Tak, znowu może chodzić o ropę i obronę PETRODOLARA
Korzenie tej sytuacji sięgają pierwszej połowy lat 70. XX wieku. W 1971 roku administracja prezydenta Richarda Nixona zakończyła funkcjonowanie systemu z Bretton Woods, który opierał się na wymienialności dolara na złoto. W praktyce oznaczało to, że dolar przestał mieć formalne oparcie w rezerwach kruszcu. Powstało pytanie, co będzie nowym filarem globalnego systemu walutowego. W kolejnych latach Stany Zjednoczone zawarły strategiczne porozumienia z największymi producentami ropy naftowej na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim z Arabią Saudyjską.
W zamian za gwarancje bezpieczeństwa i współpracę militarną kraje te zobowiązały się sprzedawać ropę naftową wyłącznie w dolarach. Ten układ stopniowo rozszerzył się na pozostałe państwa Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową.
W rezultacie powstał system, w którym ropa naftowa jako najważniejszy surowiec energetyczny świata była wyceniana i sprzedawana w jednej walucie. Oznaczało to, że każdy kraj chcący importować ropę musiał posiadać dolary. Niezależnie od tego, czy chodziło o Japonię, Niemcy, Indie czy Chiny, wszystkie te gospodarki musiały najpierw zdobyć amerykańską walutę, aby kupić energię. Mechanizm ten generował globalny popyt na dolara. Jeżeli państwo chciało kupić ropę, musiało zgromadzić rezerwy w dolarach. Można to było zrobić na kilka sposobów. Jednym z nich była sprzedaż towarów i usług do Stanów Zjednoczonych, dzięki czemu kraj otrzymywał dolary w zamian za eksport. Innym sposobem było kupowanie dolarów na rynku walutowym.
Tu pojawia się drugi ważny element całego systemu. Kraje, które gromadziły duże rezerwy dolarowe, zaczęły inwestować je w amerykańskie obligacje skarbowe.
Obligacje te są instrumentem finansowym emitowanym przez rząd Stanów Zjednoczonych w celu finansowania deficytu budżetowego. W praktyce oznacza to, że rząd pożycza pieniądze od inwestorów, zobowiązując się do ich zwrotu w przyszłości wraz z odsetkami. Ponieważ dolar był potrzebny do handlu ropą naftową, wiele banków centralnych i instytucji finansowych trzymało znaczną część swoich rezerw właśnie w tej walucie. Te rezerwy były następnie inwestowane w amerykański dług publiczny. W ten sposób powstał swoisty cykl finansowy. Świat potrzebował dolarów, aby kupować energię. Nadwyżki dolarowe trafiały z powrotem do Stanów Zjednoczonych poprzez rynek obligacji skarbowych. Dzięki temu rząd amerykański mógł finansować swój dług przy relatywnie niskim koszcie. To zjawisko często określane jest jako przywilej waluty rezerwowej. Ponieważ dolar jest globalnym środkiem rozliczeń, Stany Zjednoczone mogą emitować dług w swojej własnej walucie, a świat chętnie go kupuje. W praktyce oznacza to, że amerykański rząd może finansować deficyty budżetowe znacznie łatwiej niż większość innych państw.
Dlatego utrzymanie dominacji dolara w handlu surowcami energetycznymi jest jednym z kluczowych interesów strategicznych Stanów Zjednoczonych.
Zwolennicy tej interpretacji wskazują na przypadki państw, które próbowały odejść od rozliczeń w dolarze. Jednym z przykładów często przywoływanych w tej dyskusji jest właśnie Iran. W ostatnich dwóch dekadach Iran wielokrotnie znajdował się pod sankcjami gospodarczymi ze strony Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Sankcje obejmowały między innymi sektor naftowy oraz dostęp do międzynarodowego systemu finansowego. W pewnym momencie irańskie banki zostały odłączone od systemu SWIFT, który jest główną infrastrukturą komunikacyjną dla globalnych transakcji bankowych. W praktyce oznaczało to, że Iran musiał szukać alternatywnych metod sprzedaży ropy. Wiele transakcji zaczęło odbywać się poprzez systemy barterowe lub poprzez waluty inne niż dolar. W handlu z Chinami czy Indiami pojawiały się rozliczenia w juanach, rupiach lub poprzez inne mechanizmy finansowe. Podobna sytuacja dotyczyła Wenezueli, która posiada jedne z największych rezerw ropy naftowej na świecie. W wyniku sankcji gospodarczych kraj ten również został w dużej mierze odcięty od tradycyjnych rynków finansowych. Część transakcji zaczęto prowadzić poza systemem dolarowym. Zwolennicy teorii petrodolara argumentują, że takie próby tworzenia alternatywnych systemów rozliczeń stanowią zagrożenie dla dominującej pozycji dolara.
Jeżeli duża część handlu surowcami zaczęłaby być rozliczana w innych walutach, globalny popyt na dolary mógłby spaść. To z kolei mogłoby utrudnić finansowanie amerykańskiego długu publicznego.
W tej interpretacji napięcia geopolityczne wokół niektórych producentów ropy mają także wymiar finansowy. Chodzi o utrzymanie systemu, w którym dolar pozostaje główną walutą światowego handlu energią. Jeżeli ten system uległby erozji, globalny system finansowy mógłby się stopniowo przekształcać w bardziej wielowalutowy. Jednocześnie wielu ekonomistów podkreśla, że dominacja dolara wynika nie tylko z handlu ropą naftową. Amerykańska waluta jest głęboko zakorzeniona w globalnym systemie finansowym z wielu powodów. Stany Zjednoczone posiadają największy i najbardziej płynny rynek obligacji na świecie. Amerykańskie instytucje finansowe odgrywają centralną rolę w globalnym systemie bankowym. Dolar jest szeroko używany w handlu międzynarodowym także poza sektorem energetycznym.