Elity najbardziej chapią w kryzysach
Na kilka dni przed decyzją administracji Donalda Trumpa o złagodzeniu presji wobec irańskiego sektora naftowego i sygnałach deeskalacji konfliktu, na rynku ropy wydarzyło się coś, co dziś przyciąga uwagę analityków, regulatorów rynku. Jak wynika z ustaleń opisywanych m.in. przez Washington Post oraz analiz danych rynkowych publikowanych przez Reuters i inne redakcje, dosłownie kilkanaście minut przed komunikatem, który miał fundamentalne znaczenie dla globalnych cen ropy, doszło do transakcji o wartości setek milionów dolarów. Skala i precyzja ich timing’u sprawiają, że pojawia się pytanie nie tylko o przypadek, ale o potencjalny dostęp do informacji, które nie były jeszcze publiczne.
Według danych rynkowych i analiz przywoływanych przez Reuters oraz londyńską grupę LSEG, między godziną 10:49 a 10:50 GMT zawarto kontrakty terminowe na ropę o wartości przekraczającej 500 milionów dolarów, a według niektórych estymacji nawet do około 760 milionów dolarów .
Transakcje te miały charakter sprzedażowy, czyli były zakładem na spadek cen surowca. Kilkanaście minut później, o 11:05 GMT, Donald Trump opublikował komunikat sugerujący możliwość deeskalacji napięcia z Iranem, co natychmiast przełożyło się na gwałtowny spadek cen ropy. Reakcja rynku była natychmiastowa i brutalna. Brent spadł z poziomów powyżej 110 dolarów do około 99 dolarów za baryłkę, a amerykańska ropa WTI z okolic 99 dolarów do około 86 dolarów . W ciągu jednej minuty od publikacji komunikatu obroty sięgnęły dziesiątek milionów baryłek, co tylko podkreśla skalę napięcia i znaczenie tej informacji dla rynku.
To, co czyni tę sytuację szczególnie problematyczną, to fakt, że wcześniej nie było żadnych publicznych sygnałów wskazujących na tak nagłą zmianę kursu politycznego.
Jeszcze chwilę wcześniej administracja USA groziła eskalacją działań wobec irańskiej infrastruktury energetycznej, co napędzało wzrost cen. Sam Washington Post opisywał, że decyzje dotyczące sankcji i uwolnienia irańskiej ropy były elementem prób stabilizowania rynku w sytuacji gwałtownego wzrostu cen o ponad 50 proc. W takim kontekście nagłe przejście od retoryki konfrontacji do sygnałów deeskalacji miało charakter wyraźnie rynkotwórczy. I właśnie ten moment przejścia jest dziś analizowany najdokładniej. Transakcje zawarte kilkanaście minut wcześniej wyglądają jak precyzyjny zakład na scenariusz, który nie był jeszcze znany publicznie. Jak wskazują analizy przywoływane przez media finansowe, wolumen tych operacji był znacząco wyższy niż standardowy dla tego momentu dnia, a brak jakiegokolwiek publicznego impulsu informacyjnego w tym czasie dodatkowo wzmacnia podejrzenia . Nie oznacza to automatycznie, że doszło do nielegalnych działań.
Na tym etapie nie wiadomo, kto stał za tymi transakcjami ani czy był to jeden podmiot, czy kilka niezależnych instytucji.
Jednak sama struktura zdarzeń odpowiada klasycznemu schematowi potencjalnego insider tradingu, czyli wykorzystania informacji poufnej przed jej publicznym ujawnieniem. W praktyce oznaczałoby to sytuację, w której ktoś posiadał wiedzę o nadchodzącej decyzji politycznej i zdążył ją zdyskontować na rynku, zanim zrobiła to reszta uczestników. Sprawa wpisuje się w szerszy trend coraz silniejszego sprzężenia między polityką a rynkami surowcowymi. W świecie, w którym jeden wpis w mediach społecznościowych prezydenta Stanów Zjednoczonych potrafi w ciągu minut przesunąć globalne ceny energii o kilkanaście procent, informacja staje się aktywem o wartości porównywalnej z samą ropą. A jeśli dostęp do niej nie jest równy, rynek przestaje być polem gry opartym na analizie, a zaczyna przypominać system, w którym kluczowe znaczenie ma uprzywilejowany dostęp.