Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Kto posiada naturę, gdy staje się kodem

Cyfryzacja genomów roślin i ekspansja systemu patentowego otwierają nowy front walki o kontrolę nad rolnictwem.
.get_the_title().

Rozwój biotechnologii i cyfryzacja materiału genetycznego roślin tworzą dziś napięcie, które wykracza daleko poza technikę i prawo patentowe. W istocie chodzi o pytanie, czy coś, co przez tysiące lat było wspólnym zasobem ludzkości, może zostać przekształcone w prywatną własność poprzez akt jego zapisania, sekwencjonowania i opisania w języku danych. System patentowy, który historycznie miał chronić wynalazki, coraz częściej styka się z materią, która wynalazkiem nie jest, lecz odkryciem. I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem, który coraz częściej podnoszą prawnicy, biotechnolodzy i etycy.

Już sama możliwość patentowania sekwencji genetycznych budzi fundamentalne wątpliwości.

Jak zauważa dr Julia Stanek, specjalistka prawa medycznego, w praktyce ’zaciera się granica między wynalazkiem a odkryciem’ . Oznacza to, że system prawny, który miał nagradzać twórczość, zaczyna obejmować coś, co zostało jedynie znalezione i opisane. Sekwencja DNA rośliny nie powstaje w laboratorium, lecz jest wynikiem procesów ewolucyjnych i pracy pokoleń rolników, którzy przez selekcję i uprawę kształtowali jej cechy. Jej cyfrowy zapis nie zmienia tego faktu, choć w praktyce często staje się podstawą roszczeń własnościowych. Mechanizm ten jest dobrze widoczny w praktyce patentowej. Formalnie patenty nie obejmują samej natury, lecz jej izolowane lub zastosowane fragmenty. W rzeczywistości jednak, jak wskazują analizy prawa biotechnologicznego, patent na zastosowanie sekwencji często de facto daje kontrolę nad samą sekwencją i jej wykorzystaniem.

W efekcie firma, która jako pierwsza opisze i opatentuje określony gen lub jego funkcję, może uzyskać monopol na jego wykorzystanie w rolnictwie, hodowli czy przemyśle spożywczym. To przesuwa punkt ciężkości z innowacji na kontrolę zasobów.

Eksperci od lat ostrzegają, że w przypadku roślin skutki mogą być szczególnie poważne. System patentowy w biotechnologii już dziś umożliwia uzyskanie wyłączności na konkretne cechy roślin, ich fragmenty genetyczne czy metody ich wykorzystania. Jak wynika z analiz prawa europejskiego, kwestie patentowania roślin budzą silne kontrowersje i rozbieżności interpretacyjne . Spór dotyczy właśnie tego, gdzie kończy się wynalazek, a zaczyna natura. Jeżeli jednak przyjmiemy interpretację sprzyjającą patentom, konsekwencją może być stopniowe przejmowanie kontroli nad kluczowymi elementami produkcji żywności przez niewielką liczbę podmiotów. W tym kontekście pojawia się drugi, jeszcze bardziej fundamentalny problem, związany z cyfryzacją genomów. Sekwencja DNA rośliny może dziś zostać zapisana jako informacja cyfrowa, przechowywana w bazach danych i analizowana algorytmicznie. Pojawia się więc pytanie, czy właścicielem staje się ten, kto posiada roślinę, ten kto ją opisał, czy ten kto zarządza bazą danych. Prawo patentowe nie było projektowane dla świata, w którym materiał biologiczny funkcjonuje jako kod. Tymczasem w praktyce to właśnie cyfrowy zapis staje się podstawą roszczeń.

Oznacza to, że kontrola nad rolnictwem może przesunąć się z pól uprawnych do repozytoriów danych.

Krytycy tego modelu podkreślają, że prowadzi to do formy cyfrowego zawłaszczenia natury. Sekwencje genetyczne roślin, które przez stulecia były wspólnym dziedzictwem społeczności rolniczych, mogą zostać zamknięte w systemie licencji i opłat. W skrajnym scenariuszu rolnik nie tylko nie posiadałby pełnej kontroli nad nasionami, ale musiałby płacić za korzystanie z określonych cech genetycznych, nawet jeśli występowały one naturalnie w jego uprawach. Historia patentów genetycznych pokazuje, że takie mechanizmy mogą prowadzić do realnych monopolów i wysokich barier dostępu, co widać było choćby w przypadku testów genetycznych, których ceny spadały dopiero po wygaśnięciu patentów. Z perspektywy ekonomicznej oznacza to przesunięcie władzy w łańcuchu żywnościowym. Biotechnologia, zamiast być narzędziem zwiększania produktywności, może stać się instrumentem koncentracji własności. Firmy posiadające patenty na kluczowe sekwencje genetyczne mogą kontrolować nie tylko produkty końcowe, ale także same warunki produkcji.

To z kolei rodzi pytania o bezpieczeństwo żywnościowe, suwerenność państw i przyszłość rolnictwa jako działalności opartej na lokalnej wiedzy.

Najgłębszy problem ma jednak charakter filozoficzny. Czy można mówić o własności intelektualnej w odniesieniu do czegoś, co nie zostało stworzone, lecz odkryte? Prawo patentowe tradycyjnie rozróżnia te dwie kategorie, ale w biotechnologii granica ta ulega rozmyciu. Jak wskazują analizy prawne, sama konstrukcja wynalazku biotechnologicznego odbiega od klasycznych definicji i budzi wątpliwości co do sensu stosowania kryterium wynalazczości . Jeżeli bowiem innowacją staje się samo odkrycie i opisanie istniejącej sekwencji, to system patentowy zaczyna nagradzać nie tyle tworzenie, ile zawłaszczanie. W efekcie powstaje paradoks współczesnej biotechnologii. Im bardziej rozwinięte stają się narzędzia analizy genomu, tym większa pokusa, by traktować naturę jako zbiór danych możliwych do opatentowania. A im bardziej system patentowy rozszerza się na te dane, tym bardziej oddala się od swojego pierwotnego celu. Zamiast wspierać innowacje, może zacząć ograniczać dostęp do najbardziej podstawowych zasobów, od których zależy życie.

Zmiany Klimatu