Collectible design: Obiekty świetlne architekta i projektanta Jacka Jaskóły zachwycają spokojem
Jacek Jaskóła, architekt z wieloletnim doświadczeniem w Warszawie kilka lat temu zamienił szybki rytm miasta na powolny oddech portugalskiego wybrzeża. W domu nad oceanem jego architektura zaczęła stopniowo przeobrażać się w coś bardziej intymnego – świetlne obiekty na pograniczu designu i rzeźby. Powstają z fragmentów materiałów budowlanych, kamienia znajdowanego w pracowniach kamieniarskich i z mieszanek przygotowywanych przez Jacka ręcznie, warstwa po warstwie.
W pracowni Jacka Jaskóły pomysły z dziesiątek szkicowników zamieniają się w formy, które jak mówi sam projektant działają nawet wtedy, gdy nie płynie przez nie prąd. Światło nie jest tu tylko funkcją. Jest materią budującą przestrzeń, emocję i rytm. Na twórczość Jaskóły wpływa brutalistyczna architektura, filozofia Bauhausu, prehistoryczne rysunki naskalne i nieustanna obecność oceanu. Jego obiekty są spokojne, surowe i organiczne zarazem, jakby powstały gdzieś pomiędzy architekturą, naturą i gestem ręki. To opowieść o projektowaniu, które rodzi się z zachwytu, z cierpliwości i z potrzeby tworzenia czegoś własnymi rękami.
Jego projekty można było zobaczyć m.in. podczas wydarzenia Lisbon by Design, które prezentuje unikalne obiekty współczesnego designu powstające w Portugalii.
– Światło buduje przestrzeń i architekturę. Samo w sobie może być obiektem rzeźbiarskim – mówi Jacek Jaskóła.

Marta Jerin, F5: Kiedy po raz pierwszy poczułeś, że światło może być czymś więcej niż funkcją we wnętrzu?
Jacek Jaskóła: To zaczęło się jeszcze na studiach architektonicznych. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie projekty Tadao Ando, u niego światło jest niemal materialne. Później przyszła fascynacja projektami oświetlenia takich twórców jak Ingo Maurer czy Gino Sarfatti. Zacząłem dostrzegać, jak światło buduje przestrzeń i architekturę. Jak potrafi stać się niemal rzeźbiarskim elementem.
Czy tworzenie autorskich lamp było ucieczką od architektury?
Nie. Raczej jej naturalnym przedłużeniem. Przeprowadzka do Portugalii dała mi czas i przestrzeń w głowie. Chciałem też wziąć odpowiedzialność za cały proces, od pomysłu po wykonanie. Podczas remontu domu zauważyłem, jak wiele materiałów budowlanych trafia na śmietnik: pręty, profile, fragmenty płyt. Zacząłem je wykorzystywać. Tak powstały pierwsze obiekty, które dziś można nazwać upcycle designem.
’Moje obiekty nawet bez prądu pracują ze światłem naturalnym.’

Światło w Portugalii jest inne niż w Polsce? Jak Ci się tworzy nad oceanem?
Portugalia stała się ogromną inspiracją. Światło ma tu inną barwę, cienie są ostrzejsze, a natura jest stale obecna. Codziennie chodzę na plażę z psami. Patrzę na erozję kamieni, na to, jak zmieniają się formy na brzegu oceanu. Tego nie da się ignorować, to wchodzi w proces myślenia o formie.
Ja cały czas poszukuję form, rozwiązań i materiałów. Nadal dużo rysuję i maluję, ale to jest proces, to kolejne etapy dochodzenia do kształtów i form. Od zawsze fascynowała mnie idea szkoły Bauhausu, czyli kształcenia całościowego, od ogółu do szczegółu. To stworzyło modernizm i bardzo we mnie zostało. We mnie jest architektura i zawsze będzie, stąd seria obiektów modernistyczno-brutalistycznych.
Od dawna interesują mnie również prehistoryczne rysunki naskalne, które można zobaczyć na całym świecie. W drodze do Portugalii, bo z moim partnerem Przemkiem Branasem, który jest artystą wizualnym, pojechaliśmy tam samochodem z naszymi psami i odwiedziliśmy groty Lascaux, które nigdy nie były po drodze. Później w Portugalii zobaczyliśmy też dolinę Vale do Côa przy granicy z Hiszpanią, gdzie są rysunki naskalne na wolnym powietrzu, mało znane miejsce.
Te formy stały się inspiracją dla serii, którą nazywam Gesty, o porozumiewaniu się i próbach kontaktu. To obiekty, które przypominają trochę żebra, trochę zniekształcone litery albo zdeformowane rysunki rozciągnięte w kilku płaszczyznach. Tak sobie też myślę, że ta seria jest trochę podsumowaniem naszych pierwszych prób porozumiewania się po portugalsku i częstego używania gestów.

’Najbardziej lubię moment, kiedy w mojej pracowni sprawdzam, jak pomysły z głowy zaczynają zamieniać się w formy 3D i czy ma to sens. Najpierw robię to dla siebie. Dopiero później dla kogoś.’
Jak zmieniło się twoje życie po przeprowadzce?
Mam czas i przestrzeń na rzeczy, które od dawna chciałem robić. Mieszkamy w spokojnym miejscu, właściwie bez sąsiadów, z dużym ogrodem i trzema psami. Portugalczycy są bardzo spokojni i niespieszni. Po ponad dwudziestu latach życia w Warszawie trzeba się do tego przyzwyczaić, ale bardzo mi to odpowiada. Kiedy przyjechaliśmy tu na miesiąc czy dwa, po tygodniu wiedzieliśmy już, że nie chcemy wracać do Polski.
W Twoich pracach czuć spokój. To świadomy zabieg?
Ja z natury jestem bardzo spokojny. Nigdy wcześniej nie myślałem o tym w ten sposób, ale pewnie coś z tego przenosi sięna moje obiekty. To nie jest świadomy zabieg, ja po prostu taki jestem. A jeśli dodać do tego spokój Portugalii, to powstają dość niespieszne obiekty, także dlatego, że powstają powoli, niektóre formy czekają od roku na dokończenie.
Projektujesz bardziej światło czy formę?
Nie rozdzielam ich. W architekturze forma nie istnieje bez funkcji i odwrotnie. Lampy fascynują mnie dlatego, że dobrze zaprojektowane są jednocześnie funkcjonalne i rzeźbiarskie. Oprawa, światło i cień tworzą razem coś więcej niż przedmiot użytkowy.
’Ten bieg w pewnym momencie staje się nie tylko nie do wytrzymania, ale po prostu niezdrowy’

Gdzie przebiega granica między designem a sztuką?
To bardzo złożone pytanie i pewnie tyle jest odpowiedzi, ile osób. Nie chcę nazywać siebie artystą. Myślę, że dlatego, że w moich obiektach nie ma tego ciężaru treści, który często pojawia się w sztuce. Choć oczywiście nie w każdej, wiele obiektów ze świata sztuki to dla mnie czysta dekoracja. Mój partner jest artystą wizualnym i wiem, jak ogromną pracę wkłada w poszukiwania, poznawanie i badanie tematów, które go interesują. Ja tworzę estetyczną formę z funkcją. Nawet jeśli inspiracją jest brutalizm, natura czy jak w serii Gesty prehistoryczne rysunki, to zostaje to raczej na poziomie inspiracji albo kontekstu miejsca.
Design musi być estetyczny, ładny i funkcjonalny, sztuka niekoniecznie, a dla mnie powinna zadawać pytania. Design, sztuka i architektura w wielu miejscach się przenikają i czasem mówią podobnym językiem. Ale moje obiekty traktuję zdecydowanie jako design.
Jak powstają twoje obiekty?
Proces powstawania obiektów jest długi. Konstrukcje z różnych materiałów pokrywam mieszanką kleju wodnego, piasków o różnej ziarnistości i pyłu marmurowego. Nakładam ją wielokrotnie, szlifuję i znów nakładam, co najmniej osiem razy. Na końcu całość zabezpieczam bezbarwnym lakierem. Ostatnio pozyskuję glinę z naszej działki i eksperymentuję, bo ma bardzo intensywny czerwono-brązowy kolor. Pracuję też z kamieniem, marmurem, granitem czy onyksami. Często znajduję fragmenty starych parapetów, blatów czy schodów i nadaję im nowe życie w krótkich seriach lamp.
Uwielbiam kamienie. U kamieniarzy mogę spędzać godziny, w kamieniołomach dni. Portugalia ma niezwykłe złoża marmuru, granitu, łupków, onyksu czy wapieni, w tym piękny kamień Lioz z okolic Sintry. Tworzę modele w skali 1:1, a na ich podstawie powstają krótkie serie lamp z kamienia. Teraz pracuję nad nową serią z onyksu. Trafiłem ostatnio na kilka kawałków w zapomnianym miejscu u jednego kamieniarza i dostałem je, bo on sam nie miał pomysłu, co z nimi zrobić.
Na wystawę Lisbon by Design stworzyłem też dwa duże obiekty site specific. Były pokazane na klatce schodowej pałacu w centrum Lizbony i zależało mi, żeby nie krzyczały 'spójrz na mnie’, raczej żeby ktoś dopiero po chwili zauważył, że to nie jest element budynku. Piękny świetlik nad schodami dawał taki efekt, że nawet bez włączonego światła te obiekty dobrze działały.
Gdzie widzisz siebie za pięć lat?
Nie planuję i nie zastanawiam się nad tym. Do Portugalii przeprowadziłem się trochę ponad trzy lata temu, a moje działania w świecie designu to w zasadzie dopiero początek. Wcześniej projektowałem meble i nadal mam w Polsce linię mebli ze sklejki Intterno, ale to, co robię teraz tutaj, jest czymś nowym. Pierwszy obiekt powstał trzy lata temu. Rok temu miałem już pierwszą wystawę w Lizbonie podczas Lisbon by Design i od tego czasu reprezentuje mnie galeria De Barros.
Jak zmienia się rynek collectible design?
Rynek collectible design jest dla mnie wciąż nowy, raczej go obserwuję niż analizuję. Widzę jednak, że coraz więcej osób chce otaczać się unikalnymi przedmiotami stołami, komodami czy lampami. Takimi, które są użytkowe, ale jednocześnie wyjątkowe. Najważniejszy jest dla mnie moment pracy w pracowni. Mam wokół psy, widok na ogród i ocean. Najpierw robię to dla siebie. Dopiero później dla kogoś.
Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i mam nadzieję, do zobaczenia nad oceanem.
Jacek Jaskóła @jaskolastudio
architect / designer
obiekty świetlne / collectible design
Portugal – Poland
zdjęcie główne: Nuno Pires