DZHUS to doświadczenie multidyscyplinarne
Są projektanci, którzy tworzą ubrania i są tacy, którzy projektują całe sposoby myślenia o ciele, ruchu i funkcji. Irina Dzhus zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Jej prace balansują na granicy mody, architektury i inżynierii, bardziej przypominają konstrukcje niż klasyczne sylwetki. Wywodząca się z Ukrainy Dzhus od lat rozwija autorski język oparty na transformacji: ubrania zmieniają formę, funkcję i proporcje, reagując na ruch użytkownika. To moda, która nie tylko wygląda, ale działa, często w sposób zaskakujący, czasem wręcz performatywny.
W świecie zdominowanym przez szybkie trendy i sezonowość jej podejście brzmi jak manifest. Minimalistyczne, precyzyjne, momentami surowe, ale zawsze konsekwentne. I właśnie dlatego tak trudno przejść obok niego obojętnie. Rozmawiamy z artystką i projektantką Iriną Dzhus o tym czym jest świadoma moda i wrażliwe ‘kuratorowanie doświadczenia stylizacyjnego’.Cały wywiad przeczytacie w najnowszym numerze F5 magazine.
- Pomagam osadzić utopię w paradygmacie codzienności - mówi projektantka Irina Dzhus.
Założyłaś markę w 2010 rokum. Jak dziś, po latach pracy i doświadczeń, także tych wojennych definiujesz swoją markę?
Kody kulturowe nie są może dosłowne w przypadku DZHUS, natomiast tożsamość ukraińska przebija się w projektach. Doświadczenia wojenne i doświadczenie emigracji stanowią kolejną warstwę pewnego konstruktu traumy zbiorowej. Integruję się ze światem, co stawia mnie w roli misjonariusza i nadaje moim projektom charakter ‚dyplomacji kulturalnej’. Przypada mi rola rzeźbiarza sylwetki rodzimego kraju – artyści i projektanci z Ukrainy na emigracji są domyślnie nośnikami dziedzictwa, ambasadorami agendy i gwarantami przyszłości Ukrainy. Tak, to czuję.
Kosmopolityczny DZHUS organicznie zasymilował się w systemie unijnym. Relokacja faktycznie zoptymalizowała procesy techniczno-prawne, a logistyka i komunikacja stały się łatwiejsze. Polska stała się dla mnie nowym, przyjaznym domem, i naturalnie, moja tożsamość wzbogaciła się o nadbudowę patriotyzmu lokalnego.
Co oznacza dla Ciebie świadoma moda?
Obecnie określiłabym modę świadomą jako wrażliwe ‘kuratorowanie doświadczenia stylizacyjnego’, poczynając od wyboru jako narzędzia narracji, kończąc etyką współistnienia produktu z otoczeniem. Integralnym elementem tej relacji jest troska o dalszy los ubrania.
Twoja marka powstała, zanim etyka w modzie stała się trendem. Czy obserwując dzisiejszy rynek, masz poczucie realnej zmiany, czy raczej widzisz nowy język marketingu?
Widzę faktyczną zmianę, i przede wszystkim dotyczy ona odbioru. Dekada propagandy świadomej mody musiała być skuteczna skoro zaowocowała przemianą w podejściu społeczeństwa do mody jako zjawiska oraz dynamiki konsumpcji. Jeszcze 10 lat temu spotykałam się z powszechnym podważaniem zasad cruelty-free, czy odrzucaniem moich wartości, jako nie mających kompletnie uzasadnienia pod względem komercyjnym.
Postęp myśli jest wart nawet ‚przesadzonego marketingu’. Z miejsca, w którym jestem i funkcjonuję, wiem, że nie łapię obrazu faktycznej eskalacji katastrofy ekologicznej pod wpływem przemysłu, także za fasadą cynicznego greenwashingu… Niemniej na swoim mikro-poziomie z własną strefą odpowiedzialności dostrzegam zmiany.
Jak zaczęła się twoja przygoda z modą? Kiedy zaczęłaś projektować w taki architektoniczny sposób?
Marzyłam żeby zostać syrenką, ale w wieku 5 lat zdecydowałam się na karierę projektantki oceniając ją jako bardziej przydatną (śmiech). Jeszcze jako nastoletnia uczennica szkoły artystycznej miałam szczęście poznać swoją wówczas ulubioną ukraińską projektantkę, Victorię Krasnovę. Po obejrzeniu szkiców uwierzyła w moje zdolności i zaprosiła do swojej pracowni, gdzie mogłam praktykować. To nieocenione doświadczenie zawodowe, zanurzenie się w awangardowym kosmosie mojej wtedy mistrzyni zdefiniowało moją dalszą drogę, ukierunkowując mój rozwój w niszę eksperymentalną.
Moje projekty nabrały architektonicznego charakteru i wzbudzały zainteresowanie w środowisku architektonicznym do tego stopnia, że wykładowczyni wydziału architektury chciała mnie koniecznie przekonać do obrania tego kierunku studiów, gwarantując mi miejsce na wydziale. Zrezygnowałam, chciałam tworzyć architekturę, ale w wydaniu modowym.
Zdecydowałam się na Uniwersytet Wzornictwa, który niestety mnie rozczarował…utknął wtedy jeszcze w tradycji radzieckiej. Mam nadzieję, że dziś jest już inaczej. Zaraz po studiach ruszyłam z własną marką, dziś myślę, że trochę za wcześnie.
- Moda jest zjawiskiem o nieocenionym potencjale - dekonstrukcji, upgrade’u, transformacji. - Irina Dzhus.
Opowiedz o swoich inspiracjach, czy są wśród nich prace architektów?
Wbrew pozorom, niezbyt często, ponieważ moje projekty same w sobie są pewnym odłamem architektury czy wzornictwa. Rosłam w otoczeniu spuścizny modernizmu socjalistycznego, do którego cech i elementów intensywnie odnosiłam się w swoich projektach.
Moda jest zjawiskiem o nieocenionym potencjale – dekonstrukcji, upgrade’u, transformacji. Inspiracje? Natura we wszelkich cudownych szczegółach, archeologia, paleontologia, antropologia, socjologia, a zwłaszcza ‚marginalna’ mikro-historia.
Idee stojące za DZHUS, jako konceptem, na który składa się wzornictwo, performance i obraz, to wzbogacenie społeczeństwa w humanizm, empatię, współdziałanie, współdzielenie i kojący dialog.
Twoje projekty są transformowalne, jedno ubranie może przyjmować wiele form. Skąd wzięła się ta potrzeba wieloznaczności?
Zaczęło się jako eksperyment konstrukcyjny, uszlachetniło się wraz z pogłębieniem moich poszukiwań w zakresie świadomego projektowania. Poprzez sztukę mogę mieć wpływ na wzorce konsumenckie, zachęcać do zmniejszenia ilości zakupów i wydłużać cykl życiowy ubrań. Wielofunkcyjne stroje nadają się do stworzenia zunifikowanej garderoby, a z kilku takich ‚transformers’ów’ da się stworzyć wiele stylizacji. Góry i doły są zamienne, ubrania stają się nagle akcesoriami – na przykład torebką lub kapeluszem, a niektóre moje rzeczy zamieniają się w przedmioty użytku domowego. DHUS to doświadczenie multidyscyplinarne. Pomagam osadzić utopię w paradygmacie codzienności.
Więcej czytaj w najnowszym magazynie papierowym F5.