Collectible design: Design, który znika. Studio MOZI i materiały przyszłości
Współczesny design coraz częściej staje przed pytaniem nie o to, jak coś wygląda, ale z czego i dlaczego powstaje. W tym kontekście projekt studia MOZI z Gdyni można czytać jako próbę powrotu do podstaw, materiału, procesu i odpowiedzialności.
Ich najnowsza kolekcja mebli i lamp nie zaczyna się od formy. Zaczyna się od bakterii.
PHA i PHB to biopolimery wytwarzane przez mikroorganizmy z odnawialnych surowców. W naturze pełnią funkcję magazynów energii. W projektowaniu mogą stać się alternatywą dla plastiku, nie wymagają ropy naftowej, ulegają pełnemu rozkładowi i nie pozostawiają po sobie śladu w postaci mikroplastiku. To, co w laboratorium jest efektem procesów biologicznych, w rękach projektantów zyskuje nowy kontekst.
Studio MOZ, za którym stoją Monika Gradzik i Ziemowit Liszek nie traktuje jednak tych materiałów jako ciekawostki. Raczej jako narzędzie do sprawdzenia, czy możliwe jest projektowanie bez kompromisów, bez uproszczeń i bez ekologicznych deklaracji, które nie znajdują pokrycia w rzeczywistości.
Proces zamiast produktu
– Chcieliśmy sprawdzić, czy w małej pracowni można stworzyć przedmioty, które naprawdę spełniają kryteria biodegradowalności, bez półśrodków. Zainteresowaliśmy się PHA i PHB, bo są to materiały neutralne dla środowiska i pozbawione marketingowych mitów – mówi Ziemowit Liszek, współzałożyciel Studio MOZI.
Kolekcja powstała w oparciu o lokalny, zamknięty proces produkcyjny. Granulaty biopolimerów zostały przetworzone na lite płyty, które następnie stały się bazą dla mebli i lamp. Uzupełnieniem są elementy z aluminium pochodzącego z recyklingu, odlewane na miejscu.
Każdy etap, od przygotowania materiału po finalny montaż odbywa się w pracowni. Bez pośredników, bez outsourcingu, bez nadmiaru. To podejście przesuwa akcent z obiektu na proces jego powstawania. Design przestaje być wyłącznie rezultatem, a staje się ciągiem decyzji.
Pomiędzy eksperymentem a praktyką
Działalność studia MOZI od lat oscyluje pomiędzy sztuką, rzemiosłem a eksperymentem technologicznym. W tym projekcie wyraźnie widać próbę połączenia tych obszarów z nauką. Współpraca z biochemikami i technologami nie jest tu gestem wizerunkowym, lecz koniecznością. Biopolimery wymagają dalszych badań, optymalizacji i skalowania, aby mogły stać się realną alternatywą dla tworzyw sztucznych w przemyśle. Projekt pozostaje więc otwarty.
W stronę odpowiedzialności
W czasach, gdy pojęcie zrównoważonego rozwoju bywa nadużywane, praca MOZI proponuje inne podejście, bardziej powściągliwe, ale też bardziej konsekwentne. Nie chodzi o deklaracje. Chodzi o materiał, który znika i o proces, który nie zostawia po sobie zbędnych śladów. Być może właśnie w tym kierunku zmierza współczesny design, mniej spektakularny, bardziej uważny.
Efektem są obiekty o wyraźnej, niemal laboratoryjnej estetyce. Półtransparentne powierzchnie, surowe wykończenia, geometryczna prostota. Nie ma tu prób ukrywania materiału ani jego „upiększania”. Forma wynika z właściwości tworzywa jego struktury, koloru i ograniczeń technologicznych. To design, który nie udaje niczego więcej niż jest.
Kolekcję możecie zobaczyć już w czerwcu na wystawie w galerii Studio Jaskółka powered by F5 na ulicy Kubusia Puchatka w centrum Warszawy. Wystawa, na której zobaczycie także projekty trójmiejskiego studia projektowego Tabanda jest zapowiedzią tegorocznej Gdynia Design Days.