Gość zarobił 8 milionów dolarów tworząc tysiące utworów przy użyciu AI i armii botów do ich odtwarzania
Problem nie dotyczy wyłącznie generowania muzyki przez AI, ale całego ekosystemu, który wokół niej powstał. Platformy streamingowe od kilku lat zmagają się z rosnącą liczbą utworów tworzonych automatycznie, często masowo i bez większej wartości artystycznej. W branży zaczęło funkcjonować określenie AI slop, opisujące zalew taniej, powtarzalnej treści, która wypełnia katalogi serwisów takich jak Spotify czy Apple Music.
Dla słuchacza oznacza to coraz większy szum informacyjny, dla artystów realne ryzyko utraty widoczności.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że sztuczna inteligencja nie tylko produkuje muzykę, ale także sztucznie generuje jej odbiorców. W Stanach Zjednoczonych ujawniono jeden z najbardziej spektakularnych przykładów tego zjawiska. Michael Smith, przedsiębiorca z Karoliny Północnej, przyznał się do stworzenia setek tysięcy utworów przy użyciu AI oraz wykorzystania armii botów do ich odtwarzania. System był prosty, ale niezwykle skuteczny. Automatyczne konta odtwarzały automatycznie wygenerowaną muzykę, symulując zachowanie prawdziwych użytkowników i generując przychody z tantiem. Skala operacji była ogromna. Smith kontrolował ponad tysiąc kont streamingowych, które każdego dnia odtwarzały setki utworów.
W efekcie jego katalog osiągał miliardy odsłuchań, co przełożyło się na ponad 8 milionów dolarów przychodu.
Pieniądze te pochodziły z tej samej puli, z której wynagradzani są realni artyści. Każde sztuczne odtworzenie oznaczało więc realne uszczuplenie dochodów muzyków, którzy działają w sposób uczciwy. Sprawa Smitha jest ważna nie tylko ze względu na jej rozmiar, ale dlatego, że pokazuje strukturalny problem rynku streamingowego. Model dystrybucji oparty na wspólnej puli przychodów sprawia, że manipulacja odsłuchami nie jest tylko oszustwem wobec platformy, ale także bezpośrednim transferem pieniędzy od jednych twórców do innych. W tym przypadku od ludzi do maszyn. Jednocześnie zjawisko to nie ogranicza się do botów. W ostatnich latach pojawiły się w pełni wirtualne zespoły generujące miliony odsłuchań, a także przypadki wykorzystywania deepfake do imitowania głosów znanych artystów. Głośnym echem odbiły się sytuacje, w których utwory podszywające się pod popularnych muzyków stawały się viralami, mimo że nie mieli oni z nimi nic wspólnego. W efekcie granica między autentyczną twórczością a syntetycznym produktem zaczyna się zacierać. Platformy próbują reagować.
Spotify wprowadza zasady dotyczące ujawniania udziału AI w produkcji muzyki oraz zakazuje podszywania się pod artystów.
Firma deklaruje także inwestycje w systemy wykrywania sztucznych odsłuchań. Problem polega jednak na tym, że mamy do czynienia z klasycznym wyścigiem zbrojeń. Każde ulepszenie mechanizmów detekcji spotyka się z nowymi metodami ich omijania. Boty stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od prawdziwych użytkowników, a generowana muzyka coraz bardziej przypomina ludzką. Z perspektywy rynku to moment przełomowy. Streaming, który przez lata był symbolem cyfrowej transformacji kultury, zaczyna ujawniać swoje słabości. System zaprojektowany dla ludzi nie radzi sobie w świecie, w którym treść i konsumpcja mogą być w całości symulowane. To prowadzi do fundamentalnego pytania o przyszłość ekonomii uwagi. Jeśli zarówno muzyka, jak i jej odbiorcy mogą być generowani przez maszyny, to co właściwie oznacza popularność. Dla niezależnych artystów konsekwencje są szczególnie dotkliwe. Już dziś przebicie się w zatłoczonym środowisku streamingowym jest trudne. Zalew treści tworzonych przez AI dodatkowo obniża widoczność i rozmywa sygnały jakości.
W efekcie twórcy konkurują nie tylko ze sobą, ale z systemami zdolnymi do produkowania tysięcy utworów dziennie i jednoczesnego generowania ich odbioru.
Smith przyznał się do winy i w ramach ugody z prokuraturą zgodził się na zwrot ponad 8 milionów dolarów, które uzyskał dzięki temu procederowi. Grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności, a ogłoszenie wyroku zostało zaplanowane na 29 lipca. Oznacza to, że formalnie został już uznany za winnego, jednak wymiar kary nie został jeszcze określony.