Wystawa „Polski modernizm. Walka o piękno” została wyróżniona przez The New York Times

Wystawa „Polski modernizm. Walka o piękno” powróci do Warszawy we wrześniu. W Mediolanie zobaczyło ją 18 tysięcy odwiedzających, którzy musieli stać w długiej kolejce. To kolejna wystawa Fundacji Visteria, która zachwyciła publiczność Mediolanu.
.get_the_title().

W Mediolanie, podczas Milan Design Week 2026, Polska nie próbowała przekrzyczeć świata formą ani technologicznym fajerwerkiem. Zrobiła coś znacznie trudniejszego, zatrzymała ludzi. Przed modernistyczną bryłą Torre Velasca ustawiały się kolejki, a w środku zamiast spektakularnych prototypów i cyfrowych instalacji czekała opowieść o ograniczeniach, wyobraźni i jakości życia. Wystawa „Polski modernizm. Walka o piękno” została wyróżniona przez The New York Timesjako jedna z najciekawszych ekspozycji całego tygodnia designu. Dziennik zwrócił uwagę, że pokazuje modernizm nie jako styl, lecz jako sposób myślenia — zakorzeniony w niedoborze, ale aspirujący do uniwersalnych wartości.

Za projektem stoi Fundacja Visteria, powołana przez Katarzynę Jordan, która konsekwentnie odcina się od prostego czytania tej historii jako sentymentalnego powrotu do przeszłości. W Mediolanie nie chodziło o estetykę retro ani o fetyszizowanie PRL-u. Chodziło o coś znacznie bardziej aktualnego, o sposób projektowania, który wyrasta z odpowiedzialności, a nie nadmiaru. Modernizm w polskim wydaniu nie był luksusem, lecz koniecznością. Powstawał z tego, co było pod ręką: z lnu, konopi, surowców niskiej jakości, czasem – jak pisała Irena Krzywicka — wręcz „ze śmieci”. A mimo to miał ambicję dorównania Europie. I często mu się to udawało.

Kuratorska narracja, za którą odpowiadają Federica Sala i Anna Maga z Muzeum Narodowego w Warszawie, prowadzi widza przez napięcie między historią a współczesnością. Obok klasyków pojawiają się reinterpretacje, nie jako hołd, lecz jako kontynuacja myślenia. Prace takich twórców jak Władysław Strzemiński, Katarzyna Kobro czy Bohdan Lachert nie funkcjonują tu jako muzealne artefakty, ale jako punkt wyjścia do rozmowy o tym, czym dziś może być odpowiedzialny design. Współczesne realizacje od Tomasza Rygalika po Maję Ganszyniec, nie próbują kopiować form, lecz przejmują ich logikę: prostotę, funkcjonalność i uczciwość materiału.


Szczególnym gestem tej wystawy jest projekt „Wzorcownia 2.0”, przygotowany przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego i projektantkę Agnieszkę Stefańską oraz projektanta Jana Garncarka. To próba przywrócenia do życia przedmiotów, które przez dekady były symbolem codzienności meblościanki, fotela „amerykanki”, ale dziś mogą zostać odczytane na nowo. Nie jako relikt, lecz jako odpowiedź na pytania, które wracają: jak projektować rzeczy trwałe, jak ograniczać produkcję, jak przywracać sens przedmiotom.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Agnieszka Stefanska (@infinidesign)

Sukces wystawy nie wynika jednak wyłącznie z dobrze opowiedzianej historii. Wynika z momentu, w którym ta historia wybrzmiewa. W świecie przesyconym technologią, szybką konsumpcją i projektowaniem podporządkowanym algorytmom, polski modernizm okazuje się zaskakująco aktualny. Jego podstawowe założenia — trwałość, naprawialność, odpowiedzialność społeczna — brzmią dziś bardziej jak postulaty przyszłości niż echo przeszłości. To właśnie ten paradoks przyciągnął uwagę międzynarodowych mediów i publiczności. Wystawę odwiedziło ponad 18 tysięcy osób, a dla wielu była jednym z najmocniejszych punktów całego tygodnia designu.

We wrześniu ekspozycja zostanie pokazana w Warszawie, w Willi Gawrońskich. I być może dopiero wtedy w pełni wybrzmi jej sens. Bo to nie jest opowieść o tym, jacy byliśmy. To jest pytanie o to, jak chcemy projektować świat, który dopiero powstaje.

KULTURA I SZTUKA