II wojnę światową rozpętał ćpun, a teraz..
Nie da się opowiedzieć historii Adolf Hitler bez wejścia w temat jego zdrowia, a w szczególności bez historii człowieka, który przez lata miał bezpośredni wpływ na jego organizm i percepcję rzeczywistości. Tym człowiekiem był Theodor Morell, lekarz, który w pewnym momencie stał się nie tylko medykiem, ale de facto dostawcą chemii regulującej, a może właściwie deregulującej codzienne funkcjonowanie jednego z najważniejszych ludzi XX wieku. Morell aplikował Hitlerowi dziesiątki różnych substancji, od witamin i preparatów wzmacniających, przez opioidy, aż po środki pobudzające, w tym pochodne metamfetaminy i kokainy.
Z czasem te terapie zaczęły przypominać raczej eksperymentalne koktajle niż kontrolowane leczenie.
To, co dziś wydaje się szczególnie niepokojące, to fakt, że pierwsze symptomy problemów zdrowotnych i możliwego uzależnienia widać już stosunkowo wcześnie. Na archiwalnych nagraniach z drugiej połowy lat 30. widać charakterystyczne drżenia, napięcie, nienaturalną ruchliwość. Oczywiście nie ma jednego, prostego dowodu, który pozwalałby przypisać te objawy konkretnym substancjom w tym okresie, ale z dzisiejszej perspektywy trudno ignorować związek między stanem fizycznym Hitlera a intensywną farmakoterapią, która z czasem tylko się pogłębiała. W czasie wojny Morell podawał mu już regularnie silne środki, w tym preparaty zawierające Eukodal, czyli opioid, oraz różne stymulanty.
Bardzo możliwe, że druga wojna światowa była efektem narkotycznego odurzenia jednego człowieka.
Choć historia nigdy nie jest tak jednowymiarowa, nie sposób pominąć faktu, że decyzje o ogromnych konsekwencjach podejmował człowiek, którego stan fizyczny i psychiczny był w coraz większym stopniu regulowany przez substancje chemiczne. A te, jak wiadomo, potrafią wzmacniać skrajne emocje, zaburzać ocenę ryzyka, potęgować paranoję i poczucie misji. Ta historia ma jednak jeszcze jeden, bardziej współczesny wymiar. Pokazuje, jak niewiele zmieniło się w mechanizmach wyłaniania władzy.
Przez ostatnie sto lat osiągnęliśmy gigantyczny postęp technologiczny, od atomu po sztuczną inteligencję, ale sam sposób wyboru liderów pozostał w gruncie rzeczy podobny.
Systemy polityczne nadal są podatne na to, że na ich szczycie znajdzie się jednostka o ograniczonej stabilności psychicznej, podatna na wpływy, emocje lub własne obsesje. To nie jest tylko problem przeszłości. Współczesna polityka coraz częściej przypomina teatr skrajnych reakcji, gdzie decyzje podejmowane są w atmosferze napięcia, presji i medialnej eskalacji. W takim środowisku granica między racjonalnym przywództwem a impulsywnością bywa niepokojąco cienka. Historia Hitlera działa więc jak ostrzeżenie. Pokazuje, że nawet najbardziej rozwinięte społeczeństwa mogą oddać władzę w ręce ludzi, których stan psychofizyczny pozostaje poza realną kontrolą.