Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Czy Polska powinna ruszyć z pracami nad autonomicznym programem odstraszania nuklearnego?

Mówiąc wprost, czy powinniśmy mieć własną broń jądrową? Na niedawnym posiedzeniu rządu zasugerował to premier Donald Tusk, który zdaj się na dobre porzucił narrację 'ciepłej wody w kranie' na rzecz odważnej wizji dla Polski
.get_the_title().

Na niedawnym posiedzeniu rządu premier Donald Tusk powiedział coś, co na pierwszy rzut mogło wydawać się dość niewinnym sformułowaniem, ale po chwili odbiło się szerokim echem, także w zagranicznych mediach. W kontekście rosnącego napięcia geopolitycznego oraz wojny rosyjsko ukraińskiej Tusk mówił o kilku możliwych scenariuszach zwiększenia bezpieczeństwa Polski. Wśród nich pojawiły się trzy kierunki. Pierwszy to potencjalne rozszerzenie amerykańskiego programu nuclear sharing w ramach NATO. Drugi to rozwijająca się we Francji debata o europejskim parasolu nuklearnym opartym na potencjale Francja.

Trzeci zaś dotyczył długofalowej refleksji nad tym, czy państwa europejskie w przyszłości powinny posiadać bardziej autonomiczne instrumenty odstraszania.

Właśnie w tym kontekście padły słowa, które wywołały najwięcej komentarzy. Premier zaznaczył, że obecnie Polska koncentruje się na współpracy sojuszniczej i na rozwiązaniach takich jak nuclear sharing czy europejskie gwarancje bezpieczeństwa. – Polska nie będzie chciała być pasywna, jeśli chodzi także o bezpieczeństwo nuklearne w kontekście militarnym – stwierdził premier. – Będziemy współpracowali z naszymi sojusznikami, w tym z Francją, która wyszła z tą konkretną ofertą, i wraz ze wzrostem własnych, naszych autonomicznych możliwości, będziemy także starali się przygotować Polskę w przyszłości do jak najbardziej autonomicznych działań w tej kwestii – zadeklarował szef rządu.

Sformułowanie o autonomicznym dostępie do odstraszania nuklearnego w przyszłości w praktyce mogło sugerować scenariusz powstania polskiego programu odstraszania nuklearnego czyli mówiąc wprost prace nad własną bronią atomową.

Obecność takiej frazy w wypowiedzi szefa polskiego rządu jest znamienna. Polska od dekad była państwem, które w kwestiach nuklearnych mówiło językiem wyłącznie sojuszniczym i defensywnym. Odstraszanie atomowe traktowano jako domenę Stanów Zjednoczonych i w ograniczonym stopniu Francji czy Wielkiej Brytanii. Tymczasem wypowiedź Tuska sugeruje, że w polskiej elicie władzy pojawia się refleksja, iż wchodzimy w epokę bardziej niepewnego ładu bezpieczeństwa, w której nawet państwa średniej wielkości muszą myśleć o swojej roli w systemie odstraszania. Ta zmiana tonu wpisuje się w szerszą transformację stylu prowadzenia polityki. Przez wiele lat Donald Tusk był kojarzony z bardzo pragmatycznym sposobem komunikacji politycznej. Jego pierwsze rządy w latach dwutysięcznych często określano metaforą ciepłej wody w kranie. Chodziło o filozofię rządzenia opartą na stabilizacji, zarządzaniu państwem i unikaniu wielkich historycznych czy geopolitycznych narracji.

W tamtym czasie dominowało przekonanie, że Polska funkcjonuje w stosunkowo stabilnym systemie bezpieczeństwa, a głównym zadaniem rządu jest rozwój gospodarczy i integracja europejska.

Dzisiejsza rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Wojna w Ukrainie, napięcia między mocarstwami, niepewność dotycząca przyszłej polityki Stanów Zjednoczonych oraz dyskusje o strategicznej autonomii Europy zmieniły język debaty publicznej. W wielu krajach politycy zaczęli mówić o sprawach bezpieczeństwa w sposób znacznie bardziej zdecydowany i wizjonerski. Pojawiły się hasła budowy europejskiej potęgi militarnej, strategicznej niezależności czy nowego ładu bezpieczeństwa na kontynencie. W tym sensie wypowiedź Tuska można interpretować jako element tej zmiany epoki.

W polityce coraz częściej wygrywają duże narracje i odważne wizje.

Liderzy, którzy potrafią zaproponować szeroką strategiczną perspektywę, często wyznaczają ramy całej debaty publicznej. Przykładem takiej polityki jest choćby styl komunikacji Donald Trump, który buduje swoją popularność na mocnych, jednoznacznych deklaracjach dotyczących potęgi państwa, bezpieczeństwa czy geopolitycznej rywalizacji. Na tym tle wypowiedzi premiera Polski można odczytać jako próbę wejścia w podobny język strategicznej wizji. Nie chodzi w nich o natychmiastowe decyzje programowe, lecz o przesunięcie punktu odniesienia w debacie publicznej.

Sam fakt, że szef rządu mówi o możliwych scenariuszach odstraszania nuklearnego, zmienia skalę rozmowy o bezpieczeństwie państwa.

Można więc powiedzieć, że obserwujemy pewną ewolucję stylu politycznego Tuska. Z polityka kojarzonego z technokratycznym zarządzaniem państwem zaczyna on coraz częściej przemawiać językiem geopolityki i strategicznych projektów. Wypowiedź o autonomicznym dostępie do odstraszania nuklearnego, nawet jeśli ma charakter czysto hipotetyczny, wpisuje się właśnie w taką zmianę tonu. Czy oznacza to narodziny nowej doktryny politycznej w Polsce. Na razie jest za wcześnie na tak daleko idące wnioski. Jednak fakt, że w polskiej debacie pojawiają się pojęcia takie jak europejski parasol nuklearny, nuclear sharing czy strategiczna autonomia, pokazuje, że elity polityczne zaczynają myśleć o bezpieczeństwie państwa w znacznie szerszej perspektywie niż jeszcze dekadę temu.

FUTOPIA