Kanye West o chorobie, wypadku sprzed lat i cenie życia w manii
Kanye West zdecydował się na rzadki krok w swojej karierze: zamiast wywiadu czy spontanicznych wypowiedzi w mediach społecznościowych, opublikował pisemne oświadczenie, w którym próbował uporządkować własną narrację i wziąć odpowiedzialność za swoje słowa. West przypomniał w nim, że około 25 lat temu uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Do zdarzenia doszło na początku jego drogi artystycznej, na długo przed światową sławą. Wówczas media szeroko opisywały złamaną szczękę rapera i długą rekonwalescencję, która stała się jednym z mitów założycielskich jego kariery. Jak jednak napisał teraz, skutki wypadku nie ograniczyły się wyłącznie do obrażeń widocznych. Według jego relacji dopiero po latach lekarze mieli zwrócić uwagę na możliwe uszkodzenie płata czołowego mózgu, czyli obszaru odpowiedzialnego między innymi za kontrolę impulsów, ocenę sytuacji i regulację emocji.
West podkreśla, że przez wiele lat nikt nie łączył jego zachowania z konsekwencjami tego urazu.
W tym samym oświadczeniu artysta otwarcie odniósł się do swojej choroby afektywnej dwubiegunowej typu pierwszego, o której mówi publicznie od kilku lat. Napisał, że epizody maniakalne sprawiały, iż tracił kontakt z rzeczywistością, miał poczucie wyjątkowej jasności myślenia i przekonanie, że widzi więcej niż inni, podczas gdy w rzeczywistości jego osąd był coraz bardziej zaburzony. Zaznaczył, że w momentach manii nie czuł się osobą chorą, a próby interwencji ze strony bliskich odbierał jako atak lub niezrozumienie. Dopiero z perspektywy czasu – i po okresach głębokiego załamania – był w stanie zobaczyć skalę destrukcji, jaką te epizody powodowały. West połączył oba wątki, sugerując, że nieleczony przez lata uraz mózgu mógł nasilać objawy choroby dwubiegunowej i wpływać na jego impulsywność, skłonność do paranoi oraz skrajne reakcje emocjonalne. W oświadczeniu zaznaczył jednak wyraźnie, że choroba nie jest usprawiedliwieniem dla krzywdzących słów i działań. Pisał o poczuciu wstydu i odpowiedzialności za to, co mówił publicznie, zwłaszcza w momentach, gdy jego wypowiedzi raniły całe społeczności i osoby, które nie miały nic wspólnego z jego osobistym kryzysem. Szczególnie mocno wybrzmiał fragment dotyczący utraty kontroli nad własnym życiem. West przyznał, że zdarzały się okresy, które dziś opisuje jako wielomiesięczne epizody maniakalne, podczas których podejmował decyzje impulsywnie, niszczył relacje i sabotował własną karierę. Pisał o lęku, paranoi i myślach autodestrukcyjnych, które pojawiały się, gdy stan maniakalny ustępował.
To właśnie wtedy – jak sugeruje – po raz pierwszy naprawdę zrozumiał, że problem nie polega wyłącznie na presji sławy czy konflikcie z mediami, lecz na realnej chorobie wymagającej leczenia.
Oświadczenie Westa miało również wyraźny wymiar przeprosin. Artysta zwrócił się do osób i grup, które poczuły się dotknięte jego wcześniejszymi wypowiedziami, podkreślając, że nie utożsamia się z ideologiami nienawiści i nie chce być postrzegany przez pryzmat słów wypowiedzianych w stanie psychicznego rozchwiania. Pisał o potrzebie dalszego leczenia, pracy nad sobą i zaakceptowania faktu, że proces zdrowienia nie jest ani prosty, ani szybki. Choć oświadczenie nie zakończyło dyskusji wokół Kanye’ego Westa, dla wielu było jednym z najbardziej spójnych i osobistych tekstów, jakie kiedykolwiek opublikował. Pokazało artystę nie jako prowokatora czy medialnego skandalistę, lecz jako człowieka próbującego zrozumieć własną historię, chorobę i konsekwencje decyzji podejmowanych przez lata w świetle reflektorów. W świecie, w którym granica między szczerością a autopromocją bywa cienka, ten tekst stał się ważnym głosem w rozmowie o zdrowiu psychicznym, odpowiedzialności i cenie, jaką czasem płaci się za życie na publicznej scenie.
Powodzenia Ye!