Jak i dlaczego Indie zachęcają swoich obywateli do przejścia na wegetarianizm?

To nie chodzi wyłącznie o mięso. Chodzi o pytanie, czy państwo może próbować projektować kulturę swoich obywateli równie świadomie, jak projektuje gospodarkę albo przestrzeń miejską.
.get_the_title().

W indyjskich miastach coraz częściej dochodzi do sytuacji, które jeszcze kilka lat temu wydawałyby się absurdalne nawet jak na niezwykle złożoną kulturowo rzeczywistość subkontynentu. Zamykane sklepy mięsne podczas hinduistycznych świąt, akademiki i osiedla mieszkaniowe zakazujące gotowania mięsa, kampanie społeczne promujące dietę roślinną jako bardziej moralną i nowoczesną. Coraz ostrzejsze przepisy dotyczące uboju bydła. A wszystko to dzieje się w kraju, który Zachód od dawna stereotypowo postrzega jako naturalnie wegetariański, choć rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Bo Indie wcale nie są krajem wyłącznie wegetarian. Według różnych badań nawet ponad 70 proc. Hindusów spożywa mięso przynajmniej okazjonalnie. Problem polega jednak na tym, że w ostatnich latach jedzenie stało się tam czymś znacznie więcej niż codziennym wyborem żywieniowym. Stało się narzędziem polityki, religii i budowania nowej tożsamości narodowej.

Punktem zwrotnym okazał się dojście do władzy partii BJP premiera Narendry Modiego w 2014 roku.

To właśnie od tego momentu coraz wyraźniej widać próbę promowania hinduistycznej wizji państwa, w której wegetarianizm zaczyna być przedstawiany jako symbol moralnej dyscypliny, duchowej czystości i narodowej tradycji. Szczególną rolę odgrywa tu kwestia krów, które dla wielu hinduistów pozostają zwierzętami świętymi. W praktyce oznaczało to falę nowych regulacji dotyczących handlu mięsem i uboju bydła. W wielu indyjskich stanach zaostrzono przepisy zakazujące zabijania krów, a niekiedy nawet transportu bydła do rzeźni. W części regionów za złamanie tych przepisów grożą wieloletnie wyroki więzienia. Władze argumentują, że chodzi o ochronę tradycji religijnej i szacunek dla kultury większości hinduistycznej. Ale proces przebiega znacznie subtelniej niż klasyczny zakaz. Państwo nie mówi obywatelom wprost, że mają zostać wegetarianami. Zamiast tego wykorzystuje całą sieć instytucji i nacisków kulturowych. Lokalne samorządy regularnie zamykają sklepy mięsne podczas hinduistycznych świąt. W szkołach i stołówkach coraz częściej ogranicza się obecność mięsa. W przestrzeni publicznej pojawiają się kampanie promujące dietę roślinną jako bardziej zdrową i nowoczesną. Niektóre osiedla mieszkaniowe próbują nawet zakazywać sprzedaży mięsa na swoim terenie.

Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że cały ten proces dzieje się równolegle z gwałtownym bogaceniem się społeczeństwa.

Dla wielu mieszkańców Indii jedzenie mięsa przez dekady było symbolem awansu społecznego i wyjścia z biedy. Wraz z rozwojem klasy średniej rosło spożycie kurczaka, ryb czy baraniny. I właśnie w tym momencie państwo zaczęło próbować odwracać ten trend. Powody są bardzo konkretne. Pierwszy ma charakter religijno polityczny. BJP od lat buduje narrację opartą na hinduistycznej tożsamości narodowej. Wegetarianizm staje się częścią tej opowieści jako element odróżniający Indie od zachodniego stylu życia i podkreślający kulturową wyjątkowość kraju. Drugi powód jest związany z klimatem i zasobami. Indie są dziś najludniejszym państwem świata i jednocześnie krajem coraz mocniej dotkniętym kryzysami klimatycznymi. Produkcja mięsa wymaga ogromnych ilości wody, pasz i energii.

Ograniczanie konsumpcji mięsa staje się więc elementem myślenia o przyszłym bezpieczeństwie żywnościowym kraju liczącego ponad 1,4 miliarda ludzi.

Trzeci powód dotyczy zdrowia publicznego. Władze coraz częściej alarmują o rosnącej liczbie przypadków cukrzycy, otyłości i chorób serca związanych z urbanizacją oraz zmianą diety. Dieta roślinna zaczyna być przedstawiana jako bardziej nowoczesna i zdrowsza alternatywa dla zachodniego modelu konsumpcji. W praktyce Indie stają się dziś laboratorium nowego rodzaju polityki społecznej. Państwo coraz rzadziej próbuje kontrolować obywateli wyłącznie przez prawo czy gospodarkę. Coraz częściej wpływa na ich codzienne nawyki, emocje i styl życia. Jedzenie staje się częścią większej walki o to, jak ma wyglądać nowoczesny obywatel XXI wieku.

SPOŁECZEŃSTWO