Wyobraź sobie, że nie istniejesz..
Wyobraź sobie, że nie istniejesz. A to, co właśnie widzisz, czujesz i czytasz, nie jest efektem ciągłego życia, wspomnień i historii, tylko krótkim błyskiem uporządkowanej materii, który pojawił się przypadkiem. Bez przeszłości, bez przyszłości, bez świata, który naprawdę trwa. Tylko chwilowa konfiguracja atomów, która akurat teraz udaje świadomość. Żeby zrozumieć, skąd w ogóle bierze się taka myśl, musisz cofnąć się do lat 90. XIX wieku i do fizyki statystycznej, rozwijanej przez Ludwiga Boltzmanna. Boltzmann próbował odpowiedzieć na jedno z najprostszych, a zarazem najtrudniejszych pytań: Dlaczego świat ma kierunek czasu? Dlaczego wszystko dąży do nieporządku, a nie odwrotnie?
Wprowadził pojęcie entropii jako miary nieuporządkowania i pokazał, że układy fizyczne naturalnie przechodzą od stanów uporządkowanych do chaotycznych, bo tych chaotycznych jest po prostu więcej.
Ale tu pojawia się problem. Jeśli wszechświat miałby istnieć nieskończenie długo, a prawa fizyki pozwalają na przypadkowe fluktuacje, to nawet w najbardziej chaotycznym stanie mogą zdarzać się krótkie momenty lokalnego uporządkowania. Wyobraź sobie ocean chaosu, w którym od czasu do czasu pojawia się mała fala porządku. Boltzmann zaproponował, że być może cały nasz obserwowalny wszechświat jest właśnie taką fluktuacją, rzadkim, ale możliwym odchyleniem od maksymalnego chaosu. Teraz zrób kolejny krok, który robią współcześni fizycy i filozofowie. Zadaj sobie pytanie: Co jest bardziej prawdopodobne? Czy powstanie ogromnego, uporządkowanego wszechświata z galaktykami, gwiazdami i miliardami lat historii, czy raczej powstanie czegoś znacznie mniejszego, na przykład pojedynczego mózgu, który przez ułamek sekundy doświadcza złudzenia, że taki wszechświat istnieje? Intuicja podpowiada ci pierwszą opcję, ale matematyka i statystyka mówią coś przeciwnego.
W świecie zdominowanym przez chaos znacznie łatwiej jest wygenerować mały fragment porządku niż ogromny kosmos. Innymi słowy, znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że powstanie samotny mózg wraz z fałszywymi wspomnieniami, niż że powstanie cały wszechświat z prawdziwą historią.
I właśnie to jest mózg Boltzmanna. Hipotetyczna świadomość, która pojawia się przypadkiem w wyniku fluktuacji termodynamicznej, istnieje przez chwilę i znika, ale w tym krótkim czasie wierzy, że ma przeszłość, ciało, tożsamość i świat wokół siebie. Co więcej, jeśli przyjmiesz pewne modele kosmologiczne, może się okazać, że takich mózgów jest więcej niż normalnych obserwatorów, którzy rzeczywiście ewoluowali w stabilnym wszechświecie.Tu zaczyna się prawdziwy problem filozoficzny. Jeśli statystycznie bardziej prawdopodobne jest, że jesteś takim przypadkowym mózgiem niż produktem długiej historii kosmosu, to dlaczego miałbyś ufać swoim wspomnieniom, obserwacjom i całej wiedzy o świecie. Każda twoja myśl mogłaby być jedynie chwilową iluzją, bez żadnego zakorzenienia w rzeczywistości. Fizycy traktują to jako coś więcej niż ciekawostkę. To realny test dla teorii kosmologicznych. Jeśli jakaś teoria prowadzi do wniosku, że mózgi Boltzmanna powinny dominować nad normalnymi obserwatorami, to znaczy, że jest z nią coś nie tak. Bo skoro jesteś w stanie prowadzić spójne, długotrwałe doświadczenie świata, to znaczy, że nie jesteś taką przypadkową fluktuacją. A jeśli teoria mówi, że powinieneś nią być, to podważa samą wiarygodność obserwacji, na których się opiera.
W ten sposób dochodzisz do paradoksu. Koncepcja, która wynika bezpośrednio z fizyki, zaczyna podważać sens samej fizyki. Bo jeśli nie możesz ufać swoim obserwacjom, to nie możesz też ufać teorii, która do tego wniosku prowadzi.
I tu jest najciekawszy moment. Mózg Boltzmanna nie jest teorią o tym, że naprawdę nim jesteś. To raczej narzędzie, które pokazuje granice naszego rozumienia wszechświata. Zmusza cię do zadania pytania, czy nasze modele kosmologiczne są spójne nie tylko matematycznie, ale też epistemologicznie, czyli czy pozwalają na istnienie obserwatora, który może im zaufać. Na koniec wróć do punktu wyjścia. Wyobraziłeś sobie, że nie istniejesz, a wszystko wokół jest tylko chwilowym błyskiem uporządkowanej materii. Teraz możesz zobaczyć, że ta myśl nie jest czystą fantazją, tylko logiczną konsekwencją pewnych założeń o naturze wszechświata. I właśnie dlatego jest tak niepokojąca. Bo nie obala rzeczywistości, tylko pokazuje, jak cienka jest granica między porządkiem, który nazywasz światem, a chaosem, z którego ten świat mógł się na chwilę wyłonić.