Previous Slide Icon Next Slide Icon
Play Daily Button Pause Daily Button
Exit Daily Button

Mercosur – czy globalizacja ma jeszcze sens?

Porozumienie Unia Mercosur pokazuje, że globalizacja nie znika, lecz zmienia formę. Zamiast jednego, uniwersalnego systemu handlu powstaje mozaika dużych sojuszy między blokami.
.get_the_title().

Umowa handlowa między Unią Europejską a blokiem Mercosur jest jednym z najważniejszych i zarazem najbardziej kontrowersyjnych projektów gospodarczych ostatnich lat. Dla jednych to symbol nowej fali integracji handlowej i pragmatycznego podejścia do globalizacji w świecie napięć geopolitycznych. Dla innych to zagrożenie dla lokalnych producentów żywności, standardów środowiskowych i równowagi konkurencyjnej. Aby zrozumieć, na czym polega jej znaczenie, trzeba najpierw wyjaśnić, czym właściwie jest Mercosur, kto jest stroną porozumienia oraz jakie mechanizmy ma ono wprowadzać.

Mercosur to południowoamerykański blok handlowy, do którego w głównym rdzeniu należą Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Paragwaj.

To właśnie te państwa są zasadniczą stroną negocjowanej umowy z Unią Europejską. Nie jest to więc cała Ameryka Południowa. Poza głównym porozumieniem pozostają między innymi Chile, Peru, Kolumbia czy Boliwia, choć część z nich ma odrębne umowy handlowe z Unią. Mercosur jako blok funkcjonuje na zasadzie unii celnej z elementami wspólnej polityki handlowej, a jego celem od początku było zwiększanie wymiany regionalnej oraz siły negocjacyjnej wobec innych dużych rynków.

Idea umowy między Unią Europejską a Mercosur polega na stopniowej liberalizacji handlu między tymi dwoma obszarami gospodarczymi.

W praktyce oznacza to redukcję lub zniesienie ceł na znaczną część towarów, uproszczenie procedur, większy dostęp do rynków zamówień publicznych, ułatwienia dla usług oraz ochronę oznaczeń geograficznych. Skala jest bardzo duża, ponieważ mówimy o porozumieniu obejmującym setki milionów konsumentów po obu stronach i ogromny wolumen handlu rolnego oraz przemysłowego. Z punktu widzenia obecnych trendów globalnych umowa ta jest ciekawym przypadkiem. W ostatnich latach światowy handel przeszedł od entuzjastycznej narracji o nieograniczonej globalizacji do bardziej ostrożnego podejścia, często określanego jako regionalizacja, skracanie łańcuchów dostaw i bezpieczeństwo gospodarcze. Coraz większą rolę odgrywają bloki handlowe, umowy dwustronne i wielostronne w ramach zaufanych partnerów. Porozumienie Unia Europejska Mercosur wpisuje się w ten nurt. Nie jest klasycznym przykładem globalizacji bez granic, lecz raczej budową dużej, międzyregionalnej strefy uprzywilejowanego handlu między dwoma blokami. Dla całego rynku europejskiego znaczenie umowy jest wielowymiarowe.

Po pierwsze chodzi o dostęp do rynku Ameryki Południowej dla europejskich producentów przemysłowych, w tym sektora motoryzacyjnego, maszynowego, chemicznego i farmaceutycznego.

Obecnie wiele z tych produktów podlega tam wysokim cłom. Liberalizacja oznaczałaby poprawę konkurencyjności europejskiego eksportu. Po drugie chodzi o dostęp do surowców i produktów rolnych z krajów Mercosur, które są potęgą w produkcji wołowiny, drobiu, soi, cukru i biopaliw. To z kolei może obniżać ceny części surowców w Europie i stabilizować dostawy. Najwięcej emocji budzi właśnie komponent rolny. Kraje Mercosur są bardzo konkurencyjne kosztowo w produkcji żywności, szczególnie mięsa i pasz. Ich gospodarstwa są często wielkoobszarowe, o niższych kosztach pracy i innych standardach regulacyjnych niż w Unii. Europejscy rolnicy obawiają się, że napływ tańszych produktów może wywołać presję cenową i pogorszyć opłacalność produkcji. Dotyczy to szczególnie sektorów wrażliwych, takich jak wołowina, drób i cukier.

Z perspektywy rynku polskiego te obawy są realne, choć zróżnicowane sektorowo. Polska jest dużym producentem drobiu i istotnym eksporterem żywności w Unii. Większa konkurencja ze strony Ameryki Południowej może wpływać na ceny i marże w części segmentów.

Z drugiej strony polscy producenci przetworzonej żywności, wyrobów mlecznych czy produktów wysokiej jakości mogą zyskać lepszy dostęp do rynków Mercosur. Kluczowe będzie to, czy polskie firmy będą w stanie wykorzystać nowe kanały eksportowe, czy też pozostaną głównie pod presją importu. Jednym z najczęściej podnoszonych pytań jest kwestia norm i standardów. Unia Europejska ma bardzo rozbudowany system regulacji dotyczących bezpieczeństwa żywności, dobrostanu zwierząt, stosowania środków ochrony roślin, identyfikowalności produkcji oraz GMO. Umowa handlowa nie znosi tych norm. Produkty wprowadzane na rynek unijny nadal muszą spełniać obowiązujące przepisy sanitarne i fitosanitarne.

Eksporter z Mercosur nie może po prostu sprzedawać żywności wyprodukowanej według dowolnych zasad, jeśli są one sprzeczne z prawem unijnym.

W praktyce jednak problem jest bardziej złożony. Standardy produkcji w Ameryce Południowej mogą być inne, na przykład w zakresie stosowania niektórych substancji czy metod hodowli. Jeśli produkt końcowy mieści się w dopuszczalnych normach pozostałości i bezpieczeństwa, może zostać dopuszczony do obrotu, nawet jeśli sam proces produkcji był mniej restrykcyjny niż w Unii. To rodzi spór o równość warunków konkurencji i o to, czy europejscy producenci nie są obciążeni wyższymi kosztami regulacyjnymi. Kwestia GMO również nie ulega automatycznej zmianie przez samą umowę. Unia Europejska ma własny system dopuszczania organizmów modyfikowanych genetycznie i produktów z nich pochodzących. Każdy taki produkt musi przejść procedurę autoryzacyjną. Umowa handlowa nie oznacza automatycznego otwarcia rynku na wszystkie produkty GMO z Ameryki Południowej. Jeśli dany produkt nie jest dopuszczony w Unii, nadal nie będzie mógł być sprzedawany. Można jednak spodziewać się wzrostu presji regulacyjnej i politycznej w tym obszarze wraz ze wzrostem wymiany handlowej.

W debacie pojawia się też wątek norm etycznych i środowiskowych. Krytycy wskazują na ryzyko zwiększenia presji na wylesianie, szczególnie w regionach związanych z produkcją rolną w Brazylii.

Zwolennicy umowy argumentują, że właśnie poprzez porozumienia handlowe można wprowadzać mechanizmy monitoringu, zobowiązania środowiskowe i klauzule zrównoważonego rozwoju. Umowa zawiera komponent dotyczący współpracy w zakresie ochrony środowiska i standardów pracy, choć spór dotyczy tego, jak silne i egzekwowalne są te zapisy. Jeśli chodzi o cła, to obecnie w wielu kategoriach towarów są one stosowane zarówno przez Unię, jak i przez kraje Mercosur. Umowa przewiduje stopniową redukcję ceł w szerokim zakresie, ale często z okresami przejściowymi i limitami ilościowymi w sektorach wrażliwych. Oznacza to, że liberalizacja nie następuje z dnia na dzień i nie jest absolutna. W przypadku niektórych produktów rolnych mają obowiązywać kontyngenty, czyli ilości objęte niższą stawką celną, powyżej których cło pozostaje.

Korzyścią dla rynków europejskich jest przede wszystkim większy dostęp do dużego rynku zbytu w Ameryce Południowej oraz poprawa pozycji konkurencyjnej wobec innych globalnych graczy, takich jak Chiny czy Stany Zjednoczone, które także rozwijają relacje handlowe w tym regionie.

Umowa ma więc także wymiar strategiczny. Nie chodzi tylko o ceny żywności czy samochodów, lecz o obecność gospodarczo regulacyjną Unii w ważnym regionie świata. W szerszym obrazie trendów globalnych porozumienie Unia Mercosur pokazuje, że globalizacja nie znika, lecz zmienia formę. Zamiast jednego, uniwersalnego systemu handlu powstaje mozaika dużych porozumień między blokami. Handel jest coraz bardziej powiązany z regulacjami, standardami i polityką klimatyczną. Umowy handlowe stają się narzędziem geostrategii, a nie tylko redukcji ceł.

TU I TERAZ