Muzyk czy fabryka treści? Algorytmy wypalają niezależnych artystów
86 proc. niezależnych muzyków doświadczyło przeciążenia psychicznego lub wypalenia twórczego. Największym problemem nie są jednak koncerty ani godziny spędzone w studiu. Dla 52 proc. badanych główną przyczyną była presja mediów społecznościowych. Tak wynika z badania Ditto Music przeprowadzonego wśród prawie 2 tys. muzyków, producentów i innych osób pracujących w branży. Niepewność finansową wskazało 24 proc. respondentów, a długie godziny pracy 10 proc. Ponad połowa badanych ograniczyła lub wstrzymała publikowanie muzyki z powodu wypalenia, a 38 proc. rozważało całkowite odejście z branży. Współczesny niezależny muzyk może nagrać utwór w domu, samodzielnie opublikować go na platformach streamingowych i dotrzeć do odbiorców na całym świecie. Ta pozorna wolność ma jednak swoją cenę.
Artysta musi być jednocześnie muzykiem, producentem, menedżerem, specjalistą od promocji, montażystą filmów i administratorem własnej społeczności.
Media społecznościowe nie są już dodatkiem do kariery. Stały się jej podstawowym narzędziem. Nowy utwór potrzebuje zwiastuna, filmu zza kulis, fragmentu refrenu, historii o jego powstaniu i kolejnych materiałów dostosowanych do różnych platform. Muzyk nie tylko tworzy, lecz bez przerwy musi udowadniać, że tworzy. Problem polega na tym, że logika platform jest sprzeczna z logiką pracy twórczej. Muzyka wymaga skupienia, powtarzania, eksperymentowania i okresów, podczas których nie powstaje nic, co można natychmiast pokazać. Algorytmy oczekują regularności, szybkich reakcji i ciągłej aktywności. Badacze z Goldsmiths i University College London określili ten model jako pracę w fabryce treści. Muzycy uczestniczący w ich badaniu opowiadali o ciągłym publikowaniu, porównywaniu się z innymi, presji statystyk i poczuciu, że każdą chwilę należy zamienić w materiał promocyjny. Z czasem wpływa to również na samą twórczość.
Artysta zaczyna zastanawiać się nie tylko nad tym, czy utwór jest dobry, ale czy jego fragment zatrzyma uwagę odbiorcy przez kilka sekund.
Niektórzy muzycy wybierają repertuar koncertowy z myślą o tym, jaka reakcja publiczności będzie dobrze wyglądała w internecie. Dodatkowym źródłem napięcia jest nieprzewidywalność algorytmów. Muzyk może poświęcić miesiące na nagranie i promocję utworu, ale nadal nie wie, ilu osobom platforma pokaże jego pracę. Sukces pojedynczego filmu podtrzymuje nadzieję, że następny zmieni całą karierę. Seria słabszych wyników wywołuje natomiast poczucie porażki. Presja mediów społecznościowych łączy się z niepewnością finansową. Większość niezależnych muzyków nie ma stałej pensji ani zespołu odpowiedzialnego za promocję. Wielu łączy twórczość z innymi zajęciami, a przychody z koncertów, tantiem i streamingu zmieniają się z miesiąca na miesiąc.
Powstaje błędne koło. Artysta potrzebuje widoczności, aby zarabiać, więc przeznacza coraz więcej czasu na publikowanie.
Im więcej czasu poświęca promocji, tym mniej zostaje go na muzykę, odpoczynek i relacje. Odpoczynek zaczyna być postrzegany nie jako regeneracja, lecz jako ryzyko utraty zasięgów. Media społecznościowe przyniosły muzykom realne korzyści. Pozwoliły budować społeczności, docierać do publiczności bez udziału wielkich wytwórni i rozwijać karierę poza tradycyjnymi centrami branży. Jednocześnie przeniosły na artystów większość obowiązków, którymi wcześniej zajmowały się całe zespoły ludzi.