Porzućmy Platona, przywołajmy Demokryta

Platon był filozofem systemu. Dla niego świat materialny jest jedynie cieniem świata idei, a ludzie różnią się między sobą stopniem dostępu do prawdy. Demokryt z kolei widział świat jako wynik naturalnych procesów, a człowieka jako część przyrody, a nie byt uprzywilejowany ontologicznie.
.get_the_title().

Historia filozofii Zachodu bywa opowiadana jako historia zwycięzców. Nie tylko zwycięzców argumentów, lecz także zwycięzców instytucjonalnych, politycznych i kulturowych. Jednym z najbardziej wymownych przykładów takiego zwycięstwa jest dominacja myśli platońskiej nad myślą Demokryta. Ich spór nie był jedynie akademicką różnicą zdań na temat budowy świata, lecz starciem dwóch radykalnie odmiennych wizji rzeczywistości, człowieka i porządku społecznego. Starciem, którego konsekwencje – jeśli przyjąć odważną, ale nie bezzasadną tezę – kształtowały europejską wyobraźnię polityczną i moralną przez ponad dwa tysiące lat.

Platon i Demokryt reprezentują dwa przeciwstawne bieguny starożytnego myślenia.

Z jednej strony mamy Platona, filozofa idealizmu, hierarchii i porządku, który sankcjonuje nierówność społeczną jako element kosmicznego ładu. Z drugiej – Demokryta, materialistę i prekursora myślenia atomistycznego, który widzi świat jako wynik naturalnych procesów, a człowieka jako część przyrody, a nie byt uprzywilejowany ontologicznie. W tej różnicy tkwi potencjalny klucz do zrozumienia, dlaczego Zachód tak długo akceptował niewolnictwo, feudalizm i ścisłe zespolenie władzy ziemskiej z porządkiem „boskim”. Platon był filozofem systemu. Jego myśl – szczególnie w „Państwie” i „Prawach” – zakłada istnienie obiektywnego, niezmiennego porządku rzeczy, którego źródłem są idee. Świat materialny jest jedynie cieniem świata idei, a ludzie różnią się między sobą stopniem dostępu do prawdy. Z tej metafizyki wynika bezpośrednio jego filozofia polityczna. Skoro istnieją ludzie bardziej i mniej zdolni do poznania dobra, to społeczeństwo powinno być hierarchiczne. Filozofowie – ci, którzy poznali ideę dobra – powinni rządzić. Wojownicy mają bronić porządku, a rzemieślnicy i niewolnicy wykonywać pracę konieczną do jego podtrzymania.

Niewolnictwo w myśli Platona nie jest więc przypadkowym elementem epoki, który filozof „po prostu przyjął”. Jest logiczną konsekwencją jego ontologii.

Jeśli świat jest z natury hierarchiczny, a ludzie mają różną „jakość duszy”, to podporządkowanie jednych drugim nie tylko nie jest niesprawiedliwością, lecz wręcz realizacją sprawiedliwości rozumianej jako zgodność z naturą rzeczy. Sprawiedliwość nie polega u Platona na równości, lecz na tym, by każdy robił to, do czego jest „stworzony”. Demokryt reprezentuje zupełnie inne myślenie. Jego atomizm zakłada, że rzeczywistość składa się z atomów i próżni, a wszystkie zjawiska – w tym także ludzkie myśli, emocje i struktury społeczne – są wynikiem ich ruchu i układu. Nie ma tu miejsca na transcendentalny porządek idei ani na metafizyczne uzasadnienie hierarchii.

Świat według Demokryta nie jest zaprojektowany, lecz powstał. Nie realizuje żadnego celu, lecz po prostu istnieje.

Z takiego obrazu rzeczywistości wynika odmienna antropologia. Człowiek u Demokryta nie jest bytem „pomiędzy” światem materialnym a światem idei. Jest częścią przyrody, a jego zdolności poznawcze nie czynią go ontologicznie lepszym od innych ludzi. Różnice między ludźmi mają charakter empiryczny, nie metafizyczny. I choć Demokryt nie był nowoczesnym egalitarystą w dzisiejszym sensie, jego myśl nie dostarcza ontologicznego uzasadnienia dla trwałej, „naturalnej” nierówności. W tym sensie można mówić o potencjalnej sprzeczności między atomizmem Demokryta a instytucją niewolnictwa. Jeśli wszyscy ludzie są zbudowani z tych samych atomów, podlegają tym samym prawom natury i nie uczestniczą w żadnym hierarchicznym porządku idei, to niewolnictwo przestaje być „naturalne”, a staje się jedynie konwencją społeczną. A konwencje – w przeciwieństwie do idei – można zmieniać. Nie jest więc bez znaczenia fakt, że według późniejszych źródeł Platon miał nawoływać do spalenia pism Demokryta. Nawet jeśli część tych relacji jest przesadzona lub symboliczna, fakt pozostaje faktem.

Dzieła Demokryta niemal w całości zaginęły, podczas gdy dzieła Platona stały się fundamentem zachodniej edukacji filozoficznej. To zwycięstwo nie było jedynie intelektualne. Było instytucjonalne.

Akademia Platońska, późniejszy wpływ na Arystotelesa, a następnie na chrześcijaństwo – wszystko to sprawiło, że platoński sposób myślenia stał się „naturalnym” językiem opisu świata. Chrześcijaństwo, choć w wielu aspektach odmienne od platonizmu, przejęło od niego kluczowy schemat: podział rzeczywistości na sferę wyższą i niższą, duchową i materialną, boską i ziemską. Średniowieczny feudalizm doskonale wpisał się w ten porządek. Król rządzi „z Bożej łaski”, hierarchia społeczna odzwierciedla hierarchię kosmiczną, a nierówności są nie tylko faktem, lecz elementem planu. Niewolnictwo, a później poddaństwo chłopów, nie były postrzegane jako problem moralny, lecz jako część naturalnego ładu. W tym sensie można postawić tezę, że platońska wizja świata – nawet jeśli nie wprost, to pośrednio – utwardziła przez wieki przekonanie, że istnieje jeden właściwy porządek rzeczy, którego nie należy podważać. Porządek, w którym jedni rządzą, inni służą, a jeszcze inni pracują. Porządek, w którym skuteczność systemu i jego stabilność są ważniejsze niż pytanie o jego sprawiedliwość. Demokrytejska wizja świata mogła prowadzić w zupełnie innym kierunku. Świat jako zbiór procesów, a nie realizacja idei, sprzyja myśleniu historycznemu i krytycznemu. Skoro instytucje są wytworem ludzi, mogą być przez ludzi zmieniane. Skoro nie istnieje transcendentne uzasadnienie dla hierarchii, hierarchia musi się legitymizować w inny sposób – na przykład poprzez umowę społeczną lub użyteczność. Nieprzypadkowo nowożytne prądy emancypacyjne – od oświecenia po marksizm – częściej sięgały po materialistyczne lub przyrodnicze wizje świata niż po platonizm. Krytyka niewolnictwa, feudalizmu i boskiego prawa królów wymagała zerwania z myśleniem o świecie jako o niezmiennym porządku nadanym „z góry”. Wymagała uznania, że historia nie jest realizacją idei, lecz polem konfliktów i zmian. Nie oznacza to oczywiście, że Platon „ponosi winę” za dwa tysiące lat nierówności. Był dzieckiem swojej epoki i myślał w jej kategoriach. Jednak fakt, że to właśnie jego myśl – a nie myśl Demokryta – stała się kanonem, miał realne konsekwencje.

Filozofia nie jest bowiem neutralna. Dostarcza języka, za pomocą którego społeczeństwa uzasadniają swoje struktury władzy.

Platon oferował język porządku, hierarchii i konieczności. Demokryt – język przypadku, natury i zmienności. Zachód wybrał Platona. I przez wieki płacił za ten wybór wysoką cenę. Dopiero nowoczesność, wraz z rozwojem nauk przyrodniczych, w pewnym sensie „odkryła na nowo” Demokryta. Atom, który u niego był spekulacją filozoficzną, stał się fundamentem fizyki. Materializm, wcześniej marginalizowany, zaczął podkopywać metafizyczne uzasadnienia władzy. Rozdział między tym, co boskie i ziemskie, między nauką a teologią, stał się jednym z filarów nowoczesnej demokracji. W tym świetle spór między Platonem a Demokrytem nie jest jedynie ciekawostką z historii filozofii. Jest jednym z najważniejszych, choć często niedostrzeganych sporów o to, jak wyobrażamy sobie świat i swoje miejsce w nim.

FUTOPIA