Michał Kiciński o Unitrze, technologii, równowadze, rytuale słuchania
Są marki, które wracają z nostalgii i są takie, które wracają dlatego, że pewne idee ponownie stają się aktualne. Reaktywacja Unitry, kultowej marki rodem z PRL należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Projekt Unitry jest w pewnym sensie neo-modernistyczny. Mamy tu trwałość zamiast jednorazowości, naprawialność zamiast zamkniętych systemów i lokalną produkcję zamiast globalnego outsourcingu. Dla Michała Kicińskiego, współzałożyciela CD Projektu, współtwórcy gry Wiedźmin, przedsiębiorcy i inwestora, nie chodziło wyłącznie o przywrócenie kultowego polskiego logo. Punktem wyjścia była znacznie bardziej współczesna potrzeba: stworzenia technologii, która nie przyspiesza świata jeszcze bardziej, lecz pozwala odzyskać uwagę, skupienie i jakość doświadczenia.
W czasach nieustannych powiadomień, cyfrowego przebodźcowania i muzyki konsumowanej w pośpiechu Unitra staje się czymś zaskakująco aktualnym, próbą przywrócenia rytuału słuchania i bardziej świadomej relacji zarówno z dźwiękiem, jak i technologią. Kiciński opowiada o inżynierii, autentyczności i potrzebie równowagi, ale także o tym, dlaczego prawdziwy luksus coraz częściej oznacza dziś ciszę, uważność i możliwość odcięcia się od nadmiaru bodźców.
Specjalne podziękowania dla marki 366 Concept za gościnę. Meble 366 Concept idealnie współgrają z duchem Unitry.
Zdjęcia Vlad Baranov dla F5.
Prawdziwym luksusem staje się dziś możliwość odcięcia się od bodźców - mówi Michał Kiciński, założyciel CD Projekt, Mudity oraz Unitra.
Marta Jerin-Dąbrowska, F5: Decyzja o przywróceniu Unitry jest jednocześnie nostalgiczna i bardzo współczesna. Co było punktem wyjścia: pamięć, inżynieria, a może filozofia dźwięku?
Michał Kiciński, współzałożyciel CD Projekt, Mudita i Unitry: Reaktywacja Unitry wynikała z inżynierskiej pasji, z potrzeby przywrócenia polskiej marki audio i stworzenia na nowo wysokiej jakości elektroniki projektowanej oraz produkowanej w Polsce. Chcieliśmy udowodnić, że możemy budować nowoczesną firmę audio, zdolną konkurować z produktami opartymi na jakości, precyzji i charakterze. To ambitny i trudny projekt, ale dotychczasowy odbiór daje nam dużo satysfakcji.
Kluczową rolę odegrał też Adrian Krupowicz, inżynier i wielki entuzjasta Unitry, który marzył o stworzeniu współczesnej wersji legendarnego wzmacniacza WSH-205. Tak powstał nasz flagowy model WSH-805. Dla Adriana była to próba przywrócenia do życia kawałka solidnej polskiej inżynierii. Dla mnie ten projekt miał również bardzo osobisty wymiar. Od zawsze kochałem dobre brzmienie, chociaż nie nazwałbym siebie audiofilem, ale cenię sprzęty, które grają pięknie i uczciwie. Chciałem stworzyć coś, czego sam naprawdę chciałbym używać.
W Unitrze staramy się nie tworzyć sprzętu „pod efekt”. Interesuje nas wierność i równowaga. Od strony inżynierskiej wyraża się to między innymi w bardzo rygorystycznym procesie pomiarowym. Każde urządzenie opuszczające naszą fabrykę posiada indywidualny raport pomiarowy wykonany przy użyciu niezwykle precyzyjnej aparatury. Klient dokładnie wie, co kupuje, zna poziom zniekształceń i parametry pracy urządzenia. Oczywiście same pomiary nie gwarantują jeszcze magicznego doświadczenia odsłuchowego, ale słabe pomiary niemal zawsze oznaczają słabe brzmienie. Dlatego traktujemy ten aspekt bardzo poważnie, a nasi klienci naprawdę to doceniają.
Czy reaktywując Unitrę, świadomie wracacie do modernizmu jako stylu, ale także jako sposobu myślenia o technologii i społeczeństwie?
Unitra od początku był czymś więcej niż produkcją sprzętu, był częścią modernistycznego myślenia o świecie, w którym technologia ma służyć codziennemu życiu, a nie elitarnej konsumpcji. W realiach PRL-u oznaczało to demokratyzację dostępu do dźwięku, budowanie całego systemu przemysłowego i projektowanie w warunkach niedoboru, gdzie funkcja zawsze wyprzedzała formę, ale nigdy jej nie wykluczała. W tym sensie Unitra była projektem modernistycznym. Dzisiejsza reaktywacja marki zaskakująco mocno rezonuje z tym dziedzictwem, choć powstaje w zupełnie innym świecie. Postawienie na trwałość, naprawialność i lokalną produkcję brzmi dziś niemal jak manifest przeciwko nadmiarowi i jednorazowości współczesnej elektroniki. I właśnie dlatego nowa Unitra nie jest powrotem do przeszłości, lecz reinterpretacją modernizmu jako języka przyszłości.
Nie interesuje nas sprzęt ‘pod efekt’. Interesuje nas wierność i równowaga. Chcieliśmy udowodnić, że w Polsce można tworzyć audio najwyższej jakości - tłumaczy Michał Kiciński.
Czym dla ciebie jest dobra filozofia dźwięku?
Najważniejsza jest dla mnie autentyczność. Sprzęt audio powinien możliwie wiernie oddawać intencję twórców, a muzyka powinna brzmieć tak, jak artyści chcieli, żeby brzmiała.
To oznacza powściągliwość wobec pewnych pokus. Wiele współczesnych urządzeń, szczególnie małych głośników, sztucznie podbija basy, bo daje to natychmiastowy efekt i robi wrażenie. Producenci i muzycy już wcześniej decydują, ile basu ma znaleźć się w nagraniu. Naszą rolą nie jest dodatkowe wyolbrzymianie tego tylko po to, żeby dźwięk wydawał się bardziej spektakularny. Trzeba dbać o równowagę.
No właśnie, często o niej mówisz. Jak dbasz o ten balans, jednocześnie prowadząc tak intensywne projekty biznesowe?
Mam w sobie coś, co można by nazwać przedsiębiorczym ADHD. Ciągle pojawiają się nowe pomysły, a problem polega na tym, że zazwyczaj od razu widzę również sposób, w jaki można je zrealizować. Jednocześnie bardzo świadomie staram się dbać o równowagę. Raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej.
Najbardziej pomaga mi regularne odłączanie się, czy to podczas odosobnień medytacyjnych, wakacji całkowicie pozbawionych pracy, czy po prostu codziennych momentów ciszy i wyciszenia. Regularnie wyłączam też telefon. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że bywają momenty, kiedy po prostu nie da się ze mną skontaktować.
W naszym telefonie Mudita Kompakt znajduje się nawet specjalny przycisk „Offline+”, który całkowicie odcina świat online – korzystam z niego bardzo często. To nie jest wyłącznie kwestia dobrostanu czy idei slow life, to również pragmatyzm. Kiedy jestem wewnętrznie zrównoważony, podejmuję lepsze decyzje, pracuję skuteczniej i myślę jaśniej. W tym sensie odcięcie się od pracy nie jest stratą produktywności, to inwestycja, która później zwraca się z nawiązką.
Muzyka przestaje być tłem i znowu staje się czymś, dla czego świadomie tworzymy przestrzeń.
Czy twoja definicja sukcesu zmieniła się na przestrzeni lat?
Zdecydowanie. Dzisiaj sukces bardzo mocno kojarzy mi się z wewnętrzną równowagą i pozytywnością. Myślę, że prawdziwą miarą sukcesu jest to, czy człowiek potrafi pozostać spokojny, życzliwy i emocjonalnie stabilny, czy nie wylewa się z niego frustracja, zmęczenie i przeciążenie.
Przepracowanie zmienia ludzi. Nawet przy dużej samoświadomości czy praktyce duchowej istnieje moment, w którym nadmiar obowiązków po prostu zaczyna przytłaczać. Kiedyś usłyszałem od jednego z tybetańskich lamów, że jedną z głównych przyczyn negatywnych stanów psychicznych jest po prostu nadmiar pracy. Myślę, że jest w tym dużo prawdy.
Dla mnie sukces oznacza dziś umiejętność pozostawania w równowadze i zachowania pozytywnego nastawienia. Kiedy to tracę, zwykle jest to znak, że poszedłem o krok za daleko.
Czy twoim zdaniem dojrzewamy do bardziej świadomej relacji z technologią, czy to dopiero początek tej zmiany?
Myślę, że społeczeństwa bardzo często reagują na nowe technologie w podobny sposób: najpierw pojawia się fascynacja, później nadmierna konsumpcja, a dopiero na końcu refleksja nad konsekwencjami.
Doskonale widać to choćby na przykładzie smartwatchy i nieustannych powiadomień. Zachłysnęliśmy się ideą bycia stale dostępnymi i nieprzerwanie podłączonymi do informacji. Ja sam jestem wielkim fanem klasycznych zegarków. Ktoś kiedyś powiedział mi bardzo proste zdanie: „Zegarek służy do pokazywania godziny i niczego więcej”. Jest w tej prostocie pewna mądrość.
Zachwyciliśmy się niekończącym się przepływem informacji, bo wydawał się wygodny i ekscytujący. Dopiero teraz zaczynamy dostrzegać jego psychologiczny koszt. Niedawno czytałem badania pokazujące, że każde powiadomienie wytrąca nas z koncentracji i emocjonalnej równowagi na kilka sekund. To wydaje się niewielkie, ale powtarzane setki razy dziennie staje się bardzo obciążające.
Problem polega również na tym, że biologicznie nie jesteśmy przystosowani do przetwarzania tak ogromnej ilości informacji. Człowiek żyjący dwieście lat temu otrzymywał przez całe życie mniej bodźców niż my dziś w ciągu jednego dnia. Myślę więc, że dopiero uczymy się bardziej świadomego i zdrowego korzystania z technologii.
Jakie odczucie chciałbyś wywołać u osoby, która po raz pierwszy korzysta z produktu Unitra?
Przede wszystkim poczucie rytuału. Technologia sprawiła, że słuchanie muzyki stało się niezwykle wygodne, ale jednocześnie coraz bardziej powierzchowne. Większość ludzi słucha dziś muzyki przez przeciętne słuchawki, małe głośniki w telefonach albo kompaktowe urządzenia Bluetooth. A później nagle słyszą muzykę odtworzoną naprawdę dobrze, przez wysokiej jakości kolumny i starannie zaprojektowany system hi-fi i pojawia się autentyczne poczucie zachwytu. Ten moment „wow” jest dla mnie niezwykle ważny. Nagle okazuje się, jak bogato, emocjonalnie i szczegółowo może brzmieć muzyka, ale chodzi również o coś więcej niż samą jakość dźwięku.
Dedykowany sprzęt audio całkowicie zmienia relację z muzyką. Spowalnia ją. Słuchanie staje się świadomym doświadczeniem. Pojawia się fizyczny kontakt ze sprzętem, przełącznikami, pokrętłami, płytami winylowymi czy CD. Ten proces wymaga uwagi i obecności. Muzyka przestaje być wyłącznie tłem i znowu staje się czymś, dla czego świadomie tworzymy przestrzeń zarówno fizyczną, jak i mentalną. I wydaje mi się, że właśnie dlatego takie doświadczenie ma dziś ogromną wartość, szczególnie w świecie, który stał się tak szybki i przebodźcowany.
Czy inwestowanie w firmę tworzącą fizyczne produkty różni się od budowania biznesów opartych na oprogramowaniu i technologii cyfrowej?
Zdecydowanie. Materiał nie wybacza błędów. Jeśli coś zostanie źle wyprodukowane, nie można po prostu wypuścić aktualizacji i naprawić problemu kilka dni później. To zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności. Ta droga jest fascynująca, choć oczywiście bywają momenty, kiedy radzę sobie z nią lepiej lub gorzej.
Wszystkie projekty, w które jestem zaangażowany, Unitra, Mudita czy wcześniejsze przedsięwzięcia związane z gamingiem, są mi bardzo bliskie. Mam poczucie, że mogą realnie poprawiać jakość życia ludzi. Zresztą sam korzystam z tych produktów i wierzę, że wspierają bardziej harmonijne, świadome życie. To naturalnie łączy się z ideą slow life.
Poza biznesem angażujesz się również w tworzenie miejsc związanych z rozwojem i medytacją. Skąd ta potrzeba?
Wielokrotnie korzystałem z takich miejsc w swoim życiu i wiem z własnego doświadczenia, jak ważną mogą pełnić rolę. Dlatego od lat angażuję się w tworzenie ośrodków rozwojowych i medytacyjnych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Oddechowo, które stworzyliśmy pod Warszawą, jest tego dobrym przykładem. To miejsce poświęcone medytacji, pracy z ciałem, jodze i wyciszeniu. Jestem zaangażowany w rozwój ośrodka Vipassany pod Poznaniem, jednego z najlepiej wyposażonych miejsc tego typu na świecie. Regularnie odbywają się tam bardzo zaawansowane kursy medytacyjne. Uczestniczę także w projektach związanych z tworzeniem podobnych przestrzeni w Peru i na Bali.
Mam świadomość, że posiadam kapitał i możliwości organizacyjne, które pozwalają mi wspierać powstawanie takich jakościowych miejsc. Poza możliwościami finansowymi ważne są poczucie sensu i misji.