do USA, by uchwycić je mijające się o centymetry w pełnym pędzie. Fotografia potrafi połączyć różne światy.
Jaką radę dałbyś komuś kto jedzie pierwszy raz na rajd pustynny?
Mogę poradzić fotografowi, ale nie tylko…skup się na tym, jak przetrwać i jak ułatwić sobie życie w ekstremalnych warunkach. Jeśli nie zadbasz o własne bezpieczeństwo, nawodnienie i logistykę, nie osiągniesz celu, nie zrobisz ani jednego dobrego zdjęcia. Najpierw naucz się obsługiwać samego siebie na pustyni, naucz się na nią patrzeć i rozumieć jej rytm. Pustynia nie wybacza braku przygotowania.
Co jest najfajniejsze w Twojej pracy, a co najgorsze?
W tym wszystkim jest jeszcze jeden ogromny bonus: docieram w miejsca, o których przeciętny turysta może tylko pomarzyć. Rajdy rzucają nas w rejony tak dzikie i niedostępne, że nie znajdziesz ich w żadnym przewodniku. To niesamowity przywilej móc zobaczyć wschód słońca w miejscu, gdzie prawdopodobnie nikt wcześniej nie postawił statywu. Kiedy więc moje założenia się spełniają i auto przejeżdża idealnie w takim dziewiczym kadrze, czuję, że to co robię, ma ogromny sens. Oczywiście, bywa i tak, że zawodnicy przejadą 200 metrów obok, psując cały plan – wtedy złość miesza się z paniką i muszę błyskawicznie improwizować, żeby nie zmarnować okazji w tak wyjątkowym miejscu
Czy AI może Cię zastąpić?
Dziesięć lat temu na rajdzie Silk Way w Rosji fotografowałem ciężarówki skaczące po wydmach pośrodku… ogromnego pola marihuany. To było tak odrealnione, że żadne AI by tego wtedy nie wymyśliło. Sztuczna inteligencja potrafi dziś generować niesamowicie realistyczne obrazy, ale ona potrzebuje instrukcji, musi to sobie 'wyobrazić’ na bazie tego, co już zna. Ja natomiast wciąż daję się zaskakiwać planecie. Żaden algorytm nie odda wiernie tych formacji skalnych, tych konkretnych kolorów nieba o świcie czy zapachu kurzu, którego doświadczasz na miejscu. AI tworzy obrazy, ja rejestruję autentyczne zdumienie światem. Dopóki Ziemia będzie mnie zaskakiwać rzeczami, których nie da się zaprogramować, czuję się bezpieczny.