Pochwała lenistwa. Bertrand Russell przewidział świat, w którym największym problemem nie będzie brak pracy, lecz brak sensu
To nie sztuczna inteligencja jako pierwsza podważyła kult pracy. Zrobił to Bertrand Russell niemal sto lat temu. Kiedy w 1932 roku opublikował esej Pochwała lenistwa, jego tezy uznano za prowokację. W świecie pogrążonym w kryzysie gospodarczym, a kilka lat później zmierzającym ku wojnie, nawoływanie do krótszego czasu pracy i większej ilości wolnego czasu wydawało się nie tylko utopijne, ale wręcz nieodpowiedzialne. Dziś, gdy kolejne zawody przejmują algorytmy, roboty i modele językowe, tekst Russella brzmi zaskakująco współcześnie. Być może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Russell nie był rewolucjonistą ani marzycielem. Był jednym z najwybitniejszych filozofów XX wieku, matematykiem, logikiem, laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury oraz jednym z twórców filozofii analitycznej.
Wspólnie z Alfredem North Whiteheadem stworzył monumentalne Principia Mathematica, próbując zbudować logiczne fundamenty całej matematyki. Jednocześnie angażował się w działalność społeczną, był zagorzałym pacyfistą, krytykiem nacjonalizmu, przeciwnikiem broni atomowej i jednym z najbardziej wpływowych intelektualistów swojej epoki. Choć Pochwała lenistwa powstała jeszcze przed II wojną światową, jej przesłanie doskonale wpisuje się w powojenną europejską refleksję nad społeczeństwem dobrobytu. Europa odbudowywała się dzięki bezprecedensowemu wzrostowi gospodarczemu i gwałtownemu rozwojowi technologii. Wraz z rosnącą wydajnością pracy pojawiło się pytanie, które później podejmowali filozofowie, socjologowie i ekonomiści: skoro potrafimy produkować coraz więcej przy coraz mniejszym wysiłku człowieka, dlaczego wciąż pracujemy równie długo?
Russell uważał, że odpowiedź nie leży w ekonomii, lecz w kulturze.
Według niego Zachód stworzył moralność, która utożsamiła ciężką pracę z cnotą. Praca przestała być środkiem do osiągania dobrobytu i stała się celem samym w sobie. Ludzie nauczyli się wierzyć, że wartość człowieka mierzy się liczbą przepracowanych godzin, a bezczynność jest oznaką słabości lub moralnego zepsucia. To właśnie ten pogląd Russell uznał za jeden z największych błędów nowoczesnej cywilizacji.mJego słynna propozycja czterogodzinnego dnia pracy nie była fantazją. Była prostym rachunkiem ekonomicznym. Jeśli postęp technologiczny pozwala produkować tę samą ilość dóbr przy mniejszym nakładzie pracy, logicznym rozwiązaniem powinno być skracanie czasu pracy wszystkich ludzi, a nie zwiększanie produkcji i konsumpcji bez końca. Korzyści z automatyzacji powinny być dzielone między całe społeczeństwo w postaci większej ilości wolnego czasu. Russell twierdził, że cywilizacja przez wieki rozwijała się właśnie dzięki ludziom, którzy mieli czas na coś więcej niż zarabianie na życie. Nauka, filozofia, literatura, muzyka czy odkrycia naukowe rodziły się nie dlatego, że ich twórcy byli przepracowani, ale dlatego, że dysponowali przestrzenią na myślenie, eksperymentowanie i twórczość.
Wolny czas nie jest luksusem. Jest warunkiem rozwoju kultury.
Jednocześnie Russell nie gloryfikował bezczynności rozumianej jako nicnierobienie. Jego „lenistwo” oznaczało uwolnienie człowieka od przymusu ciągłej produktywności. Chodziło o możliwość czytania, uczenia się, rozwijania zainteresowań, budowania relacji, angażowania się w życie społeczne i tworzenia rzeczy, których nie da się wycenić w arkuszu kalkulacyjnym. To właśnie dlatego jego książka wraca dziś do debaty publicznej. W epoce sztucznej inteligencji coraz więcej ekspertów przewiduje, że wiele zawodów zniknie lub zostanie radykalnie ograniczonych. Automatyzacja może sprawić, że gospodarka będzie produkować więcej niż kiedykolwiek wcześniej przy udziale znacznie mniejszej liczby pracowników. Pytanie nie brzmi już wyłącznie, jak ochronić miejsca pracy. Coraz częściej brzmi: co zrobimy z czasem, który odzyskamy? To pytanie stawiają dziś ekonomiści, futurolodzy i przedsiębiorcy technologiczni. Dyskusje o dochodzie podstawowym, skracaniu tygodnia pracy czy nowym podziale zysków z automatyzacji w gruncie rzeczy prowadzą do tych samych wniosków, które Russell formułował niemal sto lat temu.
Paradoks polega na tym, że największym zagrożeniem może okazać się nie brak zatrudnienia, lecz brak umiejętności życia poza pracą.
Przez dziesięciolecia nauczyliśmy się definiować własną tożsamość poprzez wykonywany zawód. Pytanie „kim jesteś?” najczęściej oznacza „czym się zajmujesz?”. Russell przeczuwał, że społeczeństwo będzie musiało kiedyś odpowiedzieć na znacznie trudniejsze pytanie: kim jesteśmy, kiedy nie musimy już pracować? W tym sensie Pochwała lenistwa okazuje się nie tyle manifestem przeciwko pracy, ile książką o wolności. Russell nie nawoływał do porzucenia obowiązków. Przekonywał jedynie, że technologia powinna uwalniać człowieka od monotonii, a nie zmuszać go do coraz szybszego biegu. Postęp ma sens tylko wtedy, gdy przekłada się na lepsze życie, a nie wyłącznie na większą produktywność.