Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Bez wstydu nie ma mistrzostwa

Jeśli chcesz wejść do miejsca, w którym wszystko wygląda lekko, musisz wcześniej przejść przez etap, w którym wyglądasz głupio, czujesz się sztucznie, a twoje próby są nieładne, niepewne i łatwe do wyśmiania.
.get_the_title().

Jeżeli jest jakiś moment, w którym współczesna kultura pracy i autoprezentacji robi nam największą krzywdę, to jest to ten, w którym udaje, że ludzie stają się dobrzy w coś bez etapu żenującej nieporadności. Widzimy pewność siebie, słyszymy płynność, oglądamy gotowy styl, a potem zakładamy, że to musiało przyjść naturalnie, albo że my po prostu nie mamy tego czegoś. Tymczasem Erica Mallett, autorka popularnej metafory Cringe Mountain, proponuje bardzo prosty, a jednocześnie wyzwalający opis drogi do biegłości i bycie cool.

Jeśli chcesz wejść do miejsca, w którym wszystko wygląda lekko, musisz wcześniej przejść przez etap, w którym wyglądasz głupio, czujesz się sztucznie, a twoje próby są nieładne, niepewne i łatwe do wyśmiania.

Cringe Mountain to obrazek, który świetnie pasuje do naszych czasów, bo uderza dokładnie w to, czego boimy się najbardziej, nie samej pracy, nie wysiłku, nie braku talentu, tylko społecznego dyskomfortu. Cringe w tej opowieści nie jest drobną wpadką, tylko całym okresem, w którym próbujesz robić coś nowego, nagrywać filmiki, mówić publicznie, uczyć się języka, tworzyć markę, pisać, tańczyć, programować, sprzedawać, i czujesz, że wszystko jest jakieś nie twoje. Masz świadomość, że w środku brzmisz mądrzej, niż na zewnątrz, że w głowie widzisz to lepiej, niż potrafisz wykonać, że twoja intencja jest dojrzała, a output jeszcze dziecięcy. I właśnie to napięcie rodzi cringe.

Sedno koncepcji Mallett polega na tym, że tego etapu nie da się ominąć, bo on nie jest wypadkiem przy pracy, on jest pracą.

To brama wejściowa do kompetencji, bo kompetencja w praktyce oznacza oswojoną powtarzalność, ciało i mózg przestają się spinać, decyzje stają się automatyczne, a uwaga przestaje skupiać się na tobie, zaczyna skupiać się na zadaniu. Ale żeby to się wydarzyło, musisz wykonać wystarczająco dużo nieudanych, niezgrabnych, średnich prób, żeby zbudować pod spodem mapę doświadczeń. Dlatego cringe jest taki ważny, bo jest dowodem, że naprawdę wystawiasz się na rzeczywistość, a nie tylko planujesz. Najbardziej soczysty fragment tej metafory dotyczy krytyków. W opowieści, którą inni użytkownicy przypisują Mallett, największy problem polega na tym, że krytycy i trolle zwykle siedzą w bazie, patrzą w górę i komentują, jak ktoś się wspina. Oni nie są po drugiej stronie, nie są w miejscu swobody, oni są w miejscu, w którym łatwo jest oceniać cudze początki, bo samemu nie ryzykuje się niczego. To ważna psychologiczna sztuczka, bo kiedy zaczynasz coś nowego, twój mózg traktuje śmiech innych jako sygnał zagrożenia społecznego, a zagrożenie społeczne jako realne zagrożenie dla przetrwania. Stąd paraliż, odkładanie, perfekcjonizm, czekanie na lepszy moment.

Cringe Mountain mówi, że to normalne, że się boisz, ale to nie jest dowód, że nie umiesz, to dowód, że jesteś na właściwym szlaku.

Jeśli chcesz tę metaforę czytać jeszcze szerzej, to Cringe Mountain jest też komentarzem do kultury, która lubi produkt, ale wstydzi się procesu. Uwielbiamy ludzi, którzy wyglądają na gotowych, ale nie jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania ludzi, którzy dopiero się stają. A przecież każdy, kto dziś jest sprawny, był kiedyś dziwniejszy, wolniejszy, bardziej nieporadny. Czasem w sieci mówi się o tym podobnym językiem, jako o dolinie cringe, momencie, w którym orientujesz się, że twoje wcześniejsze przekonanie o własnych umiejętnościach było przesadzone, ale jeszcze nie masz umiejętności, które dają ci stabilną pewność siebie. To etap, w którym najłatwiej zawrócić, bo cierpią i ambicja, i ego.