F5 poleca wystawę: Kolor, chaos i wolność. Świat Gaetano Pesce wraca do Paryża
Jego projekty nigdy nie były 'ładne’ w klasycznym sensie. Były za to żywe, nieprzewidywalne i głęboko ludzkie, pełne koloru, niedoskonałości i emocji. Dziś ten radykalny język wraca w nowym kontekście: na wystawie 'The CHIAT\DAY New York Project’ w Pulp Galerie, którą można oglądać do 30 maja 2026 roku.
W zależności od formuły chemicznej, obiekt jest sztuką albo designem… rzeźbą albo krzesłem. — Gaetano Pesce
Jeden z najbardziej bezkompromisowych twórców XX i XXI wieku od dekad konsekwentnie sprzeciwia się ujednoliconej estetyce globalnego designu. Jego projekty nie tylko się ogląda, one działają na zmysły i pamięć. Ikoniczna, sensualna forma fotela Up5 czyli La Mamma (1969), eksperymentalne konstrukcje jak Greene Street Chair czy Pratt Chair z lat 80., czy wreszcie seria Nobody’s Perfect, w której każdy obiekt jest inny wszystkie one składają się na wizję designu jako czegoś żywego, emocjonalnego i niedoskonałego.

W czasach, gdy modernizm promował powtarzalność, porządek i neutralność, Pesce proponował coś zupełnie odwrotnego: emocje, niedoskonałość i indywidualność. Jego manifest 'L’incoerenza dell’artista’ pozycjonował niespójność jako wartość, znak wolności i kreatywności. W jego świecie każdy obiekt miał być inny, tak jak różni są ludzie.
scenografia dla Bottega Veneta (SS23), 400 unikatowych krzeseł z żywicy, każde inne, każde osobne.
Pesce nigdy nie uznawał granic między sztuką a użytkowością. Jego obiekty balansują gdzieś pomiędzy rzeźbą a meblem, między eksperymentem a funkcją. Seria Broadway z lat 90. eksploduje kolorem, podczas gdy jego wielkoskalowe realizacje zbliżają się do architektury, tworząc całe środowiska, a nie tylko pojedyncze przedmioty.
To podejście widać szczególnie w jego projektach przestrzeni. Już w latach 90. stworzył wizjonerskie, niemal utopijne biuro dla agencji Chiat/Day, miejsce, gdzie każdy element, od biurek po szafki, był częścią jednego, intensywnie kolorowego organizmu. Z kolei dla Bottega Veneta zaprojektował scenografię pokazu na sezon Spring/Summer 2023, zamieniając wybieg w totalne, immersyjne doświadczenie z żywicy i form.
Jego twórczość była wielokrotnie prezentowana w najważniejszych instytucjach świata — w tym na legendarnej wystawie „Le Temps des Questions” w Centre Pompidou, gdzie przestrzeń muzeum zamienił w eksperymentalny krajobraz pełen koloru, tekstyliów i pytań bez odpowiedzi.
Dziś ten radykalny, emocjonalny język wraca w nowej odsłonie — przypominając, że design nie musi być perfekcyjny, żeby był ważny.
Biuro jak miasto, nie jak open space
W połowie lat 90. Pesce dostał zadanie, które dziś brzmi jak brief z przyszłości: zaprojektować biuro bez biurek. Zlecenie od agencji reklamowej TBWA\Chiat\Day (za którym stał wizjoner Jay Chiat) zaowocowało przestrzenią, która bardziej przypominała krajobraz niż miejsce pracy. Zamiast przypisanych stanowisk, ruch. Zamiast struktur, sieć relacji.
Biuro działało jak miniaturowe miasto: strefy spotkań zamiast sal konferencyjnych, płynne przejścia zamiast korytarzy, ciągła zmiana zamiast rutyny. To było coś więcej niż design. To była wizja pracy jako procesu, a nie miejsca.

Kolor jako manifest
Jeśli jest jeden element, który definiuje Pesce, to materiał, a konkretnie żywica. Transparentna, nasycona pigmentem, nigdy identyczna. Każdy obiekt wyglądał, jakby był trochę „inny”, jakby miał własny charakter. W świecie produkcji masowej to było niemal polityczne stanowisko. Na wystawie w Paryżu widać to doskonale: drzwi, które wyglądają jak abstrakcyjne obrazy, stoły przypominające rzeźby w ruchu, powierzchnie, które nie są perfekcyjne i właśnie dlatego działają
Pesce odrzucał ideę perfekcji. Zamiast niej proponował różnorodność. Bo, jak powtarzał, ludzie też nie są identyczni.
Design, który opowiada historie
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów projektu są detale, które balansują między funkcją a narracją. Drzwi z zatopioną w żywicy miniaturową autostradą, biurka z widoczną siatką konstrukcyjną, meble, które wyglądają jak fragment większej architektury. U Pesce nic nie jest „tylko” przedmiotem. Każdy element jest częścią systemu i jednocześnie osobną historią.
Photo Credit: Alexis Narodetzky / Courtesy of Pulp Galerie
Wystawa, która przywraca legendę
Oryginalne biuro w Nowym Jorku nie przetrwało długo. Zostało rozebrane pod koniec lat 90., a jego legenda żyła głównie w zdjęciach i archiwach. Dlatego paryska wystawa jest czymś więcej niż klasyczną ekspozycją. To rekonstrukcja świata, który zniknął, ale wciąż wpływa na to, jak dziś myślimy o przestrzeni pracy. Fragmenty tamtego projektu wracają jako fizyczne obiekty: z śladami użytkowania, z historią, z energią miejsca, które kiedyś tętniło życiem.
Photo Credit: Alexis Narodetzky / Courtesy of Pulp Galerie
Dlaczego to wciąż jest aktualne
W erze pracy hybrydowej i ciągłego redefiniowania biura, pomysły Pesce brzmią zaskakująco świeżo. Elastyczność, brak przypisanych miejsc, przestrzeń jako doświadczenie to wszystko, co dziś próbują osiągnąć firmy technologiczne, on zaprojektował trzy dekady temu. Tyle że zrobił to po swojemu: bez minimalizmu, bez sterylności, bez 'ładnej neutralności’. Zamiast tego dał nam kolor, chaos i wolność. I może właśnie dlatego jego projekty znów mają sens.