Forma będzie podążać nie za funkcją ale za technologią. Zrównoważoną technologią

Technologia zaczyna wyznaczać ramę dostępnych form. Nie jako ograniczenie, lecz jako generator języka wizualnego.
.get_the_title().

W modernizmie sprawa była jasna. Forma była wypadkową funkcji. Przedmiot miał być logiczny, uczciwy materiałowo, podporządkowany użyciu i technologii przemysłowej. Estetyka wynikała z konstrukcji, a konstrukcja z przeznaczenia. To podejście dało nam ikony wzornictwa, które do dziś są produkowane i kopiowane. Ale tamten świat miał inne założenia. Przemysł był obietnicą postępu, skala była cnotą, a dostępność materiałów wydawała się nieograniczona.

Funkcja była filtrem wystarczającym. Dziś funkcja to za mało.

Przedmiot może być świetnie zaprojektowany użytkowo i jednocześnie dramatycznie zaprojektowany środowiskowo. Może działać znakomicie, ale zostawiać po sobie ślad, którego nie da się cofnąć przez dekady. Dlatego rodzi się nowy paradygmat projektowania. Współczesna forma coraz rzadziej jest tylko skutkiem funkcji. Coraz częściej jest skutkiem technologii wytwarzania, a za chwilę będzie skutkiem zrównoważonej technologii wytwarzania. To nie jest kosmetyczna zmiana. To zmiana źródła decyzji projektowej. Technologia zaczyna wyznaczać ramę dostępnych form. Nie jako ograniczenie, lecz jako generator języka wizualnego.

Druk 3D, produkcja addytywna, projektowanie generatywne, materiały kompozytowe z recyklingu, biopolimery, robotyczne tkactwo i frezowanie wieloosiowe wprowadzają geometrie, których wcześniej nie opłacało się lub nie dało się produkować. Kiedy koszt złożoności spada, forma przestaje być kompromisem między wizją a narzędziem. Staje się bezpośrednim zapisem procesu.

Dlatego tak silnie widać dziś zwrot w stronę form morficznych i organicznych.

Nie jest to wyłącznie moda estetyczna. To efekt narzędzi. Algorytmy projektowe, optymalizacja topologiczna i modelowanie generatywne produkują struktury przypominające kości, tkanki, sieci naczyń. Program nie rysuje krzesła. Program rozkłada siły, minimalizuje masę, maksymalizuje wytrzymałość i proponuje kształt. Projektant coraz częściej wybiera i koryguje, zamiast szkicować od zera. W tym sensie forma zaczyna być negocjacją z obliczeniem. Widać to wyraźnie na wystawach i festiwalach designu, szczególnie tam, gdzie spotyka się eksperyment materiałowy z myśleniem o skali. W Mediolanie coraz więcej obiektów nie udaje już rękodzieła ani klasycznej stolarki. Pokazuje proces. Warstwowość druku, ścieżki robota, włókna z recyklingu, spieki z odpadów.

Estetyka procesu staje się estetyką produktu. To ważny sygnał zmiany wrażliwości. Doceniamy nie tylko to, jak rzecz wygląda, ale jak powstała i z czego.

Dobrym przykładem są siedziska i konstrukcje tworzone w całości z plastiku odzyskanego lokalnie i drukowanego addytywnie. Ich forma często jest pofałdowana, żebrowana, ażurowa. Nie dlatego, że projektant chciał efektu wizualnego, lecz dlatego, że taka geometria najlepiej pracuje z technologią i materiałem. Podobnie dzieje się z elementami drukowanymi z gliny lub betonu, gdzie warstwowa struktura nie jest wadą, tylko znakiem rozpoznawczym. Proces przestaje być czymś do ukrycia. Staje się treścią. Jeszcze mocniej widać to w projektach opartych na obiegu zamkniętym. Jeśli materiał ma wrócić do cyklu, musi być jednorodny, rozbieralny albo przetwarzalny bez strat. To natychmiast wpływa na formę. Znikają trudne połączenia różnych tworzyw, pojawiają się moduły, zatrzaski, systemy rozłącznych węzłów. Estetyka modułowości nie wynika z upodobania do siatki, tylko z logiki przyszłego demontażu. Projektant myśli o drugim i trzecim życiu obiektu już na etapie koncepcji.

Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji sprawia, że projektowanie staje się dialogiem z systemem, który potrafi generować tysiące wariantów struktury pod konkretne parametry środowiskowe i produkcyjne.

Jeśli połączymy to z lokalną produkcją addytywną i materiałami z odzysku, forma będzie coraz częściej wynikiem danych wejściowych, a nie stylu autora. Przedmiot stanie się odpowiedzią na zestaw warunków, a nie tylko ekspresją wizji. To prowadzi do przewartościowania pojęcia autorstwa w designie. Ikoniczny gest ustąpi miejsca inteligentnemu procesowi. Zamiast podpisu projektanta ważniejszy będzie algorytm, receptura materiałowa i model cyrkulacji. Brzmi to jak herezja dla świata przywiązanego do nazwisk, ale dokładnie tak samo herezją było kiedyś podporządkowanie ornamentu funkcji. Najciekawsze jest to, że ta zmiana nie oznacza ujednolicenia estetyki. Przeciwnie. Technologie generatywne i produkcja cyfrowa pozwalają na masową personalizację bez wzrostu kosztu. Każdy obiekt może być inny, a jednocześnie produkowany w tym samym systemie. Różnorodność nie musi już być luksusem. Może być standardem procesu.

DESIGN