Biohacking to jak granie na kodach
Biohacking albo neurohacking można dziś porównać do grania w grę z włączonymi kodami. Na początku to ekscytujące. Nagle postać staje się silniejsza, szybsza, bardziej odporna. Zadania, które wcześniej wymagały treningu, dyscypliny i porażek, zaczynają znikać jedno po drugim. Pasek zdrowia nie spada. Zasoby są nieskończone. Problem polega na tym, że każda gra z kodami po pewnym czasie traci sens. Nie dlatego, że świat gry jest zły, ale dlatego, że znika napięcie, koszt decyzji i ciężar konsekwencji.
Właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwy dylemat przyszłości biohackingu.
Dziś poprawianie własnego ciała i umysłu oznaczało dietę, trening, sen i terapię. W niedalekiej przyszłości będzie oznaczać interwencje technologiczne, hormonalne, genetyczne i neuroelektroniczne. Granica między leczeniem a ulepszaniem zaczyna się zacierać. Nie chodzi już tylko o to, by wyjść z choroby. Chodzi o to, by przekroczyć normę. Szybciej się uczyć, dłużej żyć, lepiej pamiętać, mocniej się koncentrować, mniej spać i nie tracić energii na emocjonalne wahania. W świecie elit widać już pierwsze symptomy tej zmiany. Metamorfozy znanych miliarderów są szeroko komentowane przez lekarzy i specjalistów od medycyny długowieczności. Wskazuje się na terapie hormonalne, optymalizację metaboliczną, zaawansowaną suplementację, monitorowanie biomarkerów w czasie rzeczywistym.
Ciało przestaje być losem, a staje się projektem tak samo jak budowanie postaci w grze video.
Różnica polega na tym, że dostęp do tego projektu nie jest równy. Już dziś rozwój biologiczny zaczyna rozchodzić się klasowo. Równolegle dzieje się coś jeszcze poważniejszego, czyli neurohacking. Interfejsy mózg komputer, stymulacja określonych obszarów mózgu, implanty, precyzyjna neuromodulacja i zamknięte pętle terapeutyczne przestają być teorią. W Stanach Zjednoczonych rozwijane są implanty mózgowe do leczenia paraliżu, choroby Parkinsona i ciężkiej depresji. Pojawiają się systemy, które odczytują sygnały neuronalne i zamieniają je na komendy dla komputera.
Kierunek jest jasny. Najpierw przywracanie funkcji. Potem rozszerzanie możliwości.
W tym samym czasie rozwijają się technologie edycji genów. Narzędzia typu CRISPR są coraz bardziej precyzyjne. Badania nad korektą mutacji odpowiedzialnych za choroby dziedziczne postępują. W laboratoriach pracuje się nad ograniczaniem ryzyka niektórych nowotworów, chorób metabolicznych i neurologicznych poprzez ingerencję na poziomie DNA. Tu również najpierw pojawia się medycyna naprawcza, ale logicznym kolejnym krokiem jest medycyna ulepszająca. Skoro można zmniejszyć ryzyko choroby, to czy można zwiększyć zdolności poznawcze. Skoro można regulować metabolizm, to czy można zaprogramować podatność na otyłość. Podejście do tych technologii różni się między głównymi ośrodkami świata. Stany Zjednoczone rozwijają je dynamicznie, ale w ramach złożonego systemu regulacyjnego i bioetycznego. Dużą rolę odgrywają komisje etyczne, zgody kliniczne i odpowiedzialność prawna. Unia Europejska jest jeszcze bardziej ostrożna. Regulacje dotyczące genetyki i interfejsów mózgowych są restrykcyjne, a nacisk kładzie się na zasadę ostrożności, prywatność danych biologicznych i nienaruszalność integralności osoby. Chiny przyjmują podejście bardziej pragmatyczne i eksperymentalne. Tamtejszy system pozwala szybciej wdrażać i testować nowe rozwiązania biomedyczne. Głośne były przypadki eksperymentów z edycją genów embrionów, które wywołały globalną burzę etyczną.
Różnica polega na tym, że w chińskim modelu państwo jest gotowe zaakceptować większe ryzyko eksperymentu w imię przewagi technologicznej. To zapowiada globalny wyścig nie tylko zbrojeń i AI, ale także ulepszania człowieka.
Biohacking obiecuje świat, w którym zamiast odmawiania sobie, dyscypliny i długiej pracy nad sobą, będziemy podnosić parametry bezpośrednio. Lepsza pamięć, stabilniejszy nastrój, wyższa motywacja, mniejsza impulsywność. Jeżeli implant może redukować agresywne epizody albo patologiczne lęki, to brzmi jak czyste dobro. Jeżeli stymulacja mózgu może zwiększyć zdolność koncentracji, to wydaje się naturalnym następcą kawy i leków. Problem zaczyna się wtedy, gdy ulepszanie przestaje być terapią, a staje się normą wydajnościową. Jeśli wszyscy menedżerowie korzystają z neurostymulacji, to czy odmowa jest jeszcze wolnym wyborem. Jeśli dzieci mogą mieć podniesioną zdolność uczenia się dzięki interwencji biologicznej, to czy rodzice, którzy tego nie zrobią, nie będą uznani za zaniedbujących przyszłość potomstwa.
Presja optymalizacji może stać się nową formą przymusu.
Jeszcze głębszy problem dotyczy tożsamości i charakteru. Przez wieki charakter był rozumiany jako względnie stały zestaw cech, temperamentu i nawyków kształtowanych przez doświadczenie. Jeśli będziemy mogli farmakologicznie i elektronicznie regulować impulsywność, empatię, skłonność do ryzyka i poziom motywacji, charakter stanie się parametrem regulowanym. Pojęcie winy, zasługi i pracy nad sobą zacznie się rozmywać.
Skoro można było podkręcić samokontrolę układem scalonym, to czy osiągnięcie jest jeszcze moralnie własne.
Kolejny dylemat dotyczy sensu wysiłku. W psychologii motywacji ogromną rolę odgrywa trudność i opór. Satysfakcja jest proporcjonalna do pokonanego kosztu. Jeśli technologie biohackingu obniżą koszt niemal do zera, wiele osiągnięć przestanie dawać tę samą satysfakcję. Tak jak w grze, w której odblokowano wszystkie poziomy bez przechodzenia misji. Wszystko jest dostępne, ale nic nie smakuje. Można też wyobrazić sobie nową formę nierówności. Nie tylko majątkowej, ale biologicznej i poznawczej. Elity z dostępem do ulepszeń będą dosłownie szybciej myśleć, lepiej pamiętać i dłużej pozostawać sprawne. Reszta populacji będzie konkurować z nimi nie tylko kapitałem i edukacją, ale też parametrami neurobiologicznymi. To już nie jest metafora. To możliwy scenariusz rynku pracy przyszłości. Powstaje też pytanie o wolność. Jeśli chip potrafi zmniejszyć skłonność do przemocy, to czy sąd może go nakazać. Jeśli stymulacja mózgu poprawia koncentrację, to czy armia może jej wymagać. Jeśli regulacja emocji zwiększa produktywność, to czy korporacje zaczną ją promować jako benefit. Granica między pomocą a kontrolą może być cienka.
Najbardziej niepokojący scenariusz nie dotyczy jednak tyranii technologii, lecz nudy.
Świata, w którym wszystko jest optymalne, a przez to przewidywalne. Gdzie nie ma słabości, a więc nie ma też heroizmu. Gdzie nie ma ryzyka, a więc nie ma odwagi. Gdzie nie ma poznawczego chaosu, a więc nie ma odkrycia. Biohacking może rozwiązać wiele problemów zdrowotnych i poznawczych, ale może też wygładzić ludzkie doświadczenie do tego stopnia, że stanie się płaskie.